poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział III - Łowczyni Nocy



Rachel

            Chejron przypatrywał się kamiennemu łukowi zaintrygowany.
            – Czy ktoś wie, co oznacza ten napis? – zapytał. – Czy ktoś zna ten język?
            Odpowiedziało mu milczenie. Mimo że nauczyłam się greckiego alfabetu i większości słów, nie rozumiałam ani jednego wyrazu.
            – Niech nikt tam nie wchodzi, dopóki nie odkryjemy, co się dzieje – ogłosił Chejron. Wszyscy herosi kiwnęli głowami na znak, że posłuchają tego rozkazu.
            – Już za późno – powiedział dziewczęcy głos. – Ceira tam weszła.
            Z tłumu wyszła Tiny, mówiąc te słowa. Odetchnęłam głęboko. Nightshade była odważna, ale teraz przekroczyła cieniutką linię pomiędzy odwagą a głupotą.
            – Chejronie, ona wie, co jest napisane na tym łuku – dodała Martina. – Dlatego tam poszła. Wcześniej powiedziała mi jeszcze, że jutro już tego muru nie będzie.
            Dobra, odwołuję moje wcześniejsze słowa. Najwidoczniej coś innego kierowało wnuczką Nyks. Ale co? Czyżby wiedziała, co ją tam spotka? Miałam nadzieję, że tak.

Ceira

            Nie wierzyłam własnym oczom. Musiałam mieć omamy wzrokowe. Przecież moja mama nie żyła!!! Mimo że uważałam ją za najpiękniejszą kobietę na świecie, przebywała pewnie teraz na Polach Elizejskich.
            Najpiękniejsza kobieta na świecie… No tak, jaką ja jestem idiotką! Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że moim ideałem piękna jest brunetka o zielonych wąskich oczach. Gdy je otworzyłam, na krześle siedziała właśnie taka kobieta.
            – Czyżbyś się przestraszyła mnie? – zapytała Afrodyta, znów zmieniając się w moją mamę.
            – Jak się ciebie nie bać, gdy przypominasz ducha? – odpowiedziałam pytaniem. – Jesteś bardzo podatna na fałszywe sugestie wobec twojego wyglądu, Afrodyto.
            Nyks uśmiechnęła się i pociągnęła mnie do stolika. Magią przywołała trzy szklanki z herbatą. Sądząc po złotej poświacie, dodano do niej ambrozji.
            – Jak widzę, Ángeles dobrze się spisała – powiedziała babcia. – Mówię o łasiczce, co cię tu przyprowadziła – wyjaśniła szybko.
            – Przeraziłaś cały Obóz Herosów, babciu – rzekłam. – Nikt nie wie, co się dzieje.
            – Ale już wiedzą, że tu jesteś – dodała Afrodyta. – Mała córka Hekate już im to powiedziała.
            Wiedziałam, że tak będzie. Szybciej czy później zauważyliby, że mnie nie ma.
            – Co się stało? – zapytałam. – Dlaczego się tu pojawiłaś?
            – Zagrożenie, kochanie – odparła Nyks. – Obóz jest zagrożony.
            – Dojdzie do rozlewu krwi – kontynuowała bogini piękna. – Będziecie musieli walczyć.
            O tak, wiele się dowiedziałam.
            – A można jaśniej? – spytałam.
            Obie nieśmiertelne westchnęły jednocześnie.
            – Czekaj na wiadomość z Tartaru – zwróciła się do mnie Afrodyta. – I nie wstydź się tego, kim byłaś i jesteś – wskazała wzrokiem na moje przedramię. – Nie ukrywaj niczego. W ostateczności twoja przeszłość może uratować wam życie.
            Lub spowodować moją śmierć, dodałam w myślach. Bogini piękna łatwo było mówić o rzeczach, o których nie miała pojęcia. Każdy ją akceptował. Nie wierzyłam, że ktokolwiek będzie się chociaż próbować mnie zrozumieć.
            – Nie bądź pesymistką, Ceiro – powiedziała Nyks. Byłam pewna, że przed chwilą włamała się do moich myśli. – Jesteś tym, kim jesteś. Powinni to zaakceptować – zamilkła na moment, po czym zapytała: – Ile wiedzą?
            – Wiedzą o Łowczyniach – odparłam. – Trudno, by się nie dowiedzieli, skoro Artemida mnie uznała – obie boginie popatrzyły na mnie zadziwione. – I maleńki fragment o Zoe.
            Nastała ciężka cisza. Babcia opuściła głowę i zastanawiała się długo.
            – Nie wspominaj nic o Jasonie – rzekła. – Ani o żadnych powiązaniach między tobą a bogami na Olimpie. Im mniej teraz wiedzą, tym lepiej dla ciebie. I próbuj nie kłamać, by nie uważali cię za zdrajczynię.
            – Ktoś na Olimpie zauważył – dodała Afrodyta – że nadal na ciebie polują. Wśród wszystkich herosów w Stanach to twojej głowy Gaja pragnie najbardziej. Zrobi wszystko, by cię uśmiercić.
            Nagle zrozumiałam, w jakim kierunku idzie nasza rozmowa.
            – Błagam, tylko mi nie mówcie, że… – zaczęłam.
            – Twoim zadaniem jest uratować Obóz Herosów – dokończyły boginie.
            Właśnie tego się obawiałam. Nie chciałam być bohaterką. Nie chciałam być stawiana na równi z Jasonem czy słynnym tu Percym Jacksonem. Moje marzenie to bycie zwykłą heroską, jedną z wielu.
            I jak tu nie nienawidzić przeznaczenia, skoro każe mi być kimś innym?

