wtorek, 30 września 2014

Rozdział X



Ceira

Siedziałam na białym piasku, ubrana w lekką srebrną sukienkę do kolan. Krystalicznie czyta woda co raz obmywała moje stopy. Na błękitnym niebie nie znajdowała się ani jedna chmurka.
Mogłabym tak siedzieć godzinami. Wszystko było idealne.
Aż za idealne, pomyślałam po chwili.
Powoli wstałam i rozejrzałam się. Plaża i ocean rozciągały się po horyzont. Nie zauważyłam nikogo w moim pobliżu.
Nagle powietrze przede mną zawirowało. Powoli z wiru wyłaniała się postać czternastoletniej dziewczyny o śniadej karnacji. Jej długie, czarne włosy zapleciono w misterny warkocz. Ciemne oczy okolone długimi rzęsami wpatrywały się we mnie. Doskonałą figurę podkreślał biały chiton ze srebrnymi haftami i paskiem w talii. Przez ramię przewieszono łuk.
Zoe, rozpoznałam z radością zmarłą Łowczynię.
– Ceiro – przemówiła – mam bardzo mało czasu, więc posłuchaj mnie uważnie – kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. – Nieważne, co się stanie, musisz zostać w Obozie Herosów dopóty, dopóki Chione nie zostanie pokonana. Inaczej ty zginiesz z jej ręki i to szybko. Choćby losy świata zależały od tego, nie możesz opuszczać Obozu.
– Oczywiście – odparłam.
– Powiedz choć jednej osobie, kim jesteś – kontynuowała brunetka. – Chodzi mi o greckich półbogów. Powiedz tym, którym najbardziej ufasz. Trzymaj się Ateny, nie zdradzi cię, uszanuje wolę Hery. Ares powinien postąpić tak samo.
Spojrzałam na nią zdziwiona. O kogo może jej chodzić?
– Bądź gotowa na walkę – dodała. – W każdej możliwej chwili. Przygotuj na to Obóz. Sama wiesz, że temu twojemu „Kopciuszkowi” wszystko może przyjść do głowy.
Niebo przykryły ciemne chmury. Rozległ się mocny grzmot.
– Zaraz będę musiał odejść – oznajmiła Zoe. – Będą uważać cię za martwą, wszyscy prócz Pocahontas. Chris i Mae nie tracą nadziei. I nie stracą jej, póki nie zobaczą cię martwej, tak jak zobaczyli Chloe.
Zaczęło padać. Grzmiało coraz mocniej. Wraz z nasilającym dźwiękiem wrastał mój strach.
– Jesteś taka podobna do rodziców – oczy Zoe zaszkliły się. – Zawsze wiedziałaś, kim jesteś. I że jesteś wolna. Wolna na zawsze.

