Ceira
Siedziałam na białym piasku,
ubrana w lekką srebrną sukienkę do kolan. Krystalicznie czyta woda co raz
obmywała moje stopy. Na błękitnym niebie nie znajdowała się ani jedna chmurka.
Mogłabym tak siedzieć godzinami.
Wszystko było idealne.
Aż za idealne, pomyślałam po
chwili.
Powoli wstałam i rozejrzałam się.
Plaża i ocean rozciągały się po horyzont. Nie zauważyłam nikogo w moim pobliżu.
Nagle powietrze przede mną
zawirowało. Powoli z wiru wyłaniała się postać czternastoletniej dziewczyny o
śniadej karnacji. Jej długie, czarne włosy zapleciono w misterny warkocz.
Ciemne oczy okolone długimi rzęsami wpatrywały się we mnie. Doskonałą figurę
podkreślał biały chiton ze srebrnymi haftami i paskiem w talii. Przez ramię
przewieszono łuk.
Zoe, rozpoznałam z radością zmarłą
Łowczynię.
– Ceiro – przemówiła – mam bardzo
mało czasu, więc posłuchaj mnie uważnie – kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
– Nieważne, co się stanie, musisz zostać w Obozie Herosów dopóty, dopóki Chione
nie zostanie pokonana. Inaczej ty zginiesz z jej ręki i to szybko. Choćby losy
świata zależały od tego, nie możesz opuszczać Obozu.
– Oczywiście – odparłam.
– Powiedz choć jednej osobie, kim
jesteś – kontynuowała brunetka. – Chodzi mi o greckich półbogów. Powiedz tym,
którym najbardziej ufasz. Trzymaj się Ateny, nie zdradzi cię, uszanuje wolę
Hery. Ares powinien postąpić tak samo.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
O kogo może jej chodzić?
– Bądź gotowa na walkę – dodała.
– W każdej możliwej chwili. Przygotuj na to Obóz. Sama wiesz, że temu twojemu
„Kopciuszkowi” wszystko może przyjść do głowy.
Niebo przykryły ciemne chmury.
Rozległ się mocny grzmot.
– Zaraz będę musiał odejść –
oznajmiła Zoe. – Będą uważać cię za martwą, wszyscy prócz Pocahontas. Chris i
Mae nie tracą nadziei. I nie stracą jej, póki nie zobaczą cię martwej, tak jak
zobaczyli Chloe.
Zaczęło padać. Grzmiało coraz
mocniej. Wraz z nasilającym dźwiękiem wrastał mój strach.
– Jesteś taka podobna do rodziców
– oczy Zoe zaszkliły się. – Zawsze wiedziałaś, kim jesteś. I że jesteś wolna.
Wolna na zawsze.
Obudziłam się. Serce biło mi jak opętane.
Za oknem zaczynało świtać. Obstawiałam, że są okolice piątej. Wiedziałam, że teraz – nawet gdybym chciała
tego z całego serca – już nie zasnę.
Wstałam cicho z łóżka i zaczęłam się ubierać. Umyłam twarz i zaczęłam
się zastanawiać nad słowami Zoe.
Trzymaj się Ateny, nie zdradzi
cię.
Czułam, że chodzi tu o Malcolma. Liz mogła być teraz gdziekolwiek.
Oprócz tej dwójki nie znałam żadnego dziecka Ateny, jedynie o Annabeth Chase
słyszałam co nieco od Hery.
Ale Malcolma też zbytnio nie znałam. Bynajmniej nie tak, jak znałam
Elisabet. Mimo to i tak mu powiedziałam za dużo o sobie. Nikt inny, kto
teraz przebywa w Obozie, nie wie o mnie
tyle, ile on.
Powiedz choć jednej osobie, kim
jesteś.
Od razu nie zgodziłam się z tym w myślach. To nie było takie łatwe. Niby
miałam tylko szesnaście lat, ale zbyt dużo się działo w moim życiu.
Wzięłam łuk i kołczan, po czym wyszłam na zewnątrz. Szybkim krokiem
ruszyłam w stronę lasu.