Lara

            Zbliżał się wieczór. Razem z Rachel siedziałam na werandzie Wielkiego Domu, popijając czekoladę.
            Nightshade nadal nie wróciła z lasu. Ale o tym wiedzieliśmy tylko ja, Rachel, Chejron, Tiny i Malcolm. Inni uwierzyli centaurowi, który powiedział, że dziewczyna już wróciła do swojej kabiny.
            Zastanawiałam się, co skłoniło wnuczkę Nyks do „zniknięcia”. Czyżby znała język, w którym napisano ostrzeżenie na kamiennym łuku?
            Nagle Rachel upadła na ziemię, a wokół pojawiła się zielona mgła.
            – Chejron! – krzyknęłam najgłośniej, jak mogłam. Tylko raz widziałam, jak rudowłosa wygłasza przepowiednię.
            Zanim jednak ktokolwiek zdążył przybiec, głos Wyroczni wyrecytował:

Za zdrajczynię wszyscy uważać ją będą
Gdy obcy granicę Obozu zdobędą
Poświęci się, aby Gaję móc pokonać
I wrogów do wiecznej przyjaźni przekonać

            Zastygłam w bezruchu, przerażona. Wokół mnie nikogo nie było. Świetnie. Czyli to ja będę musiała wszystkim przekazać nową przepowiednię. Za jakie grzechy mnie na to skazano?
            Rachel się obudziła.
            – Co się stało? – zapytała zdezorientowana.
            – Mamy kolejną przepowiednię – odparłam. – Przepowiednię, która nie daje nam złudzeń co do bezpiecznego życia.
            Nagle zauważyłam, że ktoś się porusza w ciemności. Ruszyłam w stronę tej osoby.
            – A możesz ją powtórzyć? – zapytała mnie rudowłosa, ale puściłam to mimo uszu. Najważniejsze było teraz złapać podsłuchiwacza.
            Zatrzymałam się. Nic nie widziałam w nieprzeniknionej ciemności. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Jeszcze w granicach Obozu, czy już ją przekroczyłam?
            – Lara, tak? – usłyszałam jakiś głos. Nagle przede mną rozbłysło magiczne, jasnofioletowe światło. Trzymała je nikt inny, niż Ceira Nightshade. Jej błękitne oczy wpatrywały się we mnie.
            – A co ci do tego? – odpowiedziałam w stylu Clarisse.
            – To, że się zgubiłaś – odparła wnuczka Nyks, uśmiechając się. – Jeśli chcesz, zaprowadzę cię do twojej kabiny.
            – Dlaczego mam ci zaufać? – zapytałam.
            – Bo znam drogę – odrzekła. – I widzę w ciemnościach. To światło jest tylko dla ciebie.
            – Więc prowadź – powiedziałam po chwili. Gdy mnie minęła, bezszelestnie wyciągnęłam miecz i ruszyłam za nią.
            – Nie mam powodu, by cię zabijać – oznajmiła – więc schowaj tą broń z łaski swojej.
            Nie odpowiedziałam, ale też nie opuściłam ostrza. Ceira tylko westchnęła głośno. Mogłabym przysiąc, że w tym momencie się też uśmiechnęła.
            Szłyśmy w ciszy. Nagle dziewczyna się zatrzymała.
            – Co się dzieje? – zapytałam. Nightshade odwróciła się do mnie twarzą i podała mi magiczne światło.
            – Na mój znak masz pobiec pod Sosnę Thalii – powiedziała cicho. – Żadnych pytań.
            Nie wiedziałam, gdzie jestem i miałam szybko znaleźć Sosnę. Nightshade, dostajesz minus sto punktów za intelekt.
            Ángeles, zaprowadź ją tam – rzekła do kogoś wnuczka Nyks. Nagle w moich rękach pojawiła się biała łasiczka.
            Po lesie rozległ się ryk potwora. Wydawało mi się, że pochodzi ze wszystkich stron.
            – Uciekaj – rozkazała Ceira, po czym zniknęła w ciemności.
            Chodź za mną, córko Aresa, usłyszałam głos w głowie. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to zwierzątko do mnie mówi. Po chwili gryzoń zeskoczył z moich rąk i zaczął biec przed siebie. Ja ruszyłam za nim.