Obudziłam się. Serce biło mi jak opętane.
Za oknem zaczynało świtać. Obstawiałam, że są okolice piątej.  Wiedziałam, że teraz – nawet gdybym chciała tego z całego serca – już nie zasnę.
Wstałam cicho z łóżka i zaczęłam się ubierać. Umyłam twarz i zaczęłam się zastanawiać nad słowami Zoe.
Trzymaj się Ateny, nie zdradzi cię.
Czułam, że chodzi tu o Malcolma. Liz mogła być teraz gdziekolwiek. Oprócz tej dwójki nie znałam żadnego dziecka Ateny, jedynie o Annabeth Chase słyszałam co nieco od Hery.
Ale Malcolma też zbytnio nie znałam. Bynajmniej nie tak, jak znałam Elisabet. Mimo to i tak mu powiedziałam za dużo o sobie. Nikt inny, kto teraz  przebywa w Obozie, nie wie o mnie tyle, ile on.
Powiedz choć jednej osobie, kim jesteś.
Od razu nie zgodziłam się z tym w myślach. To nie było takie łatwe. Niby miałam tylko szesnaście lat, ale zbyt dużo się działo w moim życiu.
Wzięłam łuk i kołczan, po czym wyszłam na zewnątrz. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę lasu.
Minęły dwa dni, od kiedy dostałam wiadomość od Pocahontas, ale jeszcze nikomu o tym nie wspomniałam, mimo iż wiedziałam, że to prawda. Kopciuszek zwariował. I to do granic możliwości.
Gdy weszłam między drzewa, zaczęłam strzelać. Tylko jedna z dziesięciu strzał trafiła tam, gdzie chciałam.
Byłam bliska płaczu. Jeszcze nigdy tak nie było. Wcześniej zaledwie parę razy chybiłam. A po ataku gigantów… czułam się, jakby ktoś odebrał mi jakąś supermoc, która polegała na tym, że zawsze trafiałam.
Nadgarstek prawej ręki zaczął mnie piec. Zacisnęłam zęby. Musiałam to przetrwać. Dziwnym trafem, nawet ambrozja nie była w stanie go uśmierzyć.
Pozbierałam strzały, posługując się lewą ręką, co sprawiło dla mnie trudność – jestem praworęczna.
Spojrzałam na ostatnią, zebraną przez siebie strzałę. Ta od zawsze była wyjątkowa. To może dziwne, ale dostałam ją od Reyny i Jasona jako nagrodę za swoją odwagę w walce. Na dłuższej niż u innych lotce ręcznie wymalowano złotego orła Rzymu.
Obraz mi się rozmazał na wspomnienie moich przyjaciół. Tak, Reyna i Jason zostali moimi przyjaciółmi. Ufali mi. A ja zostawiłam ich w najmniej odpowiednim momencie, bez słowa wyjaśnienia, mimo że wiedziałam, co się stanie.
Wiedziałam, że Gaja powstaje już w sierpniu i że kiedyś znajdę się w Obozie Herosów. Wiedziałam, że Jason straci pamięć i dopiero po kilku miesiącach ją odzyska. Znałam cały plan Hery dokładniej niż sama bogini.
A mimo tej wiedzy nie przewidziałam jednego – że nienawiść Octaviana do Greków osiągnie swoje apogeum i poprowadzi on wojska Rzymu pod granicę. Miałam pewność, że to decyzja augura, a Reynę zmuszono do jej wykonania.
Poczułam, jak po policzkach lecą kolejne łzy. Na początku płakałam z powodu wspomnień, teraz ze świadomości, że jestem słaba psychicznie.
Kiedyś tak nie było. Nie umiałam płakać. Jedyne, co zdarzało mi się okazywać, to duma i radość ze zwycięstwa.
Otarłam oczy i schowałam strzałę. Nikt nie mógł wiedzieć, co się stało w przeszłości, znać mojego przeszłego życia, mojego „prawdziwego” imienia, którym jednak z rzadka się posługiwałam.
Wróciłam do kabiny. Obóz zaczynał się budzić i na zewnątrz zaczęli się pojawiać wyspani herosi.
Przystanęłam na moment i spojrzałam się w kierunku granicy. Gdzieś tam byli Rzymianie, czekający, by nas zaatakować. Mogłam ich zatrzymać, ale nie miałam jak się do nich dostać.
Gdzieś tam była Pocahontas, moja znajoma. Nie ufałam jej na tyle, by nazwać ją „przyjaciółką”, ale byłyśmy w dobrych stosunkach.
– A gdzie twoja zdobycz, Łowczyni? – usłyszałam czyjś szyderczy ton za mną. Odwróciłam się i stanęłam oko w oko z trojgiem kruczowłosych dzieciaków Nemezis – dwiema dziewczynami i ich bratem. Rozpoznałam tylko jedną osobę – Maggie Serdown, ich grupową. Jej ciemne oczy wpatrywały się we mnie z rozbawieniem.
– Nie ma potworów, więc nie mam na co polować – odparłam.
– Nie kłam – wycedziła Maggie. – Nie chodziło mi o potwory, tylko o coś, co mi zabrałaś.
Parsknęłam śmiechem. Co ja mogłam jej zabrać?
– Co się głupio śmiejesz, Nightshade? – zapytał ze złością chłopak. – Może nie wiesz, o kogo chodzi?
Jego siostra podeszła do mnie. Musiała nieco zadrzeć głowę, bo sięgała mi ledwo ramienia.
– Odczep się lepiej od Malcolma lub pożałujesz, że się urodziłaś – zagroziła mi.
– Nie jesteś zdolna zrobić mi nic, czego nie przeżyłam – odpowiedziałam z uśmiechem.
– A te łzy to skąd? – spytała córka bogini zemsty. No tak, miałam zaczerwienione oczy i pewnie ślady na policzkach. Świetnie.
– Nie twój interes – odrzekłam. – I uważaj, komu grozisz, bo niektórzy mają za sobą potężnych sprzymierzeńców.
– Ja Rzymian się nie boję.
– Nie miałam ich na myśli. Mam znacznie potężniejszych „przyjaciół”.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę Wielkiego Domu, by stamtąd skierować się do pawilonu jadalnego.


