Ceira
Cały czas biegłam, a raczej uciekałam. W
sercu czułam, że w pobliżu jest bezpieczne miejsce, ale nie wiedziałam, gdzie
dokładnie.
– Witaj, maleńka – powiedziała kobieta-potwór,
która mnie goniła. – Nie widziałyśmy się przez dużo czasu, czyż nie?
Wbudowany w mój nadgarstek sztylet
wysunął się. Poczułam oddech wrogiej istoty na moim karku. Potwór był coraz
bliżej. Kiedy byłam przygotowana na śmieć, ktoś krzyknął:
– Nawet nie waż się tego zrobić!
Chciałam zobaczyć, co się dzieje, ale
upadłam na ziemię. Usłyszałam krótki, głośny wrzask potwora, po którym nastała
głęboka cisza.
– Daj mi rękę – usłyszałam nieznajomego
mi chłopaka. – Pomogę ci, półbogini.
Nie rozumiałam, dlaczego, ale zaufałam
jego intencjom. Z jego pomocą podniosłam się. Wyobraziłam swój wygląd – blada
twarz z plamami błota, może nadal podbite lewe oko. Moje długie, niegdyś piękne
włosy były pełne zerwanych, zielonych liści.
– Dobrze się czujesz? – zapytał
nieznajomy. – Nie wyglądasz najlepiej.
Takie pytania w takich sytuacjach jak
teraz wyzwalały we mnie moje najgorsze cechy.
– Och, naprawdę? – mój głos przepełniał
sarkazm. – Powinnam wyglądać jak zrelaksowana i szczęśliwa dziewczynka, tak?
Chłopak spojrzał się na mnie, jakbym
była wariatką.
– Dlaczego jesteś taka irytująca? –
zapytał. – Chciałem tylko wiedzieć, czy nic ci się nie stało. I uwierz mi –
powiedzenie „dzięki” nie zraniło nikogo.
Wiedziałam, że on ma rację, ale w moim
zwyczaju nie było się przyznawanie do błędów. Bynajmniej nie w życiu, jakie
miałam wcześniej, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
– Masz rację – powiedziałam. – Dzięki za
pomoc.
– Nie ma za co – odparł. – Tak w ogóle,
jestem Malcolm. Wyczuwam krew bogów w twoich żyłach.
– Tak, mam w sobie krew bogów –
zgodziłam się. – Moja babka jest boginią. Czy jest tu jakieś bezpieczne miejsce
dla boskich potomków?
– Oczywiście, że jest – Malcolm
uśmiechnął się. – Właśnie tam mieszkam. To jest naprawdę blisko. Chodź, zaprowadzę
cię.
Ten chłopak miał sobie to coś, co
skłaniało mnie do zaufania mu, mimo że się spotkaliśmy po raz pierwszy. A ja
prawie nikomu nie ufałam. Wyjątek stanowiły dwie osoby, które naprawdę
zasłużyły na nie. Jedna z nich została w miejscu, które kiedyś mogłam nazwać
domem. O tym, gdzie jest druga, mogłam się tylko domyślać.
Szybkim krokiem przemierzaliśmy las
składający się głównie z sosen. Ale wśród nich była jedna wyjątkowa – ogromna i
majestatyczna, jakby była ich królową. Na jednej z gałęzi zobaczyłam artefakt,
który dla mnie był istną legendą – Złote Runo.
Nagle zauważyłam smoka, który się mi
przypatrywał z bliska. Wstrzymałam oddech. Stworzenie przypatrywało mi się
uważnie, bacząc na to, czy nie jestem przypadkiem wrogiem.
– Chodź – Malcolm złapał moją rękę i
pociągnął za sobą. – Peleus mógł cię spalić żywcem, gdyby mu przyszło na myśl,
że chcesz ukraść Runo.
– A skąd je macie? – zapytałam. – I co
to jest za drzewo?