            W pewnej chwili ogarnęła mnie ciemność. Magiczne światło, które dała mi Ceira, zgasło. Ale po paru sekundach pojawił się oślepiający i złoty blask.
            Niespodziewanie coś mnie popchnęło i przycisnęło do sosny.
            – Mamy ją! – ktoś krzyknął. Miał zgrzytliwy, nieprzyjemny głos.
            – Jesteś tego aż taki pewien? – usłyszałam głos Nightshade, pochodzący z góry. To, co wcześniej mnie przytrzymywało, puściło. Upadłam koło wystających korzeni drzewa. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam niezwykłą scenę – heroskę walczącą bez żadnej broni przeciw grupą ogromnych potworów.
            W świetle błysnęło ostrze sztyletu, którym walczyła Ceira. Ale to nie wyglądało tak, jakby go trzymała w ręce, tylko jakby… miała go wbudowany w prawy nadgarstek.
            Powoli wstałam. Przed oczami pojawiły mi się mroczki, ale i tak zauważyłam potwora, stojącego dalej i mierzącego w Nightshade, stojącej teraz tyłem do niego.
            Wyjęłam miecz, który zawsze miałam przy sobie na prośbę Clarisse. Zaszłam wroga od tyłu i odcięłam mu głowę. Monstrum momentalnie rozsypał się w pył. Wnuczka Nyks popatrzyła na mnie zdziwiona, ale kiwnęła głową na znak podziękowania, po czym ruszyła do dalszej walki.
            Muszę przyznać – w porównaniu z nią byłam beznadziejna. Po czterech latach spędzonych w Obozie nie umiałam chociaż w połowie walczyć tak dobrze jak ona. Była szybka – wydawało mi się, że jest wszędzie i nigdzie zarazem.
            Postanowiłam jej pomóc. Może słabo walczyłam mieczem, ale pomoc zawsze jest pomocą. Zaczęłam pojedynki z kolejnymi potworami, których robiło się coraz więcej.
            – Lara! – usłyszałam głos Ceiry. – Za barierę! Już!
            Przecięłam monstrum, z którym właśnie walczyłam, i wycofałam się do Obozu. Z głębi lasu przybywały nowe hordy wrogów. Dalsza bezpośrednia walka z nimi byłaby syzyfową pracą, zakończoną śmiercią.
            Nightshade patrzyła na poczwary z powagą na twarzy.
            – Gdzieś musi być ich słaby punkt – mruknęła. – Przecież nie jest ich nieskończona ilość.
            Słaby punkt u całej armii potworów, zapewne nasłanych przez Gaję – o czymś takim mógł pomyśleć tylko głupiec.
            Nie tylko głupiec, usłyszałam w głowie głos Ángeles. Tak też myśli osoba, która chce się poświęcić w słusznej sprawie.
            Przypomniałam sobie przepowiednię Rachel. Na bogów, pomyślałam. Niech to nie będzie kontynuacja tamtej przepowiedni, błagam.
            – Za dużo ich – powiedziałam w końcu. – Nie damy sobie same rady.
            Wnuczka Nyks nie zwróciła na mnie uwagi.
            – Bariera jest zbyt słaba – mruczała dalej pod nosem. – Nie wytrzyma. Co mam robić?
            Odsunęłam się o parę kroków. Dziewczyna zachowywała się tak, jakby rozmawiała z kimś nieistniejącym. Słyszałam o półbogach, którzy zwariowali z powodu zbyt częstych ataków potworów. Czyżby była jednym z nich?
            Peleus patrzył się na Ceirę, jakby jej słuchał. Przez chwilę spojrzał na mnie.
            Ona nie jest wariatką, usłyszałam w głowie podwójny głos – jeden należał do białej łasiczki, drugiego nie znałam. Nic nie mów. Pozwól jej porozmawiać z nami i babką.
            Wybałuszyłam oczy. Jak można było rozmawiać z Nyks, która była tu nieobecna? Może podsyła jej wizje?
            Zanim się zdążyłam porządnie zastanowić nad korcącym mnie pytaniem, zostałam świadkiem czegoś niezwykłego.
            Peleus dotknął Sosny Thalii, a w jego małych łapkach pojawił się duży łuk. W blasku Złotego Runa pobłyskiwały postacie greckich bogów. Smok podał broń Nightshade.
            – Nie wierzę – rzekła głośno heroska. – To tutaj Zoe go ukryła.
            Czekaj, że co? Jak „Zoe go tu ukryła”? Jak można było cokolwiek ukryć w Sośnie Thalii?
            Trzasnęło jakieś drzewo w głębi lasu. Wnuczka Nyks odetchnęła głęboko, po czym wyczarowała sobie strzałę. Wycelowała w największego potwora, jakiego można było zobaczyć. Ten padł zaskoczony na swych równie zadziwionych towarzyszy, zanim się rozpadł w proch.
            – Łowczyni Nocy – doszły mnie głośne szepty wśród wrogów. – Nie mówiła, że to na nią mamy polować.
            Łowczyni Nocy… Gdzieś już się z tym spotkałam. Nie byłam pewna, gdzie, ale coś mi to mówiło.
            Tymczasem potwory zaczęły uciekać. Ceira wystrzeliwała wyczarowane przez siebie strzały w błyskawicznym tempie. Dopiero po paru minutach po tym, jak wszystkie monstra zniknęły w ciemności.
            Nightshade założyła łuk na plecy, odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie. W jej oczach było widać strach.
            – Dziękuję jeszcze raz, że zabiłaś tamtego potwora – powiedziała cicho, idąc w kierunku Wielkiego Domu.
            – Mam małe pytanie – oznajmiłam szybko. – Czym walczyłaś, skoro nie miałaś przy sobie żadnej broni? I skąd wzięłaś strzały?
            Dziewczyna się na moment zatrzymała, ale potem ruszyła dalej, zostawiając mnie bez odpowiedzi.