            – Nie jesteś dziś głodna? – zapytała Rachel. Już od dziesięciu minut „modliłam się” nad pustym talerzem, ponownie zastanawiając się nad dzisiejszym snem.
            – Rachel? – spytałam.
            – Tak?
            – Masz potem wolną chwilę? Przydałby się też wtedy Chejron.
            Rudowłosa spojrzała się na mnie zdziwiona.
            – A co się dzieje?
            – Za dużo tu ludzi – odparłam. – A to jest bardzo ważne. I dosyć tajne.
            – To zaraz skończę i pójdziemy do Wielkiego Domu. A teraz zjedz cokolwiek, bo Chejron planuje za godzinę morderczy trening. I chyba ze stu konkursów. Zapisujesz się na łucznictwo?
            – Nie – zaprzeczyłam, kiedy przede mną pojawiły się zapiekane naleśniki z serem polane sosem czekoladowym. – Ostatnio mi nie idzie.
            Ukroiłam mały kawałek i włożyłam go do ust. Przypomniałam sobie, gdy jadłam takie w Londynie, mając idealny widok na Tower.
            Zawczasu oddzieliłam połowę jako dar dla Artemidy. Nawet wiedziałam, o co ją poproszę.
            – A jak tam sprawy z Malcolmem? – zapytała niespodziewanie Wyrocznia. Omal się nie zakrztusiłam.
            – Słucham? – zdziwiłam się.
            – Ceira, nikt tu nie jest ślepy – odparła enigmatycznie Dare. – Coś między wami jest i nie zaprzeczysz temu.
            – O czym ty mówisz? – nadal nie rozumiałam, dlaczego wszyscy kojarzą mnie w parę z synem Ateny. – Jesteśmy tylko znajomymi.
            – Ta, jasne – w głosie Rachel dało się wyczuć sarkazm. – Kto ci uwierzy w tę bajkę, a? Nawet jak zamienisz „znajomi” na „przyjaciele”. Między wami jest coś więcej.
            – Żartujesz sobie? – spojrzałam na nią pobłażliwie. – Widzicie coś, czego nie ma.
            – Żebyś zauważyła, jak wyglądacie, gdy walczycie – odrzekła dziewczyna. – Już pomijam to, że Malcolm specjalnie dobiera tak pary. Zachowujecie się, jakbyście bali się siebie nawzajem skrzywdzić.
            Przewróciłam oczami. Nikt mi nie wmówi, że coś czuję do kogokolwiek. Szczególnie teraz, gdy planowałam po unormowaniu spraw z Rzymem znów starać się o wstąpienie do Łowczyń Artemidy.
            Wstałam i wrzuciłam do ogniska wydzieloną część śniadania.
            Proszę, bogini, dodaj mi odwagi, poprosiłam. Miałam nadzieję, że jakimś cudem się to spełni.