– Clarisse je zdobyła przy pomocy
Percy’ego i Annabeth – odparł. – Było nam potrzebne, by uzdrowić Sosnę Thalii.
– Kim była Thalia? – spytałam.
– Chciałaś chyba zapytać, kim jest Thalia – poprawił mnie Malcolm. – W
chwili swojej śmierci została zamieniona w drzewo przez swojego ojca, a Runo ją
odmieniło – odparł, widząc moje zdziwienie. – Należy do Łowczyń Artemidy.
– Kto jest jej ojcem?
– Król bogów, Zeus. Zresztą tak samo,
jak jej brata, Jasona.
Usłyszawszy to ostatnie imię, zamarłam.
– Jason Grace jest tutaj? – chciałam się upewnić.
– Raczej był – potwierdził Malcolm. –
Znasz go?
– Tak jakby – odpowiedziałam. Nastała
cisza.
Nigdy nie myślałam, że Jason przybędzie
tutaj, do Obozu Półkrwi. Ale poczułam pewnego rodzaju ulgę, że się mu udało.
– Powiedziałeś, że Jason tu był –
zaczęłam. – To gdzie on jest teraz?
– Wyruszył tydzień temu do rzymskiego
Obozu – brzmiała odpowiedź. – Pewnie teraz jest w Europie z pozostałą szóstką
herosów.
Miałam nadzieję, że tak właśnie było. Po
tygodniu spokojnie powinni przebrnąć przez Atlantyk.
Stanęliśmy na szczycie wzgórza. Moim
oczom ukazała się piękna, zielona dolina. W centralnym jej punkcie zauważyłam
osiedle domków, różniących się od siebie diametralnie.
– Ktoś będzie chciał cię poznać –
powiedział Malcolm i zaprowadził ścieżką w dół.
Ledwo zeszliśmy ze wzniesienia, a już
otaczał nas tłum zdziwionych nastolatków. Stawiałam na to, że i oni są
półbogami. Na sam wprost stał centaur o białym tułowiu. Przewiercał mnie
spojrzeniem. Obok niego stała rudowłosa dziewczyna, spokojnie mogąca być moją rówieśniczką.
Upewniłam się, że długi rękaw bluzki
zakrywa moje ręce całkowicie. Bałam się, że będą mnie postrzec jak wroga.
– Witaj w Obozie Herosów – powiedział
centaur przyjaźnie. – Jestem Chejron. Jak masz na imię?
Zdziwiła mnie bezpośredniość centaura.
– Nazywam się Ceira – odparłam. – Ceira
Nightshade.
Rudowłosa dziewczyna koło Chejrona
zmarszczyła czoło.
– Nightshade? – zapytała. – Tak jak
jedna z Łowczyń Artemidy?
– Tak – odpowiedziałam. – Użyczyła mojej
rodzinie swojego nazwiska.
– Może przypadkiem wiesz, w jaki sposób
jesteś spokrewniona z bogami? – spytał centaur. – Wiem, że często to wielka
niewiadoma, ale…
– Jestem wnuczką Nyks – przerwałam mu.
Ze wszystkich stron usłyszałam pomruki niedowierzania. Zachowywali się tak,
jakbym była pierwszą osobą, której to rodzic był dopiero dzieckiem boga.
Nagle zobaczyłam silne światło, którego
źródło znajdowało się nad moją głową. To jeszcze bardziej zdziwiło obecnych.
Chejron patrzył się na światło i nie wiedział, co zrobić.
– Nie wierzę – powiedziała cicho
rudowłosa dziewczyna. – Chejronie, to ona. To o niej mówi przepowiednia.
Bynajmniej ta część, którą znamy.
– Rachel, ciszej – poprosił ją Chejron,
widząc, że ją usłyszałam.
– Jaka przepowiednia? – zapytałam.
Dziewczyna podeszła do mnie i zabrała od zdziwionego tłumu.
Rudowłosa szybko szła. Gdy odeszłyśmy
sporą odległość i Rachel upewniła się, że nikogo w pobliżu nie ma,
zarecytowała:
Łuczniczki
znak będzie ona miała
Zagłada
będzie się z nią zbliżała
Sprzyja
jej córa Atlasowa
A
strachem przepełnia ją sowa.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nic z tej
przepowiedni nie rozumiałam.
– Nie wiem, co dokładnie to oznacza –
powiedziała dziewczyna. – Razem z Chejronem podejrzewamy, że to część innej,
większej przepowiedni. Ale chodzi w niej o ciebie, jestem pewna.
– Niby dlaczego? – spytałam.
– Znak Łuczniczki, czyli Artemidy –
uśmiechnęła się. – To ty go masz i nikt inny. Córką Atlasa jest Zoe Nightshade,
po której, jak sama przyznałaś, dostałaś nazwisko. Sowa jest związana z Ateną…
– Czyli sową może być córka Ateny? –
zapytałam nieśmiało. Rudowłosa pokiwała głową.
– A zagłada? – Rachel skierowała swoje
zielone oczy na moje, obserwując, czy nie będę kłamać.
– Nie wiem – odparłam. – Gaja może
wymyślić wszystko.
Dziewczyna przyglądała się mi przez
chwilę, po czym spuściła głowę.
– Jesteś Pytią, tak? – spytałam.
– Tutaj nazywają mnie Wyrocznią –
odpowiedziała rudowłosa. – Przejęłam dar poprzedniej. I jestem od niej
bardziej… żywa.
Rozbawiła mnie ta uwaga, ale tylko się
uśmiechnęłam.
Rachel
Ta dziewczyna była… inna. Pomijam już
fakt, że była wnuczką, a nie dzieckiem boga. Czasem zauważałam lekką poświatę
wokół niej, podobną do tej otaczającej dzieci Hekate. I Artemida zachowała się
tak, jakby ją… no, nie wiem… uznała za swoje dziecko?
W dodatku miała na sobie ciemną bluzkę z
długim rękawem. Nie rozumiałam, jak mogła wytrzymać w tym w taki upał.
Gdy wróciłam razem z nią, wszyscy herosi
wrócili do poprzednich zajęć. Nigdzie nie zauważyłam Chejrona. Moja intuicja
mówiła, że wrócił do Wielkiego Domu. Gdy tam doszłam, okazało się, że, jak
zwykle, się nie pomyliłam. Centaur stał na tarasie, obserwując cały Obóz.
– Rachel – zwrócił się do mnie. – Czy
mogłabyś zaprowadzić pannę… – zastanowił się chwilę, by przypomnieć sobie imię
dziewczyny, ale bezskutecznie. – …Nightshade do kabiny numer osiem?
Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy
usłyszałam za sobą donośny głos:
– Gdzie jest nasz nowy nabytek?
Obróciłam się. W naszą stronę szła
dobrze zbudowana dziewczyna o dłuższych włosach w kolorze ciemnego blondu.
Clarisse.
– Świetnie, jeszcze jej brakowało –
jęknęłam. Nie raz dobiegały mnie słuchy, jaki „chrzest bojowy” otrzymują od
córki Aresa nowi herosi.
– To jest ta nowa? – zapytała Clarisse.
– Miło mi cię poznać. Jestem Clarisse, córka Aresa, Pogromczyni Drakona.
Ceira wpatrywała się w nią zdziwiona.
Chwile później na twarzy wnuczki Nyks pojawił się lekki uśmiech. Przypominała
teraz braci Hood zanim zrobią komuś psikusa.
– Nie denerwuj jej – szepnęłam jej do
ucha. – Ona jest lekko „niebezpieczna”.
Córka Aresa popatrzyła się na nią przez
chwilę i powiedziała:
– Przyszłaś w sam raz na walkę. Ciekawe,
czy cokolwiek umiesz.
Jej drwiący ton nie zrobił większego
wrażenia na Ceirze. Tak jakby dziewczyna była całkowicie obojętna na to, co
wokół niej się dzieje. Nie zareagowała nawet wtedy, gdy Clarisse wyciągnęła
swoją włócznię, przygotowując się do walki.
Spojrzałam błagalnie na Chejrona.
Przeczuwałam, ze ten pojedynek nie przyniesie nam niczego dobrego.
Ale Chejron tylko gestem nakazał mi,
żebym stanęła obok niego, zostawiając wnuczkę Nyks samą.
– Wszystko będzie dobrze – spróbował
mnie uspokoić, gdy stanęłam na tarasie. – Ta dziewczyna wie, co robi.
– Skąd to możesz wiedzieć? – zapytałam.
– Nie mów mi, że nie zauważyłaś tego
błysku w jej oczach – odparł centaur. – Taki sam, jak u Annabeth tuż przed jej
zwycięskimi pojedynkami – po czym dodał szeptem, myśląc, że nie słyszę: – Taki
sam jak u Zoe Nightshade.
Ceira
Nie wiedziałam, co robię. Jakbym
przyglądała się całemu zdarzeniu z boku, będąc w moim ciele. Wydaje wam się, że
jest to dziwne, ale jednocześnie normalne? Witajcie w moim świecie.
Jedynie z włócznią (nie liczyłam
sztyletu) stanęłam naprzeciwko Clarisse. W jej oczach szalały błyskawice. Jej
włócznia strzelała na swojej powierzchni małe iskry. Elektryczna. Idealnie.
Centaur dał nam znak. Odeszłyśmy od
siebie na niezbyt dużą odległość. Szybko związałam włosy w warkocz. Nie
obchodziło mnie, w jakim stanie obecnie są – miały mi jedynie nie przeszkadzać
w walce.
Clarisse zamachnęła się włócznią.
Odskoczyłam do tyłu. Broń wbiła się dokładnie tam, gdzie przed chwilą stałam. Dobra jest, pomyślałam. I szybka.
Jednak ja też taka jestem. Chwyciłam
swoją włócznię i wcelowałam w skarpę, na której stała. Moją zazwyczaj
mistrzowską celność szlak trafił – córka Aresa nie poruszyła się, a włócznia
leżała daleko od niej. Teraz pożałowałam, że nie walczymy na strzały –
łucznictwo było moją najlepszą stroną.
Gdy pobiegłam do miejsca, gdzie leżały
inne włócznie, Clarisse dosięgła swojej. Gdy sięgałam po włócznię, usłyszałam
świst powietrza. Pochyliłam się. Nad moją głową przeleciała broń półbogini.
Szybko podniosłam się, obróciłam i wystrzeliłam z całej siły. Korzystając z
faktu, że dziewczyna próbowała uniknąć oszczepu, wbiegłam na skarpę, na której
wcześniej ona stała.
Moja przeciwniczka spojrzała mi na mnie
przerażona. Gdzieś znikła jej wcześniejsza odwaga, jej pewność siebie.
Sięgnęłam po włócznię i wystrzeliłam, celując w jej ramię.
Grot przybił rękaw jej pomarańczowego
podkoszulka do drzewa i wbił się mocno. Mimo wszelkich prób, heroska nie mogła
wyciągnąć broni z drzewa.
– Poddaję się! – krzyknęła. Wszyscy
obserwujący zamarli. Zrozumiałam, że prawdopodobnie jestem pierwszą osobą,
która zmusiła córkę Aresa do poddania się.
Patrzyłam z tryumfem na dziewczynę,
szamoczącą się z bronią. Ceira,
powiedział wewnętrzny głos, co ty robisz?
Czy to odpowiednie zachowanie, godne prawdziwego herosa?
Zeszłam szybko ze skarpy i podbiegłam do
Clarisse. Popatrzyła na mnie. Jej oczy były pełne strachu.
Prawą ręką złapałam za drzewiec włóczni,
lewą oparłam o drzewo. Poczułam, jak wypełnia mnie jakaś dziwna moc. Zamknęłam
oczy i odetchnęłam głęboko. Szarpnęłam włócznią. Usłyszałam dźwięk łamanego
drzewa.
Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam, ze
wokół mnie jest pełno małych, drewnianych kawałków. W prawej dłoni trzymałam
jedynie mały fragment dawnego, długiego drzewca.
– Dziękuję – wyszeptała córka Aresa. Mój
wzrok przykuł mnie zakrwawiony fragment rękawa.
– Krwawisz – powiedziałam. Dziewczyna
popatrzyła jedynie na swoje ramię i odeszła ze spuszczoną głową.
* * *
Wszędzie świeciły się świąteczne lampki. Siedziałam na kolanach
ciemnowłosej dziewczyn, która ze spokojem mogłaby uchodzić za księżniczkę
jakiegoś egzotycznego królestwa. Obok leżał na brzuchu mały blondynek, który
patrzył się na mnie i się uśmiechał szeroko.
– To dla Patricka – powiedział głęboki, męski głos. Do chłopca podszedł
dobrze zbudowany mężczyzna o ciemnobrązowych włosach i położył koło niego małą
paczuszkę, zapakowaną w czerwony papier w białe płatki śniegu.
– A ten „drobiazg” dla naszej małej księżniczki – dodała kobieta o
ciemnozłotych włosach. Wyciągnęłam ręce po prezent. Blondynka zaśmiała się, a w
jej błękitnych oczach szalały wesołe iskierki.
Okazało się, że to nie był wcale taki drobiazg – ledwo co obejmowałam całą
paczkę. Szybko ją rozpakowałam. W środku znajdował się duży łuk z wyrzeźbionymi
postaciami bogów.
Nagle rozległ się hałas. Ciemnowłosa dziewczyna, na kolanach której
siedziałam, szybko usadziła mnie na sofie i wstała.
– Ada, zostajesz tu – powiedziała. – Ja i Marc się wszystkim zajmiemy.
– Chcę walczyć – odparła blondynka. – Mam chyba prawo walczyć za własne
dzieci.
– Rzeczywiście, masz takie prawo – odparła brunetka. – Ale ktoś musi z nimi
zostać.
Po tym ucałowała mnie i mojego braciszka. Tak samo zrobił wysoki mężczyzna.
Potem znikli.
Usłyszałam dźwięk wyłamywanych drzwi. Kobieta padła na podłogę sztywna.
Chwyciłam mocno łuk. Chłopiec, który leżał obok mnie, zaczął płakać.
– Cichutko, Śpiąca Królewno – szepnęłam. – Ja cię obronię.
Przybliżyłam się do niego. W zasięgu mojego wzroku pojawiły się dwie duże,
ciemne sylwetki.
– To zobaczymy, jak obronisz swojego brata, księżniczko – powiedział jeden z nich. Zdeterminowana,
dźgnęłam jednego z nich łukiem w brzuch. Śmiech ustał. Tak samo zrobiłam z
drugim.
– Idioci! – krzyknęła jakaś kobieta. – Jak można się dać pokonać dwuletniej
dziewczynce? Dalej! Tylko bez cyrków.
Pojawiły się kolejne ciemne postacie. Jak w amoku, wszystkie dźgałam
łukiem. Gdy zniknęły wszystkie, zauważyłam, że nie obroniłam swojego brata –
miał przecięte gardło, całe jego ubranko było we krwi.
– Patrick! – zaszlochałam. Po policzkach zaczęły mi płynąć wielkie łzy.
Obudziłam się z krzykiem. Ręce mi
drżały. Z trudem łapałam oddech.
