niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział I - Nowy dom



Ceira

Cały czas biegłam, a raczej uciekałam. W sercu czułam, że w pobliżu jest bezpieczne miejsce, ale nie wiedziałam, gdzie dokładnie.
– Witaj, maleńka – powiedziała kobieta-potwór, która mnie goniła. – Nie widziałyśmy się przez dużo czasu, czyż nie?
Wbudowany w mój nadgarstek sztylet wysunął się. Poczułam oddech wrogiej istoty na moim karku. Potwór był coraz bliżej. Kiedy byłam przygotowana na śmieć, ktoś krzyknął:
– Nawet nie waż się tego zrobić!
Chciałam zobaczyć, co się dzieje, ale upadłam na ziemię. Usłyszałam krótki, głośny wrzask potwora, po którym nastała głęboka cisza.
– Daj mi rękę – usłyszałam nieznajomego mi chłopaka. – Pomogę ci, półbogini.
Nie rozumiałam, dlaczego, ale zaufałam jego intencjom. Z jego pomocą podniosłam się. Wyobraziłam swój wygląd – blada twarz z plamami błota, może nadal podbite lewe oko. Moje długie, niegdyś piękne włosy były pełne zerwanych, zielonych liści.
– Dobrze się czujesz? – zapytał nieznajomy. – Nie wyglądasz najlepiej.
Takie pytania w takich sytuacjach jak teraz wyzwalały we mnie moje najgorsze cechy.
– Och, naprawdę? – mój głos przepełniał sarkazm. – Powinnam wyglądać jak zrelaksowana i szczęśliwa dziewczynka, tak?
Chłopak spojrzał się na mnie, jakbym była wariatką.
– Dlaczego jesteś taka irytująca? – zapytał. – Chciałem tylko wiedzieć, czy nic ci się nie stało. I uwierz mi – powiedzenie „dzięki” nie zraniło nikogo.
Wiedziałam, że on ma rację, ale w moim zwyczaju nie było się przyznawanie do błędów. Bynajmniej nie w życiu, jakie miałam wcześniej, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
– Masz rację – powiedziałam. – Dzięki za pomoc.
– Nie ma za co – odparł. – Tak w ogóle, jestem Malcolm. Wyczuwam krew bogów w twoich żyłach.
– Tak, mam w sobie krew bogów – zgodziłam się. – Moja babka jest boginią. Czy jest tu jakieś bezpieczne miejsce dla boskich potomków?
– Oczywiście, że jest – Malcolm uśmiechnął się. – Właśnie tam mieszkam. To jest naprawdę blisko. Chodź, zaprowadzę cię.
Ten chłopak miał sobie to coś, co skłaniało mnie do zaufania mu, mimo że się spotkaliśmy po raz pierwszy. A ja prawie nikomu nie ufałam. Wyjątek stanowiły dwie osoby, które naprawdę zasłużyły na nie. Jedna z nich została w miejscu, które kiedyś mogłam nazwać domem. O tym, gdzie jest druga, mogłam się tylko domyślać.
Szybkim krokiem przemierzaliśmy las składający się głównie z sosen. Ale wśród nich była jedna wyjątkowa – ogromna i majestatyczna, jakby była ich królową. Na jednej z gałęzi zobaczyłam artefakt, który dla mnie był istną legendą – Złote Runo.
Nagle zauważyłam smoka, który się mi przypatrywał z bliska. Wstrzymałam oddech. Stworzenie przypatrywało mi się uważnie, bacząc na to, czy nie jestem przypadkiem wrogiem.
– Chodź – Malcolm złapał moją rękę i pociągnął za sobą. – Peleus mógł cię spalić żywcem, gdyby mu przyszło na myśl, że chcesz ukraść Runo.
– A skąd je macie? – zapytałam. – I co to jest za drzewo?
– Clarisse je zdobyła przy pomocy Percy’ego i Annabeth – odparł. – Było nam potrzebne, by uzdrowić Sosnę Thalii.
– Kim była Thalia? – spytałam.
– Chciałaś chyba zapytać, kim jest Thalia – poprawił mnie Malcolm. – W chwili swojej śmierci została zamieniona w drzewo przez swojego ojca, a Runo ją odmieniło – odparł, widząc moje zdziwienie. – Należy do Łowczyń Artemidy.
– Kto jest jej ojcem?
– Król bogów, Zeus. Zresztą tak samo, jak jej brata, Jasona.
Usłyszawszy to ostatnie imię, zamarłam.
– Jason Grace jest tutaj? – chciałam się upewnić.
– Raczej był – potwierdził Malcolm. – Znasz go?
– Tak jakby – odpowiedziałam. Nastała cisza.
Nigdy nie myślałam, że Jason przybędzie tutaj, do Obozu Półkrwi. Ale poczułam pewnego rodzaju ulgę, że się mu udało.
– Powiedziałeś, że Jason tu był – zaczęłam. – To gdzie on jest teraz?
– Wyruszył tydzień temu do rzymskiego Obozu – brzmiała odpowiedź. – Pewnie teraz jest w Europie z pozostałą szóstką herosów.
Miałam nadzieję, że tak właśnie było. Po tygodniu spokojnie powinni przebrnąć przez Atlantyk.
Stanęliśmy na szczycie wzgórza. Moim oczom ukazała się piękna, zielona dolina. W centralnym jej punkcie zauważyłam osiedle domków, różniących się od siebie diametralnie.
– Ktoś będzie chciał cię poznać – powiedział Malcolm i zaprowadził ścieżką w dół.
Ledwo zeszliśmy ze wzniesienia, a już otaczał nas tłum zdziwionych nastolatków. Stawiałam na to, że i oni są półbogami. Na sam wprost stał centaur o białym tułowiu. Przewiercał mnie spojrzeniem. Obok niego stała rudowłosa dziewczyna, spokojnie mogąca być moją rówieśniczką.
Upewniłam się, że długi rękaw bluzki zakrywa moje ręce całkowicie. Bałam się, że będą mnie postrzec jak wroga.
– Witaj w Obozie Herosów – powiedział centaur przyjaźnie. – Jestem Chejron. Jak masz na imię?
Zdziwiła mnie bezpośredniość centaura.
– Nazywam się Ceira – odparłam. – Ceira Nightshade.
Rudowłosa dziewczyna koło Chejrona zmarszczyła czoło.
– Nightshade? – zapytała. – Tak jak jedna z Łowczyń Artemidy?
– Tak – odpowiedziałam. – Użyczyła mojej rodzinie swojego nazwiska.
– Może przypadkiem wiesz, w jaki sposób jesteś spokrewniona z bogami? – spytał centaur. – Wiem, że często to wielka niewiadoma, ale…
– Jestem wnuczką Nyks – przerwałam mu. Ze wszystkich stron usłyszałam pomruki niedowierzania. Zachowywali się tak, jakbym była pierwszą osobą, której to rodzic był dopiero dzieckiem boga.
Nagle zobaczyłam silne światło, którego źródło znajdowało się nad moją głową. To jeszcze bardziej zdziwiło obecnych. Chejron patrzył się na światło i nie wiedział, co zrobić.
– Nie wierzę – powiedziała cicho rudowłosa dziewczyna. – Chejronie, to ona. To o niej mówi przepowiednia. Bynajmniej ta część, którą znamy.
– Rachel, ciszej – poprosił ją Chejron, widząc, że ją usłyszałam.
– Jaka przepowiednia? – zapytałam. Dziewczyna podeszła do mnie i zabrała od zdziwionego tłumu.
Rudowłosa szybko szła. Gdy odeszłyśmy sporą odległość i Rachel upewniła się, że nikogo w pobliżu nie ma, zarecytowała:

Łuczniczki znak będzie ona miała
Zagłada będzie się z nią zbliżała
Sprzyja jej córa Atlasowa
A strachem przepełnia ją sowa.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nic z tej przepowiedni nie rozumiałam.
– Nie wiem, co dokładnie to oznacza – powiedziała dziewczyna. – Razem z Chejronem podejrzewamy, że to część innej, większej przepowiedni. Ale chodzi w niej o ciebie, jestem pewna.
– Niby dlaczego? – spytałam.
– Znak Łuczniczki, czyli Artemidy – uśmiechnęła się. – To ty go masz i nikt inny. Córką Atlasa jest Zoe Nightshade, po której, jak sama przyznałaś, dostałaś nazwisko. Sowa jest związana z Ateną…
– Czyli sową może być córka Ateny? – zapytałam nieśmiało. Rudowłosa pokiwała głową.
– A zagłada? – Rachel skierowała swoje zielone oczy na moje, obserwując, czy nie będę kłamać.
– Nie wiem – odparłam. – Gaja może wymyślić wszystko.
Dziewczyna przyglądała się mi przez chwilę, po czym spuściła głowę.
– Jesteś Pytią, tak? – spytałam.
– Tutaj nazywają mnie Wyrocznią – odpowiedziała rudowłosa. – Przejęłam dar poprzedniej. I jestem od niej bardziej… żywa.
Rozbawiła mnie ta uwaga, ale tylko się uśmiechnęłam.

Rachel

Ta dziewczyna była… inna. Pomijam już fakt, że była wnuczką, a nie dzieckiem boga. Czasem zauważałam lekką poświatę wokół niej, podobną do tej otaczającej dzieci Hekate. I Artemida zachowała się tak, jakby ją… no, nie wiem… uznała za swoje dziecko?
W dodatku miała na sobie ciemną bluzkę z długim rękawem. Nie rozumiałam, jak mogła wytrzymać w tym w taki upał.
Gdy wróciłam razem z nią, wszyscy herosi wrócili do poprzednich zajęć. Nigdzie nie zauważyłam Chejrona. Moja intuicja mówiła, że wrócił do Wielkiego Domu. Gdy tam doszłam, okazało się, że, jak zwykle, się nie pomyliłam. Centaur stał na tarasie, obserwując cały Obóz.
– Rachel – zwrócił się do mnie. – Czy mogłabyś zaprowadzić pannę… – zastanowił się chwilę, by przypomnieć sobie imię dziewczyny, ale bezskutecznie. – …Nightshade do kabiny numer osiem?
Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy usłyszałam za sobą donośny głos:
– Gdzie jest nasz nowy nabytek?
Obróciłam się. W naszą stronę szła dobrze zbudowana dziewczyna o dłuższych włosach w kolorze ciemnego blondu. Clarisse.
– Świetnie, jeszcze jej brakowało – jęknęłam. Nie raz dobiegały mnie słuchy, jaki „chrzest bojowy” otrzymują od córki Aresa nowi herosi.
– To jest ta nowa? – zapytała Clarisse. – Miło mi cię poznać. Jestem Clarisse, córka Aresa, Pogromczyni Drakona.
Ceira wpatrywała się w nią zdziwiona. Chwile później na twarzy wnuczki Nyks pojawił się lekki uśmiech. Przypominała teraz braci Hood zanim zrobią komuś psikusa.
– Nie denerwuj jej – szepnęłam jej do ucha. – Ona jest lekko „niebezpieczna”.
Córka Aresa popatrzyła się na nią przez chwilę i powiedziała:
– Przyszłaś w sam raz na walkę. Ciekawe, czy cokolwiek umiesz.
Jej drwiący ton nie zrobił większego wrażenia na Ceirze. Tak jakby dziewczyna była całkowicie obojętna na to, co wokół niej się dzieje. Nie zareagowała nawet wtedy, gdy Clarisse wyciągnęła swoją włócznię, przygotowując się do walki.
Spojrzałam błagalnie na Chejrona. Przeczuwałam, ze ten pojedynek nie przyniesie nam niczego dobrego.
Ale Chejron tylko gestem nakazał mi, żebym stanęła obok niego, zostawiając wnuczkę Nyks samą.
– Wszystko będzie dobrze – spróbował mnie uspokoić, gdy stanęłam na tarasie. – Ta dziewczyna wie, co robi.
– Skąd to możesz wiedzieć? – zapytałam.
– Nie mów mi, że nie zauważyłaś tego błysku w jej oczach – odparł centaur. – Taki sam, jak u Annabeth tuż przed jej zwycięskimi pojedynkami – po czym dodał szeptem, myśląc, że nie słyszę: – Taki sam jak u Zoe Nightshade.

Ceira

Nie wiedziałam, co robię. Jakbym przyglądała się całemu zdarzeniu z boku, będąc w moim ciele. Wydaje wam się, że jest to dziwne, ale jednocześnie normalne? Witajcie w moim świecie.
Jedynie z włócznią (nie liczyłam sztyletu) stanęłam naprzeciwko Clarisse. W jej oczach szalały błyskawice. Jej włócznia strzelała na swojej powierzchni małe iskry. Elektryczna. Idealnie.
Centaur dał nam znak. Odeszłyśmy od siebie na niezbyt dużą odległość. Szybko związałam włosy w warkocz. Nie obchodziło mnie, w jakim stanie obecnie są – miały mi jedynie nie przeszkadzać w walce.
Clarisse zamachnęła się włócznią. Odskoczyłam do tyłu. Broń wbiła się dokładnie tam, gdzie przed chwilą stałam. Dobra jest, pomyślałam. I szybka.
Jednak ja też taka jestem. Chwyciłam swoją włócznię i wcelowałam w skarpę, na której stała. Moją zazwyczaj mistrzowską celność szlak trafił – córka Aresa nie poruszyła się, a włócznia leżała daleko od niej. Teraz pożałowałam, że nie walczymy na strzały – łucznictwo było moją najlepszą stroną.
Gdy pobiegłam do miejsca, gdzie leżały inne włócznie, Clarisse dosięgła swojej. Gdy sięgałam po włócznię, usłyszałam świst powietrza. Pochyliłam się. Nad moją głową przeleciała broń półbogini. Szybko podniosłam się, obróciłam i wystrzeliłam z całej siły. Korzystając z faktu, że dziewczyna próbowała uniknąć oszczepu, wbiegłam na skarpę, na której wcześniej ona stała.
Moja przeciwniczka spojrzała mi na mnie przerażona. Gdzieś znikła jej wcześniejsza odwaga, jej pewność siebie. Sięgnęłam po włócznię i wystrzeliłam, celując w jej ramię.
Grot przybił rękaw jej pomarańczowego podkoszulka do drzewa i wbił się mocno. Mimo wszelkich prób, heroska nie mogła wyciągnąć broni z drzewa.
– Poddaję się! – krzyknęła. Wszyscy obserwujący zamarli. Zrozumiałam, że prawdopodobnie jestem pierwszą osobą, która zmusiła córkę Aresa do poddania się.
Patrzyłam z tryumfem na dziewczynę, szamoczącą się z bronią. Ceira, powiedział wewnętrzny głos, co ty robisz? Czy to odpowiednie zachowanie, godne prawdziwego herosa?
Zeszłam szybko ze skarpy i podbiegłam do Clarisse. Popatrzyła na mnie. Jej oczy były pełne strachu.
Prawą ręką złapałam za drzewiec włóczni, lewą oparłam o drzewo. Poczułam, jak wypełnia mnie jakaś dziwna moc. Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. Szarpnęłam włócznią. Usłyszałam dźwięk łamanego drzewa.
Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam, ze wokół mnie jest pełno małych, drewnianych kawałków. W prawej dłoni trzymałam jedynie mały fragment dawnego, długiego drzewca.
– Dziękuję – wyszeptała córka Aresa. Mój wzrok przykuł mnie zakrwawiony fragment rękawa.
– Krwawisz – powiedziałam. Dziewczyna popatrzyła jedynie na swoje ramię i odeszła ze spuszczoną głową.

* * *
Wszędzie świeciły się świąteczne lampki. Siedziałam na kolanach ciemnowłosej dziewczyn, która ze spokojem mogłaby uchodzić za księżniczkę jakiegoś egzotycznego królestwa. Obok leżał na brzuchu mały blondynek, który patrzył się na mnie i się uśmiechał szeroko.
– To dla Patricka – powiedział głęboki, męski głos. Do chłopca podszedł dobrze zbudowany mężczyzna o ciemnobrązowych włosach i położył koło niego małą paczuszkę, zapakowaną w czerwony papier w białe płatki śniegu.
– A ten „drobiazg” dla naszej małej księżniczki – dodała kobieta o ciemnozłotych włosach. Wyciągnęłam ręce po prezent. Blondynka zaśmiała się, a w jej błękitnych oczach szalały wesołe iskierki.
Okazało się, że to nie był wcale taki drobiazg – ledwo co obejmowałam całą paczkę. Szybko ją rozpakowałam. W środku znajdował się duży łuk z wyrzeźbionymi postaciami bogów.
Nagle rozległ się hałas. Ciemnowłosa dziewczyna, na kolanach której siedziałam, szybko usadziła mnie na sofie i wstała.
– Ada, zostajesz tu – powiedziała. – Ja i Marc się wszystkim zajmiemy.
– Chcę walczyć – odparła blondynka. – Mam chyba prawo walczyć za własne dzieci.
– Rzeczywiście, masz takie prawo – odparła brunetka. – Ale ktoś musi z nimi zostać.
Po tym ucałowała mnie i mojego braciszka. Tak samo zrobił wysoki mężczyzna. Potem znikli.
Usłyszałam dźwięk wyłamywanych drzwi. Kobieta padła na podłogę sztywna. Chwyciłam mocno łuk. Chłopiec, który leżał obok mnie, zaczął płakać.
– Cichutko, Śpiąca Królewno – szepnęłam. – Ja cię obronię.
Przybliżyłam się do niego. W zasięgu mojego wzroku pojawiły się dwie duże, ciemne sylwetki.
– To zobaczymy, jak obronisz swojego brata, księżniczko – powiedział jeden z nich. Zdeterminowana, dźgnęłam jednego z nich łukiem w brzuch. Śmiech ustał. Tak samo zrobiłam z drugim.
– Idioci! – krzyknęła jakaś kobieta. – Jak można się dać pokonać dwuletniej dziewczynce? Dalej! Tylko bez cyrków.
Pojawiły się kolejne ciemne postacie. Jak w amoku, wszystkie dźgałam łukiem. Gdy zniknęły wszystkie, zauważyłam, że nie obroniłam swojego brata – miał przecięte gardło, całe jego ubranko było we krwi.
– Patrick! – zaszlochałam. Po policzkach zaczęły mi płynąć wielkie łzy.

Obudziłam się z krzykiem. Ręce mi drżały. Z trudem łapałam oddech.
Już tak dawno nie śniła mi się śmierć mojej rodziny. Jeszcze parę lat temu, gdy ten koszmar prześladował mnie codziennie, zastanawiałam się, kim mogła być kobieta, która dowodziła potworami. Chciała mojej śmierci – tylko tyle wiedziałam. I by się tak stało, gdyby nie Zoe. To ona wtedy mnie uratowała i zaniosła w bezpieczne miejsce. Dzięki niej żyłam.
Zamknęłam oczy i próbowałam się uspokoić. Ale wtedy przed oczami stanął mi obraz mojego zamordowanego brata. Szybko je otworzyłam. Wtedy zauważyłam, że ktoś jeszcze jest w pokoju. Szybko zapaliłam światło.
Na środku pokoju stała Rachel.
– Co ty tu robisz? – zapytałam podejrzliwie.
– Coś mi kazało tu przyjść – odparła. – Co się stało?
– Nic się nie stało – odpowiedziałam. Nie chciałam, by ktokolwiek wiedział o mojej przeszłości.
– Nie kłam – Rachel popatrzyła mi prosto w oczy. – Gdyby nic się nie stało, nie krzyczałabyś przez sen – zamilkła, ale po chwili dodała. – Ceira, mi możesz powiedzieć wszystko.
Mylisz się, chciałam jej powiedzieć, ale milczałam. Rachel czekała trochę czasu, po czym położyła coś na stoliku. Usłyszałam głos naciąganego na kluczyk mechanizmu.
– To widzimy się jutro na śniadaniu – powiedziała i wyszła. Zgasiłam światło i położyłam głowę na poduszkę. Nie wiadomo skąd zaczęła płynąć śliczny, usypiający walc. Momentalnie zasnęłam.

________________________________________
    Voila, oto i pierwszy rozdział mojego opowiadania.
   Ten rozdział dedykuję moim dwóm koleżankom: Zuzi, która jest pierwowzorem dla Ceiry, i Patrycji, która mi wielce pomogła w pisaniu pojedynku między Ceirą a Clarisse.

    Życzę wszystkim Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
    Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. Fajny :) Podoba mi się, ale wg mnie wszystko dzieje się trochę za szybko - nie ma żadnym opisów, uczuć bohaterki.
    Na pewno zajrzę ponownie, gdy pojawi się następny rozdział ;] Zapraszam też do mnie, dopiero zaczynam :) : http://wybrani-przez-bogow.blogspot.com/
    Pozdrawiam,
    Diana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radziłabym usunąć weryfikację obrazkową - męczy i zniechęca do komentowania ;-;

      Usuń
    2. Dzięki za zwrócenie mi na to uwagi. Nigdy wcześniej nie korzystałam z Bloggera i nie wiedziałam, że coś takiego istnieje.
      Weryfikacja jest, oczywiście, już wyłączona

      Usuń
  2. Przed chwila znalazłam twojego bloga i uważam, że jest wspaniały ^^ Jestem taka ciekawa co będzie dalej :> Ale mam małą prośbę, czy mogłabyś zmienić kolor liter w komentarzach ? Jest bardzo jaskrawy i nie da się go rozczytać. A no i chciałabym zacząć Cię obserwować ale nie mogę bo nie masz tej ikony "obserwatorzy", mogłabyś ja ustawić ? PROSZĘ :)
    Pozdrawiam, życzę weny i zapraszam do siebie :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, nie spodziewałam się, że znajdę Cię tu, na blogspocie... a jednak. Fajnie, że też tu jesteś, mogę Cię dzięki temu zaobserwować.
    Zanim przejdę do treści, chciałam zwrócić jeszcze uwagę na czcionkę - jest trochę za mała (kolor już pomińmy, da się przeżyć) i trudno mi ją rozczytać, zwłaszcza, że już wzrok nie ten (xd).
    Co do jednak samej treści - nie powiem, że mnie zaskoczyłaś, bo pomyślisz, że w Ciebie nie wierzyłam (a wierzyłam i dalej wierzę!), ale muszę przyznać, że miło mi się czytało... Tylko trochę krótko. Trochę bardzo krótko. Ale pozostaje mi liczyć, że się rozkręcisz i kolejne odcinki będą już dłuższe.
    Ceira... ma świetne imię, naprawdę. Początkowo byłam lekko zaskoczona, że pokonała Clarisse, w końcu mało komu się to zdarza, ale nie wydaje się Mary Sue. I bardzo dobrze, bo ich nie lubię. W sumie to jej pochodzenie trochę usprawiedliwia to zwycięstwo. Jakieś powtórzenie gdzieś znalazłam, ale kto by tam na to zwracał uwagę... fajnie się czytało i to ważne, a nawet jeśli były błędy to nie przeszkadzały w czytaniu. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, informować mnie raczej nie musisz, na bieżąco śledzę, co się dzieje na moim interfejsie bloggerowym.
    Weny i dużo wolnego czasu,
    Luiza

    Btw. pewnie mój komentarz jest ładny, składny etc., ale spałam dzisiaj coś koło dwóch godzin i się niedawno zdrzemnęłam, to jestem zaspana jak jasny gwint. Tyle mam na swoje usprawiedliwienie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, że wcześniej nie skomentowałam, ale poszłam oglądać film, którego w rezultacie nie obejrzałam, bo się nie chciało ścierwo załadować. No trudno.

    Przeczytałam i jestem naprawdę mile zaskoczona. Uwielbiam niebanalne postaci, a Ceira taka jest. W dodatku pokonała Clarisse! Znaczy, nie że się ciesze, Clarisse to jedna z moich ulubionych bohaterek, ale... dobra jest ta cała Nightshade. Nie można zaprzeczyć :D

    Ciekawie opisałaś jej sen, coś czuję, że to będzie ważne w całej tej historii (a może nie). Zobaczę! :D

    Czekam na nowy rozdział z niecierpliwością! Życzę dużo weny i gorąco pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ceira to świetna bohaterka. Z tragiczną przeszłością, nie córka boga, tylko wnuczka Nyks. Ciekawy pomysł.
    Masz bardzo lekki, przyjemny styl pisania. Dobrze się to czyta. Tylko wydaje mi się, że trochę niepotrzebnie dałaś do tego rozdziału perspektywę Rachel. Była bardzo krótko i trochę namieszała. Na Twoim miejscu dałabym ją do kolejnego rozdziału, za to na dłuższą chwilę.
    Zgadzam się też z Dianą- mogłabyś dodać więcej opisów przeżyć bohaterki i opisów.
    Bardzo mi się spodobało, że dałaś znane nam postacie- Rachel, Clarisse i Chejrona- do swojego rozdziału, przedstawiając je w nowy, inny sposób. W końcu widzi je i rozmawia z nimi inna osoba. To jest takie... Świeże, inne.
    Nie wiem, czy coś jeszcze mam do dodania. Chyba nie;-)
    Pozdrawiam i dzięki za komentarz na blogu!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  6. Opowiadanie jest super ale to zdjęcie z tą dziewczyną i wilkiem po prostu CUDO! Dzięki temu blog wygłada bardzo profesionalnie i samym wyglądem zachęca czytelników do czytania. A tak z ciekawości to znalazłaś w internecie czy zrobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szablon znalazłam w internecie. Gdy na niego spojrzałam, od miejsca się w nim zakochałam. vI według mnie pasuje do całej historii

      Usuń
  7. Świetne <3 dopiero co weszłam na twojego bloga , a już mnie wciąga , jest genialny
    ~LoLa
    P.S zapraszam do mnie nietypowiherosi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń