Rachel
Chejron przypatrywał się kamiennemu
łukowi zaintrygowany.
– Czy ktoś wie, co oznacza ten
napis? – zapytał. – Czy ktoś zna ten język?
Odpowiedziało mu milczenie. Mimo że
nauczyłam się greckiego alfabetu i większości słów, nie rozumiałam ani jednego
wyrazu.
– Niech nikt tam nie wchodzi, dopóki
nie odkryjemy, co się dzieje – ogłosił Chejron. Wszyscy herosi kiwnęli głowami
na znak, że posłuchają tego rozkazu.
– Już za późno – powiedział
dziewczęcy głos. – Ceira tam weszła.
Z tłumu wyszła Tiny, mówiąc te
słowa. Odetchnęłam głęboko. Nightshade była odważna, ale teraz przekroczyła
cieniutką linię pomiędzy odwagą a głupotą.
– Chejronie, ona wie, co jest
napisane na tym łuku – dodała Martina. – Dlatego tam poszła. Wcześniej
powiedziała mi jeszcze, że jutro już tego muru nie będzie.
Dobra, odwołuję moje wcześniejsze
słowa. Najwidoczniej coś innego kierowało wnuczką Nyks. Ale co? Czyżby
wiedziała, co ją tam spotka? Miałam nadzieję, że tak.
Ceira
Nie wierzyłam własnym oczom.
Musiałam mieć omamy wzrokowe. Przecież moja mama nie żyła!!! Mimo że uważałam ją za najpiękniejszą kobietę na
świecie, przebywała pewnie teraz na Polach Elizejskich.
Najpiękniejsza kobieta na świecie…
No tak, jaką ja jestem idiotką! Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że moim
ideałem piękna jest brunetka o zielonych wąskich oczach. Gdy je otworzyłam, na
krześle siedziała właśnie taka kobieta.
– Czyżbyś się przestraszyła mnie? –
zapytała Afrodyta, znów zmieniając się w moją mamę.
– Jak się ciebie nie bać, gdy
przypominasz ducha? – odpowiedziałam pytaniem. – Jesteś bardzo podatna na
fałszywe sugestie wobec twojego wyglądu, Afrodyto.
Nyks uśmiechnęła się i pociągnęła
mnie do stolika. Magią przywołała trzy szklanki z herbatą. Sądząc po złotej
poświacie, dodano do niej ambrozji.
– Jak
widzę, Ángeles dobrze się spisała –
powiedziała babcia. – Mówię o łasiczce, co cię tu przyprowadziła – wyjaśniła
szybko.
– Przeraziłaś cały Obóz Herosów,
babciu – rzekłam. – Nikt nie wie, co się dzieje.
– Ale już wiedzą, że tu jesteś – dodała
Afrodyta. – Mała córka Hekate już im to powiedziała.
Wiedziałam, że tak będzie. Szybciej
czy później zauważyliby, że mnie nie ma.
– Co się stało? – zapytałam. –
Dlaczego się tu pojawiłaś?
– Zagrożenie, kochanie – odparła
Nyks. – Obóz jest zagrożony.
– Dojdzie do rozlewu krwi –
kontynuowała bogini piękna. – Będziecie musieli walczyć.
O tak, wiele się dowiedziałam.
– A można jaśniej? – spytałam.
Obie nieśmiertelne westchnęły
jednocześnie.
– Czekaj na wiadomość z Tartaru –
zwróciła się do mnie Afrodyta. – I nie wstydź się tego, kim byłaś i jesteś –
wskazała wzrokiem na moje przedramię. – Nie ukrywaj niczego. W ostateczności
twoja przeszłość może uratować wam życie.
Lub
spowodować moją śmierć, dodałam w myślach. Bogini piękna łatwo było mówić o
rzeczach, o których nie miała pojęcia. Każdy ją akceptował. Nie wierzyłam, że
ktokolwiek będzie się chociaż próbować mnie zrozumieć.
– Nie bądź pesymistką, Ceiro –
powiedziała Nyks. Byłam pewna, że przed chwilą włamała się do moich myśli. –
Jesteś tym, kim jesteś. Powinni to zaakceptować – zamilkła na moment, po czym
zapytała: – Ile wiedzą?
– Wiedzą o Łowczyniach – odparłam. –
Trudno, by się nie dowiedzieli, skoro Artemida mnie uznała – obie boginie
popatrzyły na mnie zadziwione. – I maleńki fragment o Zoe.
Nastała ciężka cisza. Babcia
opuściła głowę i zastanawiała się długo.
– Nie wspominaj nic o Jasonie –
rzekła. – Ani o żadnych powiązaniach między tobą a bogami na Olimpie. Im mniej
teraz wiedzą, tym lepiej dla ciebie. I próbuj nie kłamać, by nie uważali cię za
zdrajczynię.
– Ktoś na Olimpie zauważył – dodała
Afrodyta – że nadal na ciebie polują. Wśród wszystkich herosów w Stanach to
twojej głowy Gaja pragnie najbardziej. Zrobi wszystko, by cię uśmiercić.
Nagle zrozumiałam, w jakim kierunku
idzie nasza rozmowa.
– Błagam, tylko mi nie mówcie, że… –
zaczęłam.
– Twoim zadaniem jest uratować Obóz
Herosów – dokończyły boginie.
Właśnie tego się obawiałam. Nie
chciałam być bohaterką. Nie chciałam być stawiana na równi z Jasonem czy słynnym
tu Percym Jacksonem. Moje marzenie to bycie zwykłą heroską, jedną z wielu.
I jak tu nie nienawidzić
przeznaczenia, skoro każe mi być kimś innym?
Lara
Zbliżał się wieczór. Razem z Rachel
siedziałam na werandzie Wielkiego Domu, popijając czekoladę.
Nightshade nadal nie wróciła z lasu.
Ale o tym wiedzieliśmy tylko ja, Rachel, Chejron, Tiny i Malcolm. Inni
uwierzyli centaurowi, który powiedział, że dziewczyna już wróciła do swojej
kabiny.
Zastanawiałam się, co skłoniło
wnuczkę Nyks do „zniknięcia”. Czyżby znała język, w którym napisano ostrzeżenie
na kamiennym łuku?
Nagle Rachel upadła na ziemię, a
wokół pojawiła się zielona mgła.
– Chejron! – krzyknęłam najgłośniej,
jak mogłam. Tylko raz widziałam, jak rudowłosa wygłasza przepowiednię.
Zanim jednak ktokolwiek zdążył
przybiec, głos Wyroczni wyrecytował:
Za zdrajczynię wszyscy uważać ją będą
Gdy obcy granicę Obozu zdobędą
Poświęci się, aby Gaję móc pokonać
I wrogów do wiecznej przyjaźni przekonać
Zastygłam w bezruchu, przerażona.
Wokół mnie nikogo nie było. Świetnie. Czyli to ja będę musiała wszystkim
przekazać nową przepowiednię. Za jakie grzechy mnie na to skazano?
Rachel się obudziła.
– Co się stało? – zapytała
zdezorientowana.
– Mamy kolejną przepowiednię –
odparłam. – Przepowiednię, która nie daje nam złudzeń co do bezpiecznego życia.
Nagle zauważyłam, że ktoś się
porusza w ciemności. Ruszyłam w stronę tej osoby.
– A możesz ją powtórzyć? – zapytała
mnie rudowłosa, ale puściłam to mimo uszu. Najważniejsze było teraz złapać
podsłuchiwacza.
Zatrzymałam się. Nic nie widziałam w
nieprzeniknionej ciemności. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Jeszcze w granicach
Obozu, czy już ją przekroczyłam?
– Lara, tak? – usłyszałam jakiś
głos. Nagle przede mną rozbłysło magiczne, jasnofioletowe światło. Trzymała je
nikt inny, niż Ceira Nightshade. Jej błękitne oczy wpatrywały się we mnie.
– A co ci do tego? – odpowiedziałam
w stylu Clarisse.
– To, że się zgubiłaś – odparła
wnuczka Nyks, uśmiechając się. – Jeśli chcesz, zaprowadzę cię do twojej kabiny.
– Dlaczego mam ci zaufać? – zapytałam.
– Bo znam drogę – odrzekła. – I
widzę w ciemnościach. To światło jest tylko dla ciebie.
– Więc prowadź – powiedziałam po
chwili. Gdy mnie minęła, bezszelestnie wyciągnęłam miecz i ruszyłam za nią.
– Nie mam powodu, by cię zabijać –
oznajmiła – więc schowaj tą broń z łaski swojej.
Nie odpowiedziałam, ale też nie
opuściłam ostrza. Ceira tylko westchnęła głośno. Mogłabym przysiąc, że w tym
momencie się też uśmiechnęła.
Szłyśmy w ciszy. Nagle dziewczyna
się zatrzymała.
– Co się dzieje? – zapytałam. Nightshade
odwróciła się do mnie twarzą i podała mi magiczne światło.
– Na mój znak masz pobiec pod Sosnę
Thalii – powiedziała cicho. – Żadnych pytań.
Nie wiedziałam, gdzie jestem i
miałam szybko znaleźć Sosnę. Nightshade, dostajesz minus sto punktów za intelekt.
– Ángeles, zaprowadź ją tam – rzekła do kogoś wnuczka
Nyks. Nagle w moich rękach pojawiła się biała łasiczka.
Po
lesie rozległ się ryk potwora. Wydawało mi się, że pochodzi ze wszystkich
stron.
–
Uciekaj – rozkazała Ceira, po czym zniknęła w ciemności.
Chodź za mną, córko Aresa, usłyszałam
głos w głowie. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to zwierzątko do mnie
mówi. Po chwili gryzoń zeskoczył z moich rąk i zaczął biec przed siebie. Ja
ruszyłam za nim.
W pewnej chwili ogarnęła mnie ciemność.
Magiczne światło, które dała mi Ceira, zgasło. Ale po paru sekundach pojawił
się oślepiający i złoty blask.
Niespodziewanie coś mnie popchnęło i
przycisnęło do sosny.
– Mamy ją! – ktoś krzyknął. Miał
zgrzytliwy, nieprzyjemny głos.
– Jesteś tego aż taki pewien? –
usłyszałam głos Nightshade, pochodzący z góry. To, co wcześniej mnie
przytrzymywało, puściło. Upadłam koło wystających korzeni drzewa. Gdy się
odwróciłam, zobaczyłam niezwykłą scenę – heroskę walczącą bez żadnej broni
przeciw grupą ogromnych potworów.
W świetle błysnęło ostrze sztyletu,
którym walczyła Ceira. Ale to nie wyglądało tak, jakby go trzymała w ręce,
tylko jakby… miała go wbudowany w prawy nadgarstek.
Powoli wstałam. Przed oczami
pojawiły mi się mroczki, ale i tak zauważyłam potwora, stojącego dalej i
mierzącego w Nightshade, stojącej teraz tyłem do niego.
Wyjęłam miecz, który zawsze miałam
przy sobie na prośbę Clarisse. Zaszłam wroga od tyłu i odcięłam mu głowę.
Monstrum momentalnie rozsypał się w pył. Wnuczka Nyks popatrzyła na mnie
zdziwiona, ale kiwnęła głową na znak podziękowania, po czym ruszyła do dalszej
walki.
Muszę przyznać – w porównaniu z nią
byłam beznadziejna. Po czterech latach spędzonych w Obozie nie umiałam chociaż
w połowie walczyć tak dobrze jak ona. Była szybka – wydawało mi się, że jest
wszędzie i nigdzie zarazem.
Postanowiłam jej pomóc. Może słabo
walczyłam mieczem, ale pomoc zawsze jest pomocą. Zaczęłam pojedynki z kolejnymi
potworami, których robiło się coraz więcej.
– Lara! – usłyszałam głos Ceiry. –
Za barierę! Już!
Przecięłam monstrum, z którym
właśnie walczyłam, i wycofałam się do Obozu. Z głębi lasu przybywały nowe hordy
wrogów. Dalsza bezpośrednia walka z nimi byłaby syzyfową pracą, zakończoną
śmiercią.
Nightshade patrzyła na poczwary z
powagą na twarzy.
– Gdzieś musi być ich słaby punkt –
mruknęła. – Przecież nie jest ich nieskończona ilość.
Słaby punkt u całej armii potworów,
zapewne nasłanych przez Gaję – o czymś takim mógł pomyśleć tylko głupiec.
Nie
tylko głupiec, usłyszałam w głowie głos Ángeles. Tak też myśli
osoba, która chce się poświęcić w słusznej sprawie.
Przypomniałam sobie przepowiednię
Rachel. Na bogów, pomyślałam. Niech to nie będzie kontynuacja tamtej
przepowiedni, błagam.
– Za dużo ich – powiedziałam w
końcu. – Nie damy sobie same rady.
Wnuczka Nyks nie zwróciła na mnie
uwagi.
– Bariera jest zbyt słaba – mruczała
dalej pod nosem. – Nie wytrzyma. Co mam robić?
Odsunęłam się o parę kroków.
Dziewczyna zachowywała się tak, jakby rozmawiała z kimś nieistniejącym.
Słyszałam o półbogach, którzy zwariowali z powodu zbyt częstych ataków
potworów. Czyżby była jednym z nich?
Peleus patrzył się na Ceirę, jakby
jej słuchał. Przez chwilę spojrzał na mnie.
Ona
nie jest wariatką, usłyszałam w głowie podwójny głos – jeden należał do
białej łasiczki, drugiego nie znałam. Nic
nie mów. Pozwól jej porozmawiać z nami i babką.
Wybałuszyłam oczy. Jak można było
rozmawiać z Nyks, która była tu nieobecna? Może podsyła jej wizje?
Zanim się zdążyłam porządnie
zastanowić nad korcącym mnie pytaniem, zostałam świadkiem czegoś niezwykłego.
Peleus dotknął Sosny Thalii, a w
jego małych łapkach pojawił się duży łuk. W blasku Złotego Runa pobłyskiwały
postacie greckich bogów. Smok podał broń Nightshade.
– Nie wierzę – rzekła głośno
heroska. – To tutaj Zoe go ukryła.
Czekaj, że co? Jak „Zoe go tu
ukryła”? Jak można było cokolwiek ukryć w Sośnie Thalii?
Trzasnęło jakieś drzewo w głębi
lasu. Wnuczka Nyks odetchnęła głęboko, po czym wyczarowała sobie strzałę.
Wycelowała w największego potwora, jakiego można było zobaczyć. Ten padł
zaskoczony na swych równie zadziwionych towarzyszy, zanim się rozpadł w proch.
– Łowczyni Nocy – doszły mnie głośne
szepty wśród wrogów. – Nie mówiła, że to na nią mamy polować.
Łowczyni Nocy… Gdzieś już się z tym
spotkałam. Nie byłam pewna, gdzie, ale coś mi to mówiło.
Tymczasem potwory zaczęły uciekać.
Ceira wystrzeliwała wyczarowane przez siebie strzały w błyskawicznym tempie.
Dopiero po paru minutach po tym, jak wszystkie monstra zniknęły w ciemności.
Nightshade założyła łuk na plecy,
odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie. W jej oczach było widać
strach.
– Dziękuję jeszcze raz, że zabiłaś
tamtego potwora – powiedziała cicho, idąc w kierunku Wielkiego Domu.
– Mam małe pytanie – oznajmiłam
szybko. – Czym walczyłaś, skoro nie miałaś przy sobie żadnej broni? I skąd
wzięłaś strzały?
Dziewczyna się na moment zatrzymała,
ale potem ruszyła dalej, zostawiając mnie bez odpowiedzi.
Malcolm
Tej nocy nie mogłem spać. Martwiłem
się. Po raz pierwszy w życiu się o kogoś martwiłem. I to ja się śmiałem pół
roku temu z Ann i jej intensywnych poszukiwań Percy’ego.
Wszystkie moje myśli można ująć
jednym słowem: dlaczego? Dlaczego Ceira wyruszyła a głąb lasu? Dlaczego jeszcze
nie wróciła? Dlaczego Chejron nie potraktował mnie jak innych i nie powiedział,
że dziewczyna jest już w swoim domu?
Nie umiałem zasnąć. Nic by mnie nie
uśpiło, nawet kołysanka, którą słyszałem każdego wieczoru z pokoju Annabeth.
Ciekawe, czy ona wtedy usypiała, czy też nie spała całą noc.
Bezszelestnie wstałem z łóżka i
ubrałem się. Starając się nie budzić innych, wyszedłem z domku. Ruszyłem w
stronę ogniska w pawilonie jadalnym. Ogień się ledwo tlił, ale miałem nadzieję,
że tak się skontaktuję z mamą.
Nagle zauważyłem przed sobą tęczę.
Nie zastanawiając się, wyjąłem z kieszeni drachmę i wrzuciłem ją do
wielokolorowego łuku.
– Z Ateną – szepnąłem. Obraz przede
mną zafalował, aby pokazać mi boginię mądrości. Nie wyglądała najlepiej. Jej
ciemne, długie włosy były ułożone w elegancki kok (założę się, że to robota
Afrodyty), ale jej twarz miała niezdrowy, blady odcień, a szare oczy straciły
blask.
– Malcolm – powiedziała cicho. –
Czego chcesz?
– Nie wiem – odparłem. – Może
porady, a może pocieszenia.
Mama spojrzała na mnie zdziwiona.
– Im szybciej powiesz, tym lepiej –
rzekła po dłuższej chwili ciszy. – Zdaje mi się, że z każdą minutą coraz
bardziej tracę swój rozum.
Zgodziłem się z tym w myślach. Plus
zanotowałem jej pierwsze sensowne zdanie od grudnia.
Opowiedziałem w skrócie o tym, co
mnie gnębi. Przez cały czas Atena nie odezwała się ani słowem, uważnie
słuchając.
– I znów się staję psychologiem –
stwierdziła. – Co się dzieje teraz z moimi dziećmi? Najpierw Annabeth, teraz
ty. Dostanę chyba czegoś – przerwała na chwilę. – Możesz powtórzyć, kim jest ta
dziewczyna? I nazwisko również?
– Ceira Nightshade, wnuczka Nyks – spełniłem
prośbę bogini. Zauważyłem, jak jej usta wypowiadają bezszelestnie te
informacje.
Nagle jej oczy rozszerzyły się i
spojrzały na mnie ze strachem.
– Unikaj jej z daleka – powiedziała.
– Z nią nadchodzi śmierć i ciemność. Nie zbliżaj się do niej, to się źle dla
ciebie skończy. Ona sama jeszcze nie wie, jakie niebezpieczeństwo ze sobą
sprowadziła – przerwała. Jej oddech przyśpieszał. – Malcolmie, wystrzegaj się
jej. To Łuczniczka Nocy. Przysięgnij mi na Styks, że nie będziesz się z nią
zadawał. Proszę…
Zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć,
połączenie zostało zerwane.
Nic nie rozumiałem. Dlaczego miałem
się wystrzegać Ceiry? Dobra, była Łuczniczką Nocy, ale co to miało oznaczać?
Nie mając nic innego do roboty
(prócz myślenia, co mama miała na myśli), wróciłem do kabiny numer sześć.
Wydłużyłem sobie drogę do domu, idąc do domu wzdłuż frontu kabin Dionizosa i
Afrodyty.
Przy kabinie Artemidy, obecnie
zajmowanej tylko przez Nightshade, doszła do moich uszu znajoma melodia. Po
chwili skojarzyłem ją z kołysanką, puszczaną przez Ann.
Ciekawy (i nierozważny, jakby to
określiła mama) wszedłem do srebrnego domku. Jego wnętrze było pogrążone w
ciemności, gdzieniegdzie rozświetlanej blaskiem księżyca. W jego świetle
zauważyłem śpiącą Ceirę. Wyglądała prześlicznie. Długie, proste włosy
błyszczały, jakby odbijały promienie ziemskiego satelity.
Dopiero po chwili spostrzegłem, że
jest tu jeszcze ktoś. Z ciemności wyłoniła się biała łasiczka. Jej ciemne, błyszczące
oczy patrzyły na mnie, jakby chciała mnie za chwilę skarcić.
Nie
przeszkadzaj jej, usłyszałem w głowie tajemniczy głos. Niech śpi. Jestem pewna, że ma już dosyć, jak na dziś.
Gadający telepatycznie gryzoń,
służący któremuś z bogów, może Nyks. Świetnie. Właśnie tego szukałem.
Dlaczego
się tak głupkowato uśmiechasz? Zapytało mnie zwierzątko.
Co
wiesz o Łowczyni Nocy? Odparłem pytaniem. Zwierzę popatrzyło na mnie, zbite
z pantałyku.
Skąd
ty możesz wiedzieć o… zaczęło, ale przerwałem:
Mam
swoje źródła. Teraz mów mi, co wiesz.
Nastała cisza. Łasiczka popatrzyła
na świecący księżyc.
Nigdy
ci nie zdradzę jej największych sekretów, powiedziała nagle. Nie mam prawa tego robić. A teraz wyjdź,
zanim cię podrapię. Uwierz mi, mam naprawdę ostre pazury.
Zawiedziony, że się niczego więcej
nie dowiedziałem, spojrzałem ostatni raz na Ceirę, po czym wyszedłem.
Nie wróciłem do łóżka. Usiadłem przy
swoim biurku i mimo ciemności wokół mnie, zacząłem rysować. Nie jestem jakimś
wybitnym rysownikiem, nie uważam też, żebym miał talent, ale to było takie moje
hobby. Zawsze się wtedy uspokajałem. Ann miała swoją wiedzę, laptop od Dedala i
projektowanie nowego Olimpu, a ja rysowałem.
Ocknąłem się, leżąc jedną częścią
twarzy na moim rysunku. Jak i kiedy zasnąłem – nie wiem. Miałem to szczęście,
że zawsze się budziłem przed moim rodzeństwem.
Szybko schowałem rysunek, nie
patrząc na to, co on przedstawia, i poszedłem do łazienki. W lusterku
zobaczyłem, że cały prawy policzek mam zaciemniony od roztartego grafitu.
Szybko zmyłem go z twarzy.
Prędko pościeliłem swoje łóżko i
wyszedłem z domku. Ruszyłem przed siebie, bez żadnego celu.
Nagle wpadłem na Larę, córkę Aresa.
Rozejrzałem się wokół i odetchnąłem z ulgą, gdy się upewniłem, że nigdzie wokół
nie ma Clarisse.
– Gdzie ty tak lecisz? – zapytała
dziewczyna, uśmiechając się lekko. Ten uśmiech był jedna z wielu rzeczy, które
odróżniały ją od jej rodzeństwa. Mogła i mieć te ciemne blond włosy i
czekoladowe oczy, upodabniające ją do starszej siostry, ale i tak nigdy nie
zostałaby pomylona. Nawet nie chodziło tu o wygląd czy głos, tylko o charakter.
– Nie wiem – odparłem. – Przed
siebie.
– A ja akurat planowałam podejść
do was po śniadaniu – oznajmiła. – Mam małe pytanie i sądzę, że z łatwością mi
udzielicie na nie odpowiedź.
– Wal śmiało – zachęciłem ją i
razem ruszyliśmy ku plaży. Jakby teraz nas ktoś zobaczył i powiedział Clarisse…
Już bym nie żył.
– Słyszałeś kiedyś o… Łowczyni
Nocy? – spytała niepewnie Lara.
Zamurowało mnie. Skąd ona o tym
wiedziała?
– Słyszałem, ale nie wiem, co to
oznacza – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Córka Aresa spuściła głowę.
– Wczoraj wieczorem na Obóz
napadła cała wataha potworów – szepnęła trochę głośniej. – Ceira była ze mną i
zaczęła do nich strzelać, a oni ją nazwali Łowczynią Nocy i uciekli.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
W głowie miałem pustkę. Dosyć dziwne uczucie, jak na dziecko Ateny.
– Malcolm, mogę cię o coś
poprosić? – zapytała nagle blondynka. Kiwnąłem głową twierdząco. – Gdybyś coś
się dowiedział, to powiesz mi o tym jak najszybciej? Nic nie powiem Clarisse
czy komuś innemu.
– Oczywiście – zgodziłem się.
Byłem pewien, co do tego, że wszystko zostanie w tajemnicy przed innymi. Nawet
przed samą wnuczką Nyks.
* * *
Thalia w
srebrnej wiatrówce siedziała naprzeciwko mnie i Annabeth.
– Bardzo mi
przykro, ale ja nic nie wiem, Ann – powiedziała. – Przecież wiesz, że ja bym
cię nigdy nie okłamała.
– Ale kto może o
tym wiedzieć? – zapytała moja siostra. – Rachel nic jeszcze nie widziała.
Córka Zeusa
zastanowiła się przez moment.
– Jest jedna dziewczyna,
która potrafiłaby przeszukać szybko całe Stany w poszukiwaniu Percy’ego –
odparła. – Ale nie wiem, gdzie ona teraz jest. Utrzymywałyśmy kontakt, ale od
września nie odezwała się ani słowem.
– Kim ona jest?
– zapytała Annabeth.
– Nie mogę Ci
powiedzieć, jak ma na imię – odpowiedziała Thalia. – Ale szukaj Łowczyni Nocy.
Pod tym imieniem zna ją każdy bóg.
Śniadanie – świetny czas na
przypomnienie sobie fragmentów ważnych rozmów, czyż nie?
Z Thalią rozmawialiśmy grudniu,
parę godzin zanim Rachel powiedziała, byśmy szukali chłopaka w jednym bucie.
Ann była wtedy tak zajęta poszukiwaniem go, że zapomnieliśmy o Łowczyni Nocy. A
ta przybywa do Obozu i zostaje uznana przez Artemidę.
Gdyby nie to, że Annabeth była na
arcyważnej misji, chętnie bym się z nią skontaktował za pomocą iryfon.
* * *
Nic się absolutnie nie działo
przez cały dzień. Nigdzie, ale to nigdzie nie mogłem za to złapać Lary, by z
nią pogadać o tym, co kiedyś powiedziała Thalia. Okay, może tego było trochę
mało, ale zawsze coś.
Wieczorem Chejron podzielił nas
na dwie drużyny. Tym razem sugerował się numerami domów. Tak więc, trafiłem do
jednej grupy z dziećmi Afrodyty, Demeter i Hekate, ale za to przeciwko potomkom
Nike.
Jednogłośnie zostałem wybrany na
lidera. Rozumiem, że się przyzwyczaili do tego, że to dzieci Ateny wymyślały
strategię, ale wtedy była jeszcze z nami Annabeth.
Razem z moimi siostrami, Emmą i
Katelyn, myślałem nad strategią. To na serio nie była fajna robota. W razie
porażki wszystko szło na nasze konto.
– Może na obronie zostawmy część
dzieci Hekate oraz Irydy, a także tą nową – zaproponowała Emma. – Dzieci
Nemezis puśćmy na zwiady.
– Wierzysz, że Maggie Serdown nie
zaatakuje Clarisse przy pierwszej okazji? – zapytała Kate. – Bądźmy realistami.
– To niech pójdzie na atak, byleby
tu nie została – stwierdziłem. – Nie sądzę, by Clary odpuściła sobie okazję
zdobycia sztandaru.
– To jak, przywódco? – spytały
mnie siostry. Wiedziały, że nienawidzę, jak ktoś mnie nazywa przywódcą, a to wszystko przez to, że
właśnie zastępowałem Annabeth.
–
Obronę mamy – powiedziałem. – Na zwiady puścimy Polluksa i część dzieci
Demeter i Hekate. Reszta idzie na atak.
Emma przewróciła oczami.
– Właśnie widzę, jak Drew Tanaka
i jej siostrzyczki prowadzą nas do zwycięstwa.
– Czy ty zawsze musisz być taką
pesymistką, Em? – zapytałem. – Wystarczy, że będziemy my. Spokojnie zwyciężymy.
– Jeżeli Clarisse nie zdobędzie
pierwsza naszego sztandaru – podsumowała Katelyn. – Lub nie wyśle po niego
Larę, a sama zajmie się Nightshade.
Miałem nadzieję, że tak nie będzie,
ale trzeba było zakładać wszystkie możliwości.
– Niech któreś z nas tu zostanie,
aby w razie potrzeby wymyślać plan B – stwierdziłem.
– Najlepiej ty, abyś mógł sobie
poromansować z Larą, jak tu przybędzie – odparła Emma, szczerząc zęby. – Albo z
Nightshade – popatrzyłem się na nią zdziwiony, więc dodała: – Myślisz, że
jesteśmy wszyscy ślepi? Wczoraj się cały czas gapiłeś na Ceirę i w dodatku
jeszcze ją narysowałeś. A dziś cały Obóz widział, jak szedłeś i szeptałeś o
czymś z Larą. I się jeszcze dziwisz, że coś takiego mówię?
Czy już mówiłem, że kocham moje
siostry? Może i są denerwujące, ale to moje rodzeństwo. Nie wyobrażam sobie, że
moglibyśmy się nie kłócić.
– Jak to narysowałem Ceirę? –
zdziwiłem się. Kate zachichotała.
– No, wiesz, masz talent – odrzekła.
– Ciekawe, kiedy rysowałeś, skoro prawie całe dnie jesteś poza kabiną.
Miały szczęście, ze to byłem ja,
a nie Ann. Miałem za miękkie serce dla nich.
– Okay, to kto zostaje? –
spytałem. Obie dziewczyny popatrzyły się na mnie w ten sposób, jak często
Annabeth patrzyła na Percy’ego, gdy palnął coś głupiego.
– Myślałam, ze wyraziłyśmy się
jasno – odpowiedziała Em. – Ty tu zostajesz. I ani słowa więcej.
Westchnąłem cicho.
Sztandar postawiliśmy w widocznym
miejscu, na skarpie, na którą dało się dostać tylko od jednej strony.
Zajęliśmy swoje pozycje. Po raz
pierwszy dziś zobaczyłem Ceirę. W dłoniach trzymała łuk z nałożoną
strzałą. Na prawym przedramieniu miała
bandaż.
– Co ci się stało? – zapytałem.
– Jakiś potwór mnie zranił –
odparła szybko. Miałem dziwne wrażenie, że mnie okłamuje.
Wokół było dosyć spokojnie. Aż za
spokojnie. Tiny ze swoim małym łukiem biegała wokół sztandaru, cały czas
monitorując okolicę. Bynajmniej próbowała to robić.
Nagle Ceira zeskoczyła ze szkarpy. Zauważyłem, jak
przygląda się czemuś w oddali.
Z lasu wyszła Clarisse i Lara.
Nightshade naciągnęła strzałę i wycelowała w Clary. Obie córki Aresa były tak
zadziwione, że się nie poruszyły, gdy dziewczyna wystrzeliła. Jednak pocisk
minął pogromczynię Drakona. Usłyszałem wrzask potwora.
To było niemożliwe. Byliśmy zbyt
daleko od granicy, by jakiekolwiek potwory mogłyby się tu znaleźć.
Jednak gorsze było coś innego –
wnuczka Nyks błyskawicznie nakładała kolejne strzały i wystrzeliwała je we
wszystkie strony, a jej oczy świeciły.
Ceira
Wbrew temu, co wszyscy myślą, nie
ogarnęło mnie jakieś szaleństwo i chciałam powybijać wszystkich herosów.
Gdy zeskoczyłam ze skarpy,
zauważyłam ruch w lesie. Ale to nie były Clarisse i Lara, tylko coś za nimi. W
termowizji (dziedzictwo po Nyks, przecież jakoś muszę widzieć w ciemnościach)
zobaczyłam, że to coś znacznie większego, ruszającego na córki Aresa. Nie
zwlekając, naciągnęłam cięciwę i wystrzeliłam.
Ryk potwora nie był rykiem bólu.
Zbyt dużo razy je zabijałam, by nie rozpoznać typu tego wrzasku. Monstrum
rozkazało swoim pobratymcom pomścić siebie.
Uaktywniłam swój wzrok
termowizyjny w całości. Jedynym minusem tego są świecące na czerwono oczy, ale
ja tego blasku nie widziałam.
Wokół w lasach było mnóstwo
poczwar. Jedna stała niedaleko mnie, na nieosłoniętym terenie.
Więc tak się tu
przedarły, pomyślałam. Są niewidzialne.
Potwory zamierzały się na nas.
Szybko wyciągnęłam kolejną strzałę z kołczanu na plecach i zaczęłam strzelać.
Nieważne było teraz to, że inni
uważają mnie za wariatkę. Kiedyś może zrozumieją, co się stało.
– Ceiro Nightshade! – usłyszałam
głos Chejrona. – Uspokój się!
Obróciłam się w jego stronę. Tuż
za nim było monstrum. Wystrzeliłam i zamknęłam oczy.
Znów zaczęłam widzieć normalnie.
Centaur patrzył na mnie władczo.
– Jak mamy rozumieć twoje
zachowanie? – zapytał. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, coś musnęło mój
policzek. Odwróciłam głowę. W drzewie za mną tkwiła strzała, otoczona czarną
mgiełką.
Wszyscy zaczęli szeptać
zdziwieni. Zdziwienie było tym większe, gdy zaczęła się trząść ziemia. Nie
powstały żadne widoczne szczeliny, ale w powietrzu czuć było kwas.
Dzięki, babciu, powiedziałam w myślach. Takie trzęsienie można
było wywołać tylko z Tartaru.
Nie ma za co,
kochanie, odparła Nyks. Wszystkie trafiły do mnie. Szybko się stąd
nie wydobędą.
Nagle ktoś pojawił się na
skarpie. Był to mężczyzna w hawajskiej koszuli i bermudach, o ciemnych, kręconych włosach i dłuższej bródce.
– Co ty tutaj robisz? – zapytał,
schodząc. – Nie masz prawa tu być.
– Miło cię widzieć, Dionizosie –
wyszczerzyłam zęby. Bóg wina popatrzył się na mnie urażony.
– Nazywaj mnie Panem D. – zwrócił
mi uwagę. – I zadałem ci pytanie: co ty tu robisz?
– A co tu może robić wnuczka greckiej
bogini? – odparłam pytaniem.
Dionizos popatrzył się na wszystkich
wokół.
– Niby której? – spytał po hiszpańsku.
Najwidoczniej nikt nie znał tego języka i o chodziło bogu, więc kontynuowałam rozmowę
po hiszpańsku.
–Jestem wnuczką Nyks – odpowiedziałam.
– Nie kłam, Goldstein – rzucił.
– Tak naprawdę mam na nazwisko Nightshade
– odrzekłam. – Chris i Mae mnie tylko przygarnęli.
Pan D. spojrzał na mnie zdziwiony.
– Ale i tak odejdź – powiedział. –
Nie zostaniesz tu uznana przez żadnego boga.
– Za późno – poinformowałam go. –
Artemida mnie uznała. Nie wiem, czy to ze względu na Zoe, czy na to, że chciałam
należeć do jej świty.
– Czyli jednak – westchnął cicho,
po czym popatrzył na mnie bezradny. – Witaj w Obozie Herosów, Łowczyni Nocy.
_______________________________________________________
Z wielką radością oddaję Wam ten rozdział do czytania. Razem z feriami (właśnie zaczęłam) przybyły wszelkie Muzy i jak na razie mnie nie opuszczają.
W tym tygodniu powinien (ale tego nie przysięgam) pojawić się czwarty już rozdział.
Pozdrawiam
PS: Proszę Was, abyście oddali swój głos w ankiecie na górze. Możecie zaznaczyć w niej parę opcji. To dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu wiem, kogo PoV bardziej lubicie (i z którego częściej pisać)
W tym tygodniu powinien (ale tego nie przysięgam) pojawić się czwarty już rozdział.
Pozdrawiam
PS: Proszę Was, abyście oddali swój głos w ankiecie na górze. Możecie zaznaczyć w niej parę opcji. To dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu wiem, kogo PoV bardziej lubicie (i z którego częściej pisać)
Aaa PIERWSZA ^^
OdpowiedzUsuńRozdział meega *.* Tyle się w nim działo. Może powiem tak~akcja się zagęszcza~ ;D Bardzo jestem ciekawa jak przeplatają się losy Ceiry i Jasona ;]
Zazdroszczę Ci tego, że już masz ferie, moje zaczynają się dopiero 17 lutego :c so sad
A no i co do nazywania rozdziałów to ja nie jestem zbyt wielką zwolenniczką robienia tego, dlatego sama piszę tylko np. rozdział V itp., ale zaraz coś wymyślę ..... o mam xD Mogłabyś nazwać ten rozdział "Łowczyni Nocy"
Dobra wiem mało kreatywne ;__;
Nie wiem co tu jeszcze napisać, długie komentarze mi nie wychodzą :p Taki ze mnie antytalent :c
No to życzę Ci jeszcze więcej
weny
weny
weny
weny
weny
weny i jeszcze raz
weny
Dodawaj kolejny post jak najszybciej :3
Może i jednak mam jakiś talent do bezsensownego przedłużania kom. xD
No to pozdrowionka ^^
Nie bój się, dodam szybko kolejny post. 26-minutowy medley z HTTYD na okrągło i zacznę pisać, jak w amoku. Ech, co ta muzyka Johna Powella ze mną robi...
UsuńDziękuję za to całe zsyłanie weny. Chyba masz władzę nad Apollem XD
Witam jak zwykle z opóźnieniem awww ;____;
OdpowiedzUsuńPrzepraszam że tak długo musiałaś mnie namawiać do przeczytania, ale ja na prawdę mam sporo blogów do przeczytania ;____;
I co mam pisać? Na pewno zaciekawiłaś mnie do tego stopnia że żeby zrozumieć sens rozdziału czytałam go jakieś trzy razy. Boskie, po prostu boskie. I nie mam siły pisać tysiąc razy 'boskie' więc zostawiam puste miejsce i wyobraź sobie setkę komentarzy z tą treścią.
Pozdrawiam, czekam na czwórkę ♥
Już sobie wyobrażam te komentarze, o których piszesz.
UsuńJeżeli są jakieś niejasności co do przeszłości Ceiry i jej postaci - tak musi być. Tak samo jak pierwowzór (tak, Zuza, mówię tu o Tobie), Nightshade jest dosyć skryta. I tu muszę już postawić spoiler, że w kolejnym rozdziale trochę będzie więcej o przeszłości Ceiry i fragment o jej znajomości z Jasonem.
Pozdrawiam
Historia bardzo ciekawa. Wściekam się tylko na moją głupotę i sklerozę, bo Percy'ego Jacksona czytałam jakiś czas temu, a Olimpijskich Herosów tylko zaczęłam czytać.
OdpowiedzUsuńCeira to bardzo ładne imię. ^^ Podoba mi się. Tylko denerwuje mnie w głównej bohaterce fakt, że jest taka... idealna. Zawsze wszystko robi tak... sama nie wiem jak to ująć. Po prostu to mi się w niej nie podoba. Ale to bardzo dobrze, że potrafisz wywołać emocje czytelnika do głównego bohatera. Przynajmniej mogę się wczuć, nie będę miała problemów z życzeniem jej powodzenia lub porażki. ^^
Życzę weny!
www.dni-utracone.blogspot.com
Dziękuję za Twoją opinię
UsuńCeira jest trochę podobna do Jasona, nie sądzisz? On też był taki za idealny (bynajmniej wg Annabeth).
Zastanawiam się, czy nie wprowadzić perspektywy Clarisse, która ma taki sam stosunek do Ceiry, jak Ann do Jasona. Zastanawiam się i chyba wyjdzie na nie, bo za dużo będzie PoV-ów. Ale to, co myśli Clary, na pewno będzie zawarte w narracji Lary, która jest bardzo zżyta ze siostrą (choć to nie oznacza, że jej nie okłamuje).
Pozdrawiam i Tobie tez życzę weny
Hmm i co ja mam powiedzieć? Rozdział wyszedł z genialny. Postać Ceiry nie za bardzo mi odpowiada ale kto co lubi ;) za to jestem strasznie ciekawa wątku z Larą. Mam nadzieję na więcej i więcej i życzę Ci weny weny i jeszcze raz weny :)
OdpowiedzUsuńpanstwo-smierci.blogspot.pl
Świetny rozdział!!! Bardzo mi się podoba. Wprowadziłaś kolejne mroczne, intrygujące wątki, a także kolejne tajemnice. Ceira coraz bardziej mnie intryguje.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się też, że wprowadziłaś narrację Malcolma. W książkach Riordana pojawiał się bardzo rzadko, a teraz zrobiłaś z niego jednego z narratorów. Podoba mi się to. Dodatkowo pojawiły się inne dzieciaki od Ateny, których wcześniej nie znałam.
Malcolm bardzo fajnie opowiada- ma sarkastyczne poczucie humoru, nie jest zarozumiały jak Ann, tylko ma wiele wątpliwości i wcale nie podoba mu się rola przywódcy.
A skąd wziął się Dionizos? I tak właściwie, to gdzie on przebywał do tej pory?
Cóż, mam nadzieję, że to wyjaśnisz.
Poza tym nie mam więcej uwag. Rozdział cudowny. Myślałam, że już mnie nie zaskoczysz, ale jednak. Liczę na to, że czeka mnie jeszcze wiele niespodzianek:-)
Pozdrawiam,
Pola
U Riordana pamiętam tylko dwa epizody, w których Malcolm był wymieniany, oba w "Ostatnim Olimpijczyku" - na początku, gdy Ann i Percy robili inspekcję, i w pierwszym dniu bitwy o Manhattan.
UsuńWcześniej Dionizos przebywał na Olimpie (Jak na razie nikt nie pilnuje tego, czy na pewno jest w Obozie) i kręcił się po Stanach jako Bachus.
Co do innych obozowiczów - planuję wprowadzić jeszcze parę osób, które są w Obozie "od zawsze", a Riordan ich nie przedstawił. Oprócz tego będzie parę osób znanych (przykładowo Drew Tanaka; chcę również, by tam gdzieś mignęła Thalia).
Tak, jak pisałam wcześniej - w kolejnym rozdziale będzie trochę więcej o przeszłości Ceiry.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam
Ach, no tak- Dionizos był na Olimpie. Wybacz, zapomniałam;-)
UsuńCzekam z niecierpliwością na nowych obozowiczów. Fajnie by było, gdyby pojawiły się także dzieci pomniejszych bogów. W końcu w książkach Riordana było ich niewiele...
Pozdrawiam,
Pola
Przepraszam, że dopiero teraz zabrałam się za czytanie i komentowanie, ale brak czasu mnie jakiś taki ogarnął (nawet w ferie -.-).
OdpowiedzUsuńRozdział jest świetny! Najbardziej lubię PoV Malcolma, jest taki... nie wiem, jest ciekawy, a Ty w cudowny sposób opisujesz jego rozterki.
Zdarzyły Ci się literówki, albo zjedzenie jakichś liter na końcu wyrazu, ale to nieważne, bo całość jest naprawdę cudownie skonstruowana. Oczarowałaś mnie tym rozdziałem, jak na razie najbardziej mi się podobał.
Idę czytać następny :)