Minęły dwa dni, od kiedy dostałam wiadomość od Pocahontas, ale jeszcze
nikomu o tym nie wspomniałam, mimo iż wiedziałam, że to prawda. Kopciuszek
zwariował. I to do granic możliwości.
Gdy weszłam między drzewa, zaczęłam strzelać. Tylko jedna z dziesięciu strzał
trafiła tam, gdzie chciałam.
Byłam bliska płaczu. Jeszcze nigdy tak nie było. Wcześniej zaledwie parę
razy chybiłam. A po ataku gigantów… czułam się, jakby ktoś odebrał mi jakąś
supermoc, która polegała na tym, że zawsze trafiałam.
Nadgarstek prawej ręki zaczął mnie piec. Zacisnęłam zęby. Musiałam to
przetrwać. Dziwnym trafem, nawet ambrozja nie była w stanie go uśmierzyć.
Pozbierałam strzały, posługując się lewą ręką, co sprawiło dla mnie
trudność – jestem praworęczna.
Spojrzałam na ostatnią, zebraną przez siebie strzałę. Ta od zawsze była
wyjątkowa. To może dziwne, ale dostałam ją od Reyny i Jasona jako nagrodę za
swoją odwagę w walce. Na dłuższej niż u innych lotce ręcznie wymalowano
złotego orła Rzymu.
Obraz mi się rozmazał na wspomnienie moich przyjaciół. Tak, Reyna i
Jason zostali moimi przyjaciółmi. Ufali mi. A ja zostawiłam ich w najmniej
odpowiednim momencie, bez słowa wyjaśnienia, mimo że wiedziałam, co się stanie.
Wiedziałam, że Gaja powstaje już w sierpniu i że kiedyś znajdę się w
Obozie Herosów. Wiedziałam, że Jason straci pamięć i dopiero po kilku
miesiącach ją odzyska. Znałam cały plan Hery dokładniej niż sama bogini.
A mimo tej wiedzy nie przewidziałam jednego – że nienawiść Octaviana do
Greków osiągnie swoje apogeum i poprowadzi on wojska Rzymu pod granicę. Miałam
pewność, że to decyzja augura, a Reynę zmuszono do jej wykonania.
Poczułam, jak po policzkach lecą kolejne łzy. Na początku płakałam z
powodu wspomnień, teraz ze świadomości, że jestem słaba psychicznie.
Kiedyś tak nie było. Nie umiałam płakać. Jedyne, co zdarzało mi się
okazywać, to duma i radość ze zwycięstwa.
Otarłam oczy i schowałam strzałę. Nikt nie mógł wiedzieć, co się stało w
przeszłości, znać mojego przeszłego życia, mojego „prawdziwego” imienia, którym
jednak z rzadka się posługiwałam.
Wróciłam do kabiny. Obóz zaczynał się budzić i na zewnątrz zaczęli się
pojawiać wyspani herosi.
Przystanęłam na moment i spojrzałam się w kierunku granicy. Gdzieś tam
byli Rzymianie, czekający, by nas zaatakować. Mogłam ich zatrzymać, ale nie
miałam jak się do nich dostać.
Gdzieś tam była Pocahontas, moja znajoma. Nie ufałam jej na tyle, by
nazwać ją „przyjaciółką”, ale byłyśmy w dobrych stosunkach.
– A gdzie twoja zdobycz, Łowczyni? – usłyszałam czyjś szyderczy ton za
mną. Odwróciłam się i stanęłam oko w oko z trojgiem kruczowłosych dzieciaków
Nemezis – dwiema dziewczynami i ich bratem. Rozpoznałam tylko jedną osobę –
Maggie Serdown, ich grupową. Jej ciemne oczy wpatrywały się we mnie z
rozbawieniem.
– Nie ma potworów, więc nie mam na co polować – odparłam.
– Nie kłam – wycedziła Maggie. – Nie chodziło mi o potwory, tylko o coś,
co mi zabrałaś.
Parsknęłam śmiechem. Co ja mogłam jej zabrać?
– Co się głupio śmiejesz, Nightshade? – zapytał ze złością chłopak. –
Może nie wiesz, o kogo chodzi?
Jego siostra podeszła do mnie. Musiała nieco zadrzeć głowę, bo sięgała
mi ledwo ramienia.
– Odczep się lepiej od Malcolma lub pożałujesz, że się urodziłaś –
zagroziła mi.
– Nie jesteś zdolna zrobić mi nic, czego nie przeżyłam – odpowiedziałam
z uśmiechem.
– A te łzy to skąd? – spytała córka bogini zemsty. No tak, miałam
zaczerwienione oczy i pewnie ślady na policzkach. Świetnie.
– Nie twój interes – odrzekłam. – I uważaj, komu grozisz, bo niektórzy
mają za sobą potężnych sprzymierzeńców.
– Ja Rzymian się nie boję.
– Nie miałam ich na myśli. Mam znacznie potężniejszych „przyjaciół”.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę Wielkiego Domu, by stamtąd
skierować się do pawilonu jadalnego.
– Nie jesteś dziś głodna? – zapytała
Rachel. Już od dziesięciu minut „modliłam się” nad pustym talerzem, ponownie
zastanawiając się nad dzisiejszym snem.
– Rachel? – spytałam.
– Tak?
– Masz potem wolną chwilę? Przydałby
się też wtedy Chejron.
Rudowłosa spojrzała się na mnie
zdziwiona.
– A co się dzieje?
– Za dużo tu ludzi – odparłam. – A
to jest bardzo ważne. I dosyć tajne.
– To zaraz skończę i pójdziemy do
Wielkiego Domu. A teraz zjedz cokolwiek, bo Chejron planuje za godzinę
morderczy trening. I chyba ze stu konkursów. Zapisujesz się na łucznictwo?
– Nie – zaprzeczyłam, kiedy przede
mną pojawiły się zapiekane naleśniki z serem polane sosem czekoladowym. –
Ostatnio mi nie idzie.
Ukroiłam mały kawałek i włożyłam go
do ust. Przypomniałam sobie, gdy jadłam takie w Londynie, mając idealny widok
na Tower.
Zawczasu oddzieliłam połowę jako dar
dla Artemidy. Nawet wiedziałam, o co ją poproszę.
– A jak tam sprawy z Malcolmem? –
zapytała niespodziewanie Wyrocznia. Omal się nie zakrztusiłam.
– Słucham? – zdziwiłam się.
– Ceira, nikt tu nie jest ślepy –
odparła enigmatycznie Dare. – Coś między wami jest i nie zaprzeczysz temu.
– O czym ty mówisz? – nadal nie
rozumiałam, dlaczego wszyscy kojarzą mnie w parę z synem Ateny. – Jesteśmy
tylko znajomymi.
– Ta, jasne – w głosie Rachel dało
się wyczuć sarkazm. – Kto ci uwierzy w tę bajkę, a? Nawet jak zamienisz
„znajomi” na „przyjaciele”. Między wami jest coś więcej.
– Żartujesz sobie? – spojrzałam na
nią pobłażliwie. – Widzicie coś, czego nie ma.
– Żebyś zauważyła, jak wyglądacie,
gdy walczycie – odrzekła dziewczyna. – Już pomijam to, że Malcolm specjalnie
dobiera tak pary. Zachowujecie się, jakbyście bali się siebie nawzajem
skrzywdzić.
Przewróciłam oczami. Nikt mi nie
wmówi, że coś czuję do kogokolwiek. Szczególnie teraz, gdy planowałam po
unormowaniu spraw z Rzymem znów starać się o wstąpienie do Łowczyń Artemidy.
Wstałam i wrzuciłam do ogniska
wydzieloną część śniadania.
Proszę,
bogini, dodaj mi odwagi, poprosiłam. Miałam nadzieję, że jakimś cudem się
to spełni.
Ruszyłam z Rachel w kierunku
Wielkiego Domu. Z każdym krokiem coraz bardziej żałowałam tej decyzji i
chciałam zawrócić.
Co miałam odpowiedzieć na pytanie,
skąd wiem o ataku? O Pocahontas nie mógł nikt wiedzieć. Na tym polegał system.
Na sen też zbytnio nie mogłam tego
zrzucić. Rzadko kiedy miałam prorocze sny, choć w ciągu ostatniego miesiąca
trochę się ich nazbierało.
Szybko wymyśliłam na poczekaniu
piękną bajkę. Powtórzyłam ją sobie kilka razy w myślach i wydawało się, że nie
ma logicznych nieścisłości. Problem był inny – nie umiałam zbytnio kłamać.
Weszłyśmy do środka budynku. Zrobiło
się przyjemnie chłodno.
Chejron stał przy regale pełnym
starych książek, szukając konkretnej (przynajmniej według mnie) pozycji.
Wyrocznie odchrząknęła. Centaur
natychmiast skierował na nas wzrok.
– Ceira powiedziała, że to ważne –
powiedziała rudowłosa. – I tajne.
Poczułam na sobie spojrzenia ich
obojga.
– Rada podjęła decyzję – wydukałam
cicho. – Przeciwstawiają się decyzji Reyny i zaatakują nasz Obóz.
– Mogą tak? – spytał się
koordynator.
– Teoretycznie decyzja pretora jest
ważniejsza od ich – odparłam. – Praktycznie, Reyna nic im teraz nie zrobi.
Jeśli wyruszyła do Europy, jest za daleko, by zareagować. A Rzymianie wściekają się na
nas o zniszczenie Nowego Rzymu. Nie odpuszczą, dopóki nie poleje się krew.
– Ceiro, skąd to wiesz? – z ust
Chejrona padło pytanie, którego się najbardziej bałam. Wzięłam głęboki oddech.
– Dziś przypadkiem przeszłam koło
granicy – skłamałam. – Usłyszałam rozmowę dwóch Rzymian, byli wściekli na
Augustulusa i innych za nieposłuszeństwo. Na pewno chodzi o atak, nie ma innej
opcji.
Zapadła cisza.
– O ile dobrze pamiętam, teraz pora
treningu – przerwał milczenie centaur. – Wracaj na arenę.
Kiwnęłam głową na znak, że
zrozumiałam. Odwróciłam się i wyszłam z Wielkiego Domu. Rachel szybko mnie
dogoniła.
– Dlaczego okłamałaś Chejrona? –
spytała.
– Słucham? – zdziwiłam się.
– Nie słyszałaś tej rozmowy –
wyjaśniła Wyrocznia. – Chejron może ci uwierzyć, ale nie ja. Wiesz o ataku z
innego źródła, prawda?
– Rachel – powiedziałam – ja naprawdę
usłyszałam tych dwóch Rzymian.
– Na pewno. Uważaj, bo ci jeszcze
uwierzę. Masz szpiega u nich czy co?
Przyspieszyłam kroku. Nie chciałam
się tłumaczyć przed rudowłosą. Bo dlaczego miałabym się tłumaczyć przed zwykłą
śmiertelniczką, bez ani kropli boskiej krwi?
Rachel nadal coś do mnie mówiła, ale
jej nie słuchałam. Odpowiadanie jej nie miałoby sensu, bo i tak by nie
zrozumiała.
Rachel
Ceira kłamała. Czułam to na milę.
Prawdę mówiąc, miałam dość tych
wszystkich jej tajemnic. Bo ile można?
Wróciłam do Wielkiego Domu. Chejron
kontynuował swoje poszukiwanie.
– Pomóc? – zapytałam.
– W niczym nie musisz mi pomagać –
odparł centaur, przestając szukać. – Chociaż w jednym tak.
– Słucham.
– Mam plan, jak pokonać Rzymian –
zaczął. – Jednak nikomu nie możesz go zdradzić. Rzymianie mogliby się
dowiedzieć, to dość wredny naród.
Kiwnęłam głową, zgadzając się na
jego warunki.
– Jak powiedziałaś, żaden heros nie
może przejść przez barierę – kontynuował. – Więc to ty musisz to przeprowadzić,
sama. Musisz im dać fałszywy plan Obozu i fałszywą strategię. Zrobimy im drugie
Termopile.
Fałszywa strategia i Termopile?
Jakoś te dwie rzeczy nie łączyły mi się ze sobą.
– Co mam zrobić? – spytałam.
Psychicznie przygotowywałam się na
wszystko. Gdzieś tam, na dnie duszy trochę się bałam, co mu przyszło do głowy.
Chejron rozejrzał się wokół, po czym
szeptem mi zaczął opowiadać.
Malcolm