Malcolm

            Tej nocy nie mogłem spać. Martwiłem się. Po raz pierwszy w życiu się o kogoś martwiłem. I to ja się śmiałem pół roku temu z Ann i jej intensywnych poszukiwań Percy’ego.
            Wszystkie moje myśli można ująć jednym słowem: dlaczego? Dlaczego Ceira wyruszyła a głąb lasu? Dlaczego jeszcze nie wróciła? Dlaczego Chejron nie potraktował mnie jak innych i nie powiedział, że dziewczyna jest już w swoim domu?
            Nie umiałem zasnąć. Nic by mnie nie uśpiło, nawet kołysanka, którą słyszałem każdego wieczoru z pokoju Annabeth. Ciekawe, czy ona wtedy usypiała, czy też nie spała całą noc.
            Bezszelestnie wstałem z łóżka i ubrałem się. Starając się nie budzić innych, wyszedłem z domku. Ruszyłem w stronę ogniska w pawilonie jadalnym. Ogień się ledwo tlił, ale miałem nadzieję, że tak się skontaktuję z mamą.
            Nagle zauważyłem przed sobą tęczę. Nie zastanawiając się, wyjąłem z kieszeni drachmę i wrzuciłem ją do wielokolorowego łuku.
            – Z Ateną – szepnąłem. Obraz przede mną zafalował, aby pokazać mi boginię mądrości. Nie wyglądała najlepiej. Jej ciemne, długie włosy były ułożone w elegancki kok (założę się, że to robota Afrodyty), ale jej twarz miała niezdrowy, blady odcień, a szare oczy straciły blask.
            – Malcolm – powiedziała cicho. – Czego chcesz?
            – Nie wiem – odparłem. – Może porady, a może pocieszenia.
            Mama spojrzała na mnie zdziwiona.
            – Im szybciej powiesz, tym lepiej – rzekła po dłuższej chwili ciszy. – Zdaje mi się, że z każdą minutą coraz bardziej tracę swój rozum.
            Zgodziłem się z tym w myślach. Plus zanotowałem jej pierwsze sensowne zdanie od grudnia.
            Opowiedziałem w skrócie o tym, co mnie gnębi. Przez cały czas Atena nie odezwała się ani słowem, uważnie słuchając.
            – I znów się staję psychologiem – stwierdziła. – Co się dzieje teraz z moimi dziećmi? Najpierw Annabeth, teraz ty. Dostanę chyba czegoś – przerwała na chwilę. – Możesz powtórzyć, kim jest ta dziewczyna? I nazwisko również?
            – Ceira Nightshade, wnuczka Nyks – spełniłem prośbę bogini. Zauważyłem, jak jej usta wypowiadają bezszelestnie te informacje.
            Nagle jej oczy rozszerzyły się i spojrzały na mnie ze strachem.
            – Unikaj jej z daleka – powiedziała. – Z nią nadchodzi śmierć i ciemność. Nie zbliżaj się do niej, to się źle dla ciebie skończy. Ona sama jeszcze nie wie, jakie niebezpieczeństwo ze sobą sprowadziła – przerwała. Jej oddech przyśpieszał. – Malcolmie, wystrzegaj się jej. To Łuczniczka Nocy. Przysięgnij mi na Styks, że nie będziesz się z nią zadawał. Proszę…
            Zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, połączenie zostało zerwane.
            Nic nie rozumiałem. Dlaczego miałem się wystrzegać Ceiry? Dobra, była Łuczniczką Nocy, ale co to miało oznaczać?
            Nie mając nic innego do roboty (prócz myślenia, co mama miała na myśli), wróciłem do kabiny numer sześć. Wydłużyłem sobie drogę do domu, idąc do domu wzdłuż frontu kabin Dionizosa i Afrodyty.
            Przy kabinie Artemidy, obecnie zajmowanej tylko przez Nightshade, doszła do moich uszu znajoma melodia. Po chwili skojarzyłem ją z kołysanką, puszczaną przez Ann.
            Ciekawy (i nierozważny, jakby to określiła mama) wszedłem do srebrnego domku. Jego wnętrze było pogrążone w ciemności, gdzieniegdzie rozświetlanej blaskiem księżyca. W jego świetle zauważyłem śpiącą Ceirę. Wyglądała prześlicznie. Długie, proste włosy błyszczały, jakby odbijały promienie ziemskiego satelity.
            Dopiero po chwili spostrzegłem, że jest tu jeszcze ktoś. Z ciemności wyłoniła się biała łasiczka. Jej ciemne, błyszczące oczy patrzyły na mnie, jakby chciała mnie za chwilę skarcić.
            Nie przeszkadzaj jej, usłyszałem w głowie tajemniczy głos. Niech śpi. Jestem pewna, że ma już dosyć, jak na dziś.
            Gadający telepatycznie gryzoń, służący któremuś z bogów, może Nyks. Świetnie. Właśnie tego szukałem.
            Dlaczego się tak głupkowato uśmiechasz? Zapytało mnie zwierzątko.
            Co wiesz o Łowczyni Nocy? Odparłem pytaniem. Zwierzę popatrzyło na mnie, zbite z pantałyku.
            Skąd ty możesz wiedzieć o… zaczęło, ale przerwałem:
            Mam swoje źródła. Teraz mów mi, co wiesz.
            Nastała cisza. Łasiczka popatrzyła na świecący księżyc.
            Nigdy ci nie zdradzę jej największych sekretów, powiedziała nagle. Nie mam prawa tego robić. A teraz wyjdź, zanim cię podrapię. Uwierz mi, mam naprawdę ostre pazury.
            Zawiedziony, że się niczego więcej nie dowiedziałem, spojrzałem ostatni raz na Ceirę, po czym wyszedłem.
            Nie wróciłem do łóżka. Usiadłem przy swoim biurku i mimo ciemności wokół mnie, zacząłem rysować. Nie jestem jakimś wybitnym rysownikiem, nie uważam też, żebym miał talent, ale to było takie moje hobby. Zawsze się wtedy uspokajałem. Ann miała swoją wiedzę, laptop od Dedala i projektowanie nowego Olimpu, a ja rysowałem.

            Ocknąłem się, leżąc jedną częścią twarzy na moim rysunku. Jak i kiedy zasnąłem – nie wiem. Miałem to szczęście, że zawsze się budziłem przed moim rodzeństwem.
            Szybko schowałem rysunek, nie patrząc na to, co on przedstawia, i poszedłem do łazienki. W lusterku zobaczyłem, że cały prawy policzek mam zaciemniony od roztartego grafitu. Szybko zmyłem go z twarzy.
            Prędko pościeliłem swoje łóżko i wyszedłem z domku. Ruszyłem przed siebie, bez żadnego celu.
            Nagle wpadłem na Larę, córkę Aresa. Rozejrzałem się wokół i odetchnąłem z ulgą, gdy się upewniłem, że nigdzie wokół nie ma Clarisse.
– Gdzie ty tak lecisz? – zapytała dziewczyna, uśmiechając się lekko. Ten uśmiech był jedna z wielu rzeczy, które odróżniały ją od jej rodzeństwa. Mogła i mieć te ciemne blond włosy i czekoladowe oczy, upodabniające ją do starszej siostry, ale i tak nigdy nie zostałaby pomylona. Nawet nie chodziło tu o wygląd czy głos, tylko o charakter.
– Nie wiem – odparłem. – Przed siebie.
– A ja akurat planowałam podejść do was po śniadaniu – oznajmiła. – Mam małe pytanie i sądzę, że z łatwością mi udzielicie na nie odpowiedź.
– Wal śmiało – zachęciłem ją i razem ruszyliśmy ku plaży. Jakby teraz nas ktoś zobaczył i powiedział Clarisse… Już bym nie żył.
– Słyszałeś kiedyś o… Łowczyni Nocy? – spytała niepewnie Lara.
Zamurowało mnie. Skąd ona o tym wiedziała?
– Słyszałem, ale nie wiem, co to oznacza – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Córka Aresa spuściła głowę.
– Wczoraj wieczorem na Obóz napadła cała wataha potworów – szepnęła trochę głośniej. – Ceira była ze mną i zaczęła do nich strzelać, a oni ją nazwali Łowczynią Nocy i uciekli.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. W głowie miałem pustkę. Dosyć dziwne uczucie, jak na dziecko Ateny.
– Malcolm, mogę cię o coś poprosić? – zapytała nagle blondynka. Kiwnąłem głową twierdząco. – Gdybyś coś się dowiedział, to powiesz mi o tym jak najszybciej? Nic nie powiem Clarisse czy komuś innemu.
– Oczywiście – zgodziłem się. Byłem pewien, co do tego, że wszystko zostanie w tajemnicy przed innymi. Nawet przed samą wnuczką Nyks.

* * *
Thalia w srebrnej wiatrówce siedziała naprzeciwko mnie i Annabeth.
– Bardzo mi przykro, ale ja nic nie wiem, Ann – powiedziała. – Przecież wiesz, że ja bym cię nigdy nie okłamała.
– Ale kto może o tym wiedzieć? – zapytała moja siostra. – Rachel nic jeszcze nie widziała.
Córka Zeusa zastanowiła się przez moment.
– Jest jedna dziewczyna, która potrafiłaby przeszukać szybko całe Stany w poszukiwaniu Percy’ego – odparła. – Ale nie wiem, gdzie ona teraz jest. Utrzymywałyśmy kontakt, ale od września nie odezwała się ani słowem.
– Kim ona jest? – zapytała Annabeth.
– Nie mogę Ci powiedzieć, jak ma na imię – odpowiedziała Thalia. – Ale szukaj Łowczyni Nocy. Pod tym imieniem zna ją każdy bóg.

Śniadanie – świetny czas na przypomnienie sobie fragmentów ważnych rozmów, czyż nie?
Z Thalią rozmawialiśmy grudniu, parę godzin zanim Rachel powiedziała, byśmy szukali chłopaka w jednym bucie. Ann była wtedy tak zajęta poszukiwaniem go, że zapomnieliśmy o Łowczyni Nocy. A ta przybywa do Obozu i zostaje uznana przez Artemidę.
Gdyby nie to, że Annabeth była na arcyważnej misji, chętnie bym się z nią skontaktował za pomocą iryfon.

* * *
Nic się absolutnie nie działo przez cały dzień. Nigdzie, ale to nigdzie nie mogłem za to złapać Lary, by z nią pogadać o tym, co kiedyś powiedziała Thalia. Okay, może tego było trochę mało, ale zawsze coś.
Wieczorem Chejron podzielił nas na dwie drużyny. Tym razem sugerował się numerami domów. Tak więc, trafiłem do jednej grupy z dziećmi Afrodyty, Demeter i Hekate, ale za to przeciwko potomkom Nike.
Jednogłośnie zostałem wybrany na lidera. Rozumiem, że się przyzwyczaili do tego, że to dzieci Ateny wymyślały strategię, ale wtedy była jeszcze z nami Annabeth.
Razem z moimi siostrami, Emmą i Katelyn, myślałem nad strategią. To na serio nie była fajna robota. W razie porażki wszystko szło na nasze konto.
– Może na obronie zostawmy część dzieci Hekate oraz Irydy, a także tą nową – zaproponowała Emma. – Dzieci Nemezis puśćmy na zwiady.
– Wierzysz, że Maggie Serdown nie zaatakuje Clarisse przy pierwszej okazji? – zapytała Kate. – Bądźmy realistami.
– To niech pójdzie na atak, byleby tu nie została – stwierdziłem. – Nie sądzę, by Clary odpuściła sobie okazję zdobycia sztandaru.
– To jak, przywódco? – spytały mnie siostry. Wiedziały, że nienawidzę, jak ktoś mnie nazywa przywódcą, a to wszystko przez to, że właśnie zastępowałem Annabeth.
  Obronę mamy – powiedziałem. – Na zwiady puścimy Polluksa i część dzieci Demeter i Hekate. Reszta idzie na atak.
Emma przewróciła oczami.
– Właśnie widzę, jak Drew Tanaka i jej siostrzyczki prowadzą nas do zwycięstwa.
– Czy ty zawsze musisz być taką pesymistką, Em? – zapytałem. – Wystarczy, że będziemy my. Spokojnie zwyciężymy.
– Jeżeli Clarisse nie zdobędzie pierwsza naszego sztandaru – podsumowała Katelyn. – Lub nie wyśle po niego Larę, a sama zajmie się Nightshade.
Miałem nadzieję, że tak nie będzie, ale trzeba było zakładać wszystkie możliwości.
– Niech któreś z nas tu zostanie, aby w razie potrzeby wymyślać plan B – stwierdziłem.
– Najlepiej ty, abyś mógł sobie poromansować z Larą, jak tu przybędzie – odparła Emma, szczerząc zęby. – Albo z Nightshade – popatrzyłem się na nią zdziwiony, więc dodała: – Myślisz, że jesteśmy wszyscy ślepi? Wczoraj się cały czas gapiłeś na Ceirę i w dodatku jeszcze ją narysowałeś. A dziś cały Obóz widział, jak szedłeś i szeptałeś o czymś z Larą. I się jeszcze dziwisz, że coś takiego mówię?
Czy już mówiłem, że kocham moje siostry? Może i są denerwujące, ale to moje rodzeństwo. Nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy się nie kłócić.
– Jak to narysowałem Ceirę? – zdziwiłem się. Kate zachichotała.
– No, wiesz, masz talent – odrzekła. – Ciekawe, kiedy rysowałeś, skoro prawie całe dnie jesteś poza kabiną.
Miały szczęście, ze to byłem ja, a nie Ann. Miałem za miękkie serce dla nich.
– Okay, to kto zostaje? – spytałem. Obie dziewczyny popatrzyły się na mnie w ten sposób, jak często Annabeth patrzyła na Percy’ego, gdy palnął coś głupiego.
– Myślałam, ze wyraziłyśmy się jasno – odpowiedziała Em. – Ty tu zostajesz. I ani słowa więcej.
Westchnąłem cicho.

Sztandar postawiliśmy w widocznym miejscu, na skarpie, na którą dało się dostać tylko od jednej strony.
Zajęliśmy swoje pozycje. Po raz pierwszy dziś zobaczyłem Ceirę. W dłoniach trzymała łuk z nałożoną strzałą.  Na prawym przedramieniu miała bandaż.
– Co ci się stało? – zapytałem.
– Jakiś potwór mnie zranił – odparła szybko. Miałem dziwne wrażenie, że mnie okłamuje.
Wokół było dosyć spokojnie. Aż za spokojnie. Tiny ze swoim małym łukiem biegała wokół sztandaru, cały czas monitorując okolicę. Bynajmniej próbowała to robić.
Nagle  Ceira zeskoczyła ze szkarpy. Zauważyłem, jak przygląda się czemuś w oddali.
Z lasu wyszła Clarisse i Lara. Nightshade naciągnęła strzałę i wycelowała w Clary. Obie córki Aresa były tak zadziwione, że się nie poruszyły, gdy dziewczyna wystrzeliła. Jednak pocisk minął pogromczynię Drakona. Usłyszałem wrzask potwora.
To było niemożliwe. Byliśmy zbyt daleko od granicy, by jakiekolwiek potwory mogłyby się tu znaleźć.
Jednak gorsze było coś innego – wnuczka Nyks błyskawicznie nakładała kolejne strzały i wystrzeliwała je we wszystkie strony, a jej oczy świeciły.

Ceira

Wbrew temu, co wszyscy myślą, nie ogarnęło mnie jakieś szaleństwo i chciałam powybijać wszystkich herosów.
Gdy zeskoczyłam ze skarpy, zauważyłam ruch w lesie. Ale to nie były Clarisse i Lara, tylko coś za nimi. W termowizji (dziedzictwo po Nyks, przecież jakoś muszę widzieć w ciemnościach) zobaczyłam, że to coś znacznie większego, ruszającego na córki Aresa. Nie zwlekając, naciągnęłam cięciwę i wystrzeliłam.
Ryk potwora nie był rykiem bólu. Zbyt dużo razy je zabijałam, by nie rozpoznać typu tego wrzasku. Monstrum rozkazało swoim pobratymcom pomścić siebie.
Uaktywniłam swój wzrok termowizyjny w całości. Jedynym minusem tego są świecące na czerwono oczy, ale ja tego blasku nie widziałam.
Wokół w lasach było mnóstwo poczwar. Jedna stała niedaleko mnie, na nieosłoniętym terenie.
Więc tak się tu przedarły, pomyślałam. Są niewidzialne.
Potwory zamierzały się na nas. Szybko wyciągnęłam kolejną strzałę z kołczanu na plecach i zaczęłam strzelać.
Nieważne było teraz to, że inni uważają mnie za wariatkę. Kiedyś może zrozumieją, co się stało.
– Ceiro Nightshade! – usłyszałam głos Chejrona. – Uspokój się!
Obróciłam się w jego stronę. Tuż za nim było monstrum. Wystrzeliłam i zamknęłam oczy.
Znów zaczęłam widzieć normalnie. Centaur patrzył na mnie władczo.
– Jak mamy rozumieć twoje zachowanie? – zapytał. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, coś musnęło mój policzek. Odwróciłam głowę. W drzewie za mną tkwiła strzała, otoczona czarną mgiełką.
Wszyscy zaczęli szeptać zdziwieni. Zdziwienie było tym większe, gdy zaczęła się trząść ziemia. Nie powstały żadne widoczne szczeliny, ale w powietrzu czuć było kwas.
Dzięki, babciu, powiedziałam w myślach. Takie trzęsienie można było wywołać tylko z Tartaru.
Nie ma za co, kochanie, odparła Nyks. Wszystkie trafiły do mnie. Szybko się stąd nie wydobędą.
Nagle ktoś pojawił się na skarpie. Był to mężczyzna w hawajskiej koszuli i bermudach, o ciemnych,  kręconych włosach i dłuższej bródce.
– Co ty tutaj robisz? – zapytał, schodząc. – Nie masz prawa tu być.
– Miło cię widzieć, Dionizosie – wyszczerzyłam zęby. Bóg wina popatrzył się na mnie urażony.
– Nazywaj mnie Panem D. – zwrócił mi uwagę. – I zadałem ci pytanie: co ty tu robisz?
– A co tu może robić wnuczka greckiej bogini? – odparłam pytaniem.
Dionizos popatrzył się na wszystkich wokół.
– Niby której? – spytał po hiszpańsku. Najwidoczniej nikt nie znał tego języka i o chodziło bogu, więc kontynuowałam rozmowę po hiszpańsku.
–Jestem wnuczką Nyks – odpowiedziałam.
– Nie kłam, Goldstein – rzucił.
– Tak naprawdę mam na nazwisko Nightshade – odrzekłam. – Chris i Mae mnie tylko przygarnęli.
Pan D. spojrzał na mnie zdziwiony.
– Ale i tak odejdź – powiedział. – Nie zostaniesz tu uznana przez żadnego boga.
– Za późno – poinformowałam go. – Artemida mnie uznała. Nie wiem, czy to ze względu na Zoe, czy na to, że chciałam należeć do jej świty.
– Czyli jednak – westchnął cicho, po czym popatrzył na mnie bezradny. – Witaj w Obozie Herosów, Łowczyni Nocy.
_______________________________________________________
    Z wielką radością oddaję Wam ten rozdział do czytania. Razem z feriami (właśnie zaczęłam) przybyły wszelkie Muzy i jak na razie mnie nie opuszczają.
    W tym tygodniu powinien (ale tego nie przysięgam) pojawić się czwarty już rozdział.
    Pozdrawiam

PS: Proszę Was, abyście oddali swój głos w ankiecie na górze. Możecie zaznaczyć w niej parę opcji. To dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu wiem, kogo PoV bardziej lubicie (i z którego częściej pisać)

11 komentarzy:

  1. Aaa PIERWSZA ^^
    Rozdział meega *.* Tyle się w nim działo. Może powiem tak~akcja się zagęszcza~ ;D Bardzo jestem ciekawa jak przeplatają się losy Ceiry i Jasona ;]
    Zazdroszczę Ci tego, że już masz ferie, moje zaczynają się dopiero 17 lutego :c so sad
    A no i co do nazywania rozdziałów to ja nie jestem zbyt wielką zwolenniczką robienia tego, dlatego sama piszę tylko np. rozdział V itp., ale zaraz coś wymyślę ..... o mam xD Mogłabyś nazwać ten rozdział "Łowczyni Nocy"
    Dobra wiem mało kreatywne ;__;
    Nie wiem co tu jeszcze napisać, długie komentarze mi nie wychodzą :p Taki ze mnie antytalent :c
    No to życzę Ci jeszcze więcej
    weny
    weny
    weny
    weny
    weny
    weny i jeszcze raz
    weny
    Dodawaj kolejny post jak najszybciej :3
    Może i jednak mam jakiś talent do bezsensownego przedłużania kom. xD
    No to pozdrowionka ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bój się, dodam szybko kolejny post. 26-minutowy medley z HTTYD na okrągło i zacznę pisać, jak w amoku. Ech, co ta muzyka Johna Powella ze mną robi...
      Dziękuję za to całe zsyłanie weny. Chyba masz władzę nad Apollem XD

      Usuń
  2. Witam jak zwykle z opóźnieniem awww ;____;
    Przepraszam że tak długo musiałaś mnie namawiać do przeczytania, ale ja na prawdę mam sporo blogów do przeczytania ;____;
    I co mam pisać? Na pewno zaciekawiłaś mnie do tego stopnia że żeby zrozumieć sens rozdziału czytałam go jakieś trzy razy. Boskie, po prostu boskie. I nie mam siły pisać tysiąc razy 'boskie' więc zostawiam puste miejsce i wyobraź sobie setkę komentarzy z tą treścią.



    Pozdrawiam, czekam na czwórkę ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sobie wyobrażam te komentarze, o których piszesz.
      Jeżeli są jakieś niejasności co do przeszłości Ceiry i jej postaci - tak musi być. Tak samo jak pierwowzór (tak, Zuza, mówię tu o Tobie), Nightshade jest dosyć skryta. I tu muszę już postawić spoiler, że w kolejnym rozdziale trochę będzie więcej o przeszłości Ceiry i fragment o jej znajomości z Jasonem.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Historia bardzo ciekawa. Wściekam się tylko na moją głupotę i sklerozę, bo Percy'ego Jacksona czytałam jakiś czas temu, a Olimpijskich Herosów tylko zaczęłam czytać.
    Ceira to bardzo ładne imię. ^^ Podoba mi się. Tylko denerwuje mnie w głównej bohaterce fakt, że jest taka... idealna. Zawsze wszystko robi tak... sama nie wiem jak to ująć. Po prostu to mi się w niej nie podoba. Ale to bardzo dobrze, że potrafisz wywołać emocje czytelnika do głównego bohatera. Przynajmniej mogę się wczuć, nie będę miała problemów z życzeniem jej powodzenia lub porażki. ^^

    Życzę weny!
    www.dni-utracone.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoją opinię

      Ceira jest trochę podobna do Jasona, nie sądzisz? On też był taki za idealny (bynajmniej wg Annabeth).
      Zastanawiam się, czy nie wprowadzić perspektywy Clarisse, która ma taki sam stosunek do Ceiry, jak Ann do Jasona. Zastanawiam się i chyba wyjdzie na nie, bo za dużo będzie PoV-ów. Ale to, co myśli Clary, na pewno będzie zawarte w narracji Lary, która jest bardzo zżyta ze siostrą (choć to nie oznacza, że jej nie okłamuje).

      Pozdrawiam i Tobie tez życzę weny

      Usuń
  4. Hmm i co ja mam powiedzieć? Rozdział wyszedł z genialny. Postać Ceiry nie za bardzo mi odpowiada ale kto co lubi ;) za to jestem strasznie ciekawa wątku z Larą. Mam nadzieję na więcej i więcej i życzę Ci weny weny i jeszcze raz weny :)
    panstwo-smierci.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział!!! Bardzo mi się podoba. Wprowadziłaś kolejne mroczne, intrygujące wątki, a także kolejne tajemnice. Ceira coraz bardziej mnie intryguje.
    Podoba mi się też, że wprowadziłaś narrację Malcolma. W książkach Riordana pojawiał się bardzo rzadko, a teraz zrobiłaś z niego jednego z narratorów. Podoba mi się to. Dodatkowo pojawiły się inne dzieciaki od Ateny, których wcześniej nie znałam.
    Malcolm bardzo fajnie opowiada- ma sarkastyczne poczucie humoru, nie jest zarozumiały jak Ann, tylko ma wiele wątpliwości i wcale nie podoba mu się rola przywódcy.
    A skąd wziął się Dionizos? I tak właściwie, to gdzie on przebywał do tej pory?
    Cóż, mam nadzieję, że to wyjaśnisz.
    Poza tym nie mam więcej uwag. Rozdział cudowny. Myślałam, że już mnie nie zaskoczysz, ale jednak. Liczę na to, że czeka mnie jeszcze wiele niespodzianek:-)
    Pozdrawiam,
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Riordana pamiętam tylko dwa epizody, w których Malcolm był wymieniany, oba w "Ostatnim Olimpijczyku" - na początku, gdy Ann i Percy robili inspekcję, i w pierwszym dniu bitwy o Manhattan.
      Wcześniej Dionizos przebywał na Olimpie (Jak na razie nikt nie pilnuje tego, czy na pewno jest w Obozie) i kręcił się po Stanach jako Bachus.
      Co do innych obozowiczów - planuję wprowadzić jeszcze parę osób, które są w Obozie "od zawsze", a Riordan ich nie przedstawił. Oprócz tego będzie parę osób znanych (przykładowo Drew Tanaka; chcę również, by tam gdzieś mignęła Thalia).
      Tak, jak pisałam wcześniej - w kolejnym rozdziale będzie trochę więcej o przeszłości Ceiry.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń
    2. Ach, no tak- Dionizos był na Olimpie. Wybacz, zapomniałam;-)
      Czekam z niecierpliwością na nowych obozowiczów. Fajnie by było, gdyby pojawiły się także dzieci pomniejszych bogów. W końcu w książkach Riordana było ich niewiele...
      Pozdrawiam,
      Pola

      Usuń
  6. Przepraszam, że dopiero teraz zabrałam się za czytanie i komentowanie, ale brak czasu mnie jakiś taki ogarnął (nawet w ferie -.-).
    Rozdział jest świetny! Najbardziej lubię PoV Malcolma, jest taki... nie wiem, jest ciekawy, a Ty w cudowny sposób opisujesz jego rozterki.
    Zdarzyły Ci się literówki, albo zjedzenie jakichś liter na końcu wyrazu, ale to nieważne, bo całość jest naprawdę cudownie skonstruowana. Oczarowałaś mnie tym rozdziałem, jak na razie najbardziej mi się podobał.
    Idę czytać następny :)

    OdpowiedzUsuń