Już tak dawno nie śniła mi się śmierć
mojej rodziny. Jeszcze parę lat temu, gdy ten koszmar prześladował mnie
codziennie, zastanawiałam się, kim mogła być kobieta, która dowodziła
potworami. Chciała mojej śmierci – tylko tyle wiedziałam. I by się tak stało,
gdyby nie Zoe. To ona wtedy mnie uratowała i zaniosła w bezpieczne miejsce. Dzięki
niej żyłam.
Zamknęłam oczy i próbowałam się
uspokoić. Ale wtedy przed oczami stanął mi obraz mojego zamordowanego brata.
Szybko je otworzyłam. Wtedy zauważyłam, że ktoś jeszcze jest w pokoju. Szybko
zapaliłam światło.
Na środku pokoju stała Rachel.
– Co ty tu robisz? – zapytałam
podejrzliwie.
– Coś mi kazało tu przyjść – odparła. –
Co się stało?
– Nic się nie stało – odpowiedziałam.
Nie chciałam, by ktokolwiek wiedział o mojej przeszłości.
– Nie kłam – Rachel popatrzyła mi prosto
w oczy. – Gdyby nic się nie stało, nie krzyczałabyś przez sen – zamilkła, ale
po chwili dodała. – Ceira, mi możesz powiedzieć wszystko.
Mylisz się, chciałam jej powiedzieć, ale milczałam. Rachel czekała
trochę czasu, po czym położyła coś na stoliku. Usłyszałam głos naciąganego na
kluczyk mechanizmu.
– To widzimy się jutro na śniadaniu –
powiedziała i wyszła. Zgasiłam światło i położyłam głowę na poduszkę. Nie
wiadomo skąd zaczęła płynąć śliczny, usypiający walc. Momentalnie zasnęłam.
________________________________________
Voila, oto i pierwszy rozdział mojego opowiadania.
Ten rozdział dedykuję moim dwóm koleżankom: Zuzi, która jest pierwowzorem dla Ceiry, i Patrycji, która mi wielce pomogła w pisaniu pojedynku między Ceirą a Clarisse.
Życzę wszystkim Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
Pozdrawiam!
Rewelacja ♥ Po prostu.
OdpowiedzUsuńFajny :) Podoba mi się, ale wg mnie wszystko dzieje się trochę za szybko - nie ma żadnym opisów, uczuć bohaterki.
OdpowiedzUsuńNa pewno zajrzę ponownie, gdy pojawi się następny rozdział ;] Zapraszam też do mnie, dopiero zaczynam :) : http://wybrani-przez-bogow.blogspot.com/
Pozdrawiam,
Diana
Radziłabym usunąć weryfikację obrazkową - męczy i zniechęca do komentowania ;-;
UsuńDzięki za zwrócenie mi na to uwagi. Nigdy wcześniej nie korzystałam z Bloggera i nie wiedziałam, że coś takiego istnieje.
UsuńWeryfikacja jest, oczywiście, już wyłączona
Przed chwila znalazłam twojego bloga i uważam, że jest wspaniały ^^ Jestem taka ciekawa co będzie dalej :> Ale mam małą prośbę, czy mogłabyś zmienić kolor liter w komentarzach ? Jest bardzo jaskrawy i nie da się go rozczytać. A no i chciałabym zacząć Cię obserwować ale nie mogę bo nie masz tej ikony "obserwatorzy", mogłabyś ja ustawić ? PROSZĘ :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, życzę weny i zapraszam do siebie :3
Wow, nie spodziewałam się, że znajdę Cię tu, na blogspocie... a jednak. Fajnie, że też tu jesteś, mogę Cię dzięki temu zaobserwować.
OdpowiedzUsuńZanim przejdę do treści, chciałam zwrócić jeszcze uwagę na czcionkę - jest trochę za mała (kolor już pomińmy, da się przeżyć) i trudno mi ją rozczytać, zwłaszcza, że już wzrok nie ten (xd).
Co do jednak samej treści - nie powiem, że mnie zaskoczyłaś, bo pomyślisz, że w Ciebie nie wierzyłam (a wierzyłam i dalej wierzę!), ale muszę przyznać, że miło mi się czytało... Tylko trochę krótko. Trochę bardzo krótko. Ale pozostaje mi liczyć, że się rozkręcisz i kolejne odcinki będą już dłuższe.
Ceira... ma świetne imię, naprawdę. Początkowo byłam lekko zaskoczona, że pokonała Clarisse, w końcu mało komu się to zdarza, ale nie wydaje się Mary Sue. I bardzo dobrze, bo ich nie lubię. W sumie to jej pochodzenie trochę usprawiedliwia to zwycięstwo. Jakieś powtórzenie gdzieś znalazłam, ale kto by tam na to zwracał uwagę... fajnie się czytało i to ważne, a nawet jeśli były błędy to nie przeszkadzały w czytaniu. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, informować mnie raczej nie musisz, na bieżąco śledzę, co się dzieje na moim interfejsie bloggerowym.
Weny i dużo wolnego czasu,
Luiza
Btw. pewnie mój komentarz jest ładny, składny etc., ale spałam dzisiaj coś koło dwóch godzin i się niedawno zdrzemnęłam, to jestem zaspana jak jasny gwint. Tyle mam na swoje usprawiedliwienie.
Przepraszam, że wcześniej nie skomentowałam, ale poszłam oglądać film, którego w rezultacie nie obejrzałam, bo się nie chciało ścierwo załadować. No trudno.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam i jestem naprawdę mile zaskoczona. Uwielbiam niebanalne postaci, a Ceira taka jest. W dodatku pokonała Clarisse! Znaczy, nie że się ciesze, Clarisse to jedna z moich ulubionych bohaterek, ale... dobra jest ta cała Nightshade. Nie można zaprzeczyć :D
Ciekawie opisałaś jej sen, coś czuję, że to będzie ważne w całej tej historii (a może nie). Zobaczę! :D
Czekam na nowy rozdział z niecierpliwością! Życzę dużo weny i gorąco pozdrawiam :3
Ceira to świetna bohaterka. Z tragiczną przeszłością, nie córka boga, tylko wnuczka Nyks. Ciekawy pomysł.
OdpowiedzUsuńMasz bardzo lekki, przyjemny styl pisania. Dobrze się to czyta. Tylko wydaje mi się, że trochę niepotrzebnie dałaś do tego rozdziału perspektywę Rachel. Była bardzo krótko i trochę namieszała. Na Twoim miejscu dałabym ją do kolejnego rozdziału, za to na dłuższą chwilę.
Zgadzam się też z Dianą- mogłabyś dodać więcej opisów przeżyć bohaterki i opisów.
Bardzo mi się spodobało, że dałaś znane nam postacie- Rachel, Clarisse i Chejrona- do swojego rozdziału, przedstawiając je w nowy, inny sposób. W końcu widzi je i rozmawia z nimi inna osoba. To jest takie... Świeże, inne.
Nie wiem, czy coś jeszcze mam do dodania. Chyba nie;-)
Pozdrawiam i dzięki za komentarz na blogu!
Pola
Opowiadanie jest super ale to zdjęcie z tą dziewczyną i wilkiem po prostu CUDO! Dzięki temu blog wygłada bardzo profesionalnie i samym wyglądem zachęca czytelników do czytania. A tak z ciekawości to znalazłaś w internecie czy zrobiłaś?
OdpowiedzUsuńSzablon znalazłam w internecie. Gdy na niego spojrzałam, od miejsca się w nim zakochałam. vI według mnie pasuje do całej historii
UsuńTeż tak uważam :)
UsuńŚwietne <3 dopiero co weszłam na twojego bloga , a już mnie wciąga , jest genialny
OdpowiedzUsuń~LoLa
P.S zapraszam do mnie nietypowiherosi.blogspot.com