            Ruszyłam z Rachel w kierunku Wielkiego Domu. Z każdym krokiem coraz bardziej żałowałam tej decyzji i chciałam zawrócić.
            Co miałam odpowiedzieć na pytanie, skąd wiem o ataku? O Pocahontas nie mógł nikt wiedzieć. Na tym polegał system.
            Na sen też zbytnio nie mogłam tego zrzucić. Rzadko kiedy miałam prorocze sny, choć w ciągu ostatniego miesiąca trochę się ich nazbierało.
            Szybko wymyśliłam na poczekaniu piękną bajkę. Powtórzyłam ją sobie kilka razy w myślach i wydawało się, że nie ma logicznych nieścisłości. Problem był inny – nie umiałam zbytnio kłamać.

            Weszłyśmy do środka budynku. Zrobiło się przyjemnie chłodno.
            Chejron stał przy regale pełnym starych książek, szukając konkretnej (przynajmniej według mnie) pozycji.
            Wyrocznie odchrząknęła. Centaur natychmiast skierował na nas wzrok.
            – Ceira powiedziała, że to ważne – powiedziała rudowłosa. – I tajne.
            Poczułam na sobie spojrzenia ich obojga.
            – Rada podjęła decyzję – wydukałam cicho. – Przeciwstawiają się decyzji Reyny i zaatakują nasz Obóz.
            – Mogą tak? – spytał się koordynator.
            – Teoretycznie decyzja pretora jest ważniejsza od ich – odparłam. – Praktycznie, Reyna nic im teraz nie zrobi. Jeśli wyruszyła do Europy, jest za daleko, by zareagować. A Rzymianie wściekają się na nas o zniszczenie Nowego Rzymu. Nie odpuszczą, dopóki nie poleje się krew.
            – Ceiro, skąd to wiesz? – z ust Chejrona padło pytanie, którego się najbardziej bałam. Wzięłam głęboki oddech.
            – Dziś przypadkiem przeszłam koło granicy – skłamałam. – Usłyszałam rozmowę dwóch Rzymian, byli wściekli na Augustulusa i innych za nieposłuszeństwo. Na pewno chodzi o atak, nie ma innej opcji.
            Zapadła cisza.
            – O ile dobrze pamiętam, teraz pora treningu – przerwał milczenie centaur. – Wracaj na arenę.
            Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam. Odwróciłam się i wyszłam z Wielkiego Domu. Rachel szybko mnie dogoniła.
            – Dlaczego okłamałaś Chejrona? – spytała.
            – Słucham? – zdziwiłam się.
            – Nie słyszałaś tej rozmowy – wyjaśniła Wyrocznia. – Chejron może ci uwierzyć, ale nie ja. Wiesz o ataku z innego źródła, prawda?
            – Rachel – powiedziałam – ja naprawdę usłyszałam tych dwóch Rzymian.
            – Na pewno. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę. Masz szpiega u nich czy co?
            Przyspieszyłam kroku. Nie chciałam się tłumaczyć przed rudowłosą. Bo dlaczego miałabym się tłumaczyć przed zwykłą śmiertelniczką, bez ani kropli boskiej krwi?
            Rachel nadal coś do mnie mówiła, ale jej nie słuchałam. Odpowiadanie jej nie miałoby sensu, bo i tak by nie zrozumiała.


Rachel

            Ceira kłamała. Czułam to na milę.
            Prawdę mówiąc, miałam dość tych wszystkich jej tajemnic. Bo ile można?
            Wróciłam do Wielkiego Domu. Chejron kontynuował swoje poszukiwanie.
            – Pomóc? – zapytałam.
            – W niczym nie musisz mi pomagać – odparł centaur, przestając szukać. – Chociaż w jednym tak.
            – Słucham.
            – Mam plan, jak pokonać Rzymian – zaczął. – Jednak nikomu nie możesz go zdradzić. Rzymianie mogliby się dowiedzieć, to dość wredny naród.
            Kiwnęłam głową, zgadzając się na jego warunki.
            – Jak powiedziałaś, żaden heros nie może przejść przez barierę – kontynuował. – Więc to ty musisz to przeprowadzić, sama. Musisz im dać fałszywy plan Obozu i fałszywą strategię. Zrobimy im drugie Termopile.
            Fałszywa strategia i Termopile? Jakoś te dwie rzeczy nie łączyły mi się ze sobą.
            – Co mam zrobić? – spytałam.
            Psychicznie przygotowywałam się na wszystko. Gdzieś tam, na dnie duszy trochę się bałam, co mu przyszło do głowy.
            Chejron rozejrzał się wokół, po czym szeptem mi zaczął opowiadać.


Malcolm

            Zbliżała się noc. Kolejny raz wymigałem się od siedzenia przy ognisku.
            Na zewnątrz trwał nieustanny, chóralny śpiew obozowiczów. Gdyby nie on, już dawno bym zasnął.
            Chciałem spać, by odwrócić swoją uwagę od ostatnich wydarzeń. Tyle się wydarzyło…
            – Brat, śpisz? – usłyszałem nagle dziewczęcy, wysoki głos. Szybko zerwałem się z łóżka i rozejrzałem się wokół. Nikogo jednak nie zauważyłem.
            – Chyba trochę rzadko korzystasz z komórki Irydy – stwierdziła tajemnicza rozmówczyni. Teraz dopiero rozpoznałem, że to głos Elsy. – Szukaj, bracie, szukaj!
            Spojrzałem za siebie. Na ścianie zobaczyłem obraz, przedstawiający moją siostrę.
            – Nie można było szybciej? – spytała sarkastycznie. – Co tam w Obozie?
            – Rzymianie chcą nas chyba zaatakować – odparłem. – Kiedy wracasz?
            Dziewczyna spuściła głowę.
            – Już nigdy – odpowiedziała cicho.
            Nie wierzyłem własnym uszom. Elsa musiała wrócić do Obozu i to bez żadnego „ale”.
            Moja siostra podniosła głowę. Uśmiechała się smutno, a oczy miała pełne łez.
            – Malcolm, musicie uważać – powiedziała. – Po tym, jak skradziono Runo, założyłam barierę ochronną, ale ona nie wytrzyma zbyt długo. Jeśli Rzymianie naprawdę chcą was zaatakować, stanie się to jeszcze przed końcem tego miesiąca. Tak naprawdę, może się to stać w każdej chwili. Nawet teraz.
            – Jesteś tego pewna? – zapytałem.
            – Tak – odrzekła. – Bariery to nie moja działka, szczególnie te magiczne. W dodatku nie przepuszcza ona tylko potworów i herosów, ale jeśli taki gigant będzie chciał wejść… no cóż… bariera może się rozwalić w co najwyżej dziesięć minut.
            Zamurowało mnie. To wszystko brzmiało, jak żart.
            – Mogę mieć do ciebie prośbę, braciszku? – spytała. Kiwnąłem twierdząco głową. – Pilnuj Nightshade. Nie obchodzi mnie, jeśli mama kazała ci inaczej. Pilnuj Łowczyni. Dla niej to trudniejsze, niż ci się wydaje.
            – O co ci chodzi? – zapytałem. Nie rozumiałem, co chciała przez to powiedzieć.
            Elsa westchnęła.
            – Jeśli dowiesz się o niej coś, o czym ona ci nie powiedziała – zaczęła – czego nikt nie wie… coś, co może całkowicie zmienić waszą opinię o niej… spróbuj ją zrozumieć, błagam. Hera rozkazała jej milczeć i… ona to ukrywała, bo… dobra, nie wiem, dlaczego. Ale może się bała albo chciała was przed czymś obronić… sama nie wiem…
            – Jak to Hera rozkazała jej milczeć? – zdziwiłem się. Moja siostra już chciała mi odpowiedzieć, kiedy nagle połączenie zerwało.
            Na zewnątrz zapadł mrok. Znów się położyłem i myśląc nad słowami Elsy, zasnąłem.


            – Malcolm, budź się! – Katelyn potrząsnęła mną porządnie. – Chejron wzywa nas wszystkich na arenę.
            Otworzyłem oczy. Pierwsze spojrzałem na zegarek. Wskazówki wskazywały za dziesięć siódmą.
            Zostałem sam w kabinie. Szybko się ubrałem w obozowe rzeczy i pobiegłem na arenę. Tam dołączyłem do mojego rodzeństwa. Kątem oka zauważyłem Ceirę stojącą na samej górze.
            – Herosi! – zabrzmiał potężny głos centaura, a echo jeszcze bardziej pogłośniło jego słowa. – Rzymianie zaatakują nas, jak najszybciej będą mogli! W związku z przygotowaniem się do obrony Obozu został zmieniony plan dnia. Lekcje mitologii i greki zostały tymczasowo zawieszone. Od dziś zaczynając, skupiacie się jedynie na trenowaniu swych zdolności obronnych. Przerwy robicie jedynie na posiłki. Każdego dnia, po kolacji organizowany jest turniej w trzech kategoriach – walce mieczem, walce sztyletem i łucznictwie. Każdy z was ma wziąć udział w jednym z nich. Po zakończeniu tych turniejów dopiero możecie odejść. Zrozumiano?!
            – Tak jest! – odpowiedzieliśmy wszyscy chórem.
            Rozejrzałem się wokół. Każdy zdradzał swoją postawą czy wyrazem twarzy oznaki niepokoju.
            Spojrzałem się do tyłu, żeby zobaczyć reakcję Ceiry.
            Jedyne, co u niej zauważyłem, to smutek i świeży ślad łez.
_________________________________________________
     Zgodnie z obietnicą, rozdział ukazuje się we wrześniu. Kolejny będzie za tydzień w sobotę/niedzielę, w zależności od ilości mojego wolnego czasu, którego ilość nieubłaganie się zmniejsza.

       Czy ma ktoś pomysł, jak zatytułować ten rozdział? Bo ja patrzyłam i mam zero idei.

     Odnośnie pomysłów – jakbyście nazwali paring Ceira x Malcolm? Ciekawią mnie Wasze pomysły.
        Do wszystkich fanów ww. pary – trochę się podzieje w przyszłym rozdziale (mam plan, jupi jej!) właśnie w związku z nimi i  mam nadzieję, że to Was ucieszy.

        Jak na razie zajęta jeszcze jestem (prócz szkoły i pisania) wymyślaniem nowego szablonu i jeśli się uda – szykujcie się na małe zmiany w nazwach rozdziałów et cetera, et cetera... Ale jeśli się uda.

         Dziś to chyba tyle
Pozdrowienia z Berk
 Nike

PS:
Gdy to czytacie w dniach 1-4 października, autorka jest obecnie w Czechach ze swoją cudowną klasą (przez którą zresztą zabrakło czeskich koron w lubelskich kantorach), poznając plany nt. scenariuszy (umowa z kolegą, należącego do grupy teatralnej) i coś tam skrobiąc w dawnym zeszycie od pp.
W związku z tym autorka przeprasza, że nie pojawiają się jej komentarze na Waszych blogach, i obiecuje, że gdy wróci, te komentarze się pojawią.

6 komentarzy:

  1. Adsum!
    Długo mnie nie było, wiem… no ale co zrobić, jak się uczyć trzeba. No i zbiory zadań wytwarzają silniejsze pole grawitacyjne niż wcześniej, ale ten temat już omówiłam z Giermanem…
    w srebrną, lekką sukienkę — napisałabym raczej lekką srebrną, no i oczywiście bez przecinka.
    Powoli z wiru wyłoniła się — słowo powoli wskazuje na trwanie czynności, więc czasownik chyba powinien niedokonany…
    Spojrzałam się na nią — wspominałam już chyba o tym i wspomnę tyle razy, ile będzie trzeba: czasownik spojrzeć nie jest zwrotny. O ile popatrzeć się jeszcze można, tak spojrzeć się już nie.
    jedynie o Annabeth Chase słyszałam co nieco od Hery. — to chyba nic pozytywnego nie usłyszała, hehe.
    Kopciuszek zwariował. I to do granic możliwości. — w sensie Octavian? Bo tak mi wyszło…
    Byłam bliska płaczu. Jeszcze nigdy tak nie było. — ekspertem nie jestem, ale podchodzi mi to pod powtórzenie.
    Dziwnym trafem, nawet ambrozja nie była w stanie go uśmierzyć. — w sensie że miała ją przy sobie i sprawdziła?
    co sprawiła dla mnie trudnośćsprawiło. I rekcja chyba nie do końca poprawna.
    niż u innych lotce, ręcznie — bez przecinka.
    mojego „prawdziwego” imienia — dlaczego prawdziwego jest w cudzysłowie?
    Nie miałam ich na myśli. Mam znacznie potężniejszych „przyjaciół”. — uu, ostro. Ciekawe, o co chodzi. Znaczy się, o kogo.
    A jak tam sprawy z Malcolmem? — oooo, wzruszyłam się. Nie no, żartuję, takie kwestia raczej wywołują u mnie mdłości, zwłaszcza że ostatnio usłyszałam kilka podobnych pytań… tylko padło inne imię, rzecz jasna.
    – Ceira, nikt tu nie jest ślepy – odparła enigmatycznie Dare. – Coś między wami jest i nie zaprzeczysz temu. — nie widzę tu związku…
    Szczególnie teraz, gdy planowałam po unormowaniu spraw z Rzymem znów starać się o wstąpienie do Łowczyń Artemidy. — powiedziałabym, że to dobra decyzja, ale nie lubię Artemidy… chociaż w sumie może i dobra, nie wiem.
    Na sen też zbytnio nie mogłam tego zrzucić. — dlaczego nie? Chyba czegoś nie zrozumiałam…
    A Rzymianie się na nas o zniszczenie Nowego Rzymu. — brakuje czasownika.
    z ust Chejrona pasło pytaniepadło
    robimy im drugie Termopile. — drugie Termopile? Może być ciekawie, choć muszę przyznać, że już dawno przestałam interesować się historią starożytną.
    Teraz dopiero rozpoznałem, że to głos Elsy. — dobry Boże, ona jest wszędzie… nie mogłaby sobie raz darować?
    jak skradziono Runo założyłam — przecineczek po runie.
    tych turniejuturniejów
    Czy ma ktoś pomysł, jak zatytułować ten rozdział? Bo ja patrzyłam i mam zero idei. — jak na mój gust lepiej by było po prostu rozdziałów nie tytułować, ale to już indywidualna kwestia…
    wymyślaniem nowego szablonu — chcesz go zrobić sama czy pobrać? Bo jeśli to drugie, polecam Zaczarowane, chociaż najpierw radzę sprawdzić, czy tekst nie wyłazi poza ramki usw.
    Btw. Wcięcia w tekście robisz ręcznie? Łatwiej byłoby je ustawić w HTML-u, wtedy wszystkie byłyby równe i dodawanie ich stałoby się dużo prostsze.

    Generalnie rozdział pierwszorzędny nie jest, ale to podobnie jak ze moimi — rok szkolny się zaczął, czasu nie ma i tak dalej. Wiele błędów wynika z niedopatrzenia, myślę, że dałoby radę ich uniknąć, gdybyś jeszcze raz, a porządnie i uważnie przeczytała tekst przed publikacją. Reakcja Chejrona na wiadomość o możliwym (choć może i pewnym) ataku Rzymian raczej mnie nie zaskoczyła, ale za to ciekawi mnie, jak się to dalej potoczy… za rozwalenie CHB sto punktów dla Ciebie, no chyba że nie masz tego w planach… a mam nadzieję, że masz.
    W sumie więcej już chyba nie wyprodukuję, zwłaszcza że piszę jutro kartkówkę, więc wypadałoby coś powtórzyć, a chciałam jeszcze zrobić parę zadanek i może nawet pomolestować Kordiana
    Weny i dużo czasu~

    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział pisałam szybko, ponieważ chciałam go dodać przed wyjazdem do Czech, więc stąd te błędy. Kolejne pójdą już do Ośmiorniczki, nie ma rady.
      Błędy poprawię dopiero jutro, bo szkoła wzywa.

      Hera powiedziała o Annabeth coś, przez co Ceira trochę się jej boi.
      Ambrozję Ceira sprawdziła wcześniej i to kilka razy, ale ta nie działała.
      Prawdziwe jest w cudzysłowie, ponieważ Nightshade i tak częściej używała imienia, które jest obecne w opowiadaniu, lub zwracano się do niej po nazwisku.
      Potężni przyjaciele to garstka bogów, takich jak Hera, Hekate czy Nyks. Atena trochę z dystansem na nią patrzy (przecież walczyła z Rzymem).
      Elsa będzie już tylko wspominana, odstawiam ją na bok aż do początku drugiej części, gdzie będzie jedną z głównych bohaterek. Tak samo postępuję z Peterem. Jedynie Emily mi gdzieś tam świta w myślach.
      Rozwalenie CHB? Może troszeczkę. Na (prawie) kompletne musisz poczekać do końca drugiej części.

      Jeśli chodzi o rozdział, wcięcia od razu są robione w Wordzie. Niestety, nie wiem, jak robić je w HTML-u.

      Rozdział za najlepszy nie uważam, ale sprawdziany z całego poprzedniego roku szkolnego... Z kolejnym się bardziej postaram, ale następny też może być słabszy z powodu mniejszej ilości czasu.

      Okay, idę się uczyć.
      Weny i lekkiego roku szkolnego
      Pozdrowienia z Berk
      Nike

      Usuń
    2. Trochę mnie zaskoczyłaś, bo w sumie Annabeth jest ostatnią osobą (albo przynajmniej jedną z ostatnich), której bym się bała, ale ok...

      A propos tych akapitów: rozwiń sobie HTML, znajdź fragment ".post-body {" i między klamerki wklej "text-indent:25px;" (oczywiście jest to wartość przykładowa, możesz tam sobie wpisać dowolną liczbę). I wszystkie wcięcia wychodzą ładne, równe usw., tak więc polecam.

      Amnezja

      Usuń
    3. Ceira nie boi się Annabeth jako jej, ale jej reakcji, gdy ta się dowie, co Ceira zrobiła... Za kilka rozdziałów, gdy się pojawi cała Siódemka+Reyna+Nico, dowiesz się więcej.

      Wielkie dzięki z tymi akapitami. Już myślałam, że tego nie ma i wtedy rozwinęłam wszystko, by przekopiować do Worda do funkcji szukaj, ale się udało przypadkiem znaleźć.

      Jeszcze raz bardzo dziękuję
      Weny i powodzenia w szkole
      Pozdrowienia z Berk
      Nike

      Usuń
  2. Po pierwsze przepraszam za tak długą nieobecność ;_;.
    Jeśli chodzi o rozdział - całkiem w porządku. Podobało mi się. :) Jak zawsze dobrze się czyta, a ty potrafisz zainteresować czytelnika. Szczególnie dobre są te momenty jak Ceira myśli czy powiedzieć komuś o swojej przeszłości czy nie. Mam ochotę wtedy pójść i Cię udusić, bo mnie ciekawość zżera i nie mogę się doczekać kiedy uchylisz rąbka tajemnicy.
    Idę czytać dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miły komentarz.
      Nieobecność rozumiem - szkoła wykańcza wszystkich, bez wyjątku.
      Ceira się waha, bo z jednej strony połowa znajomych radzi, by się ujawniła, z drugiej ma zachować milczenie.

      Weny, lekkiej szkoły, wspaniałego roku 2015 i dużo wolnego czasu
      Pozdrowienia z Berk
      Nike

      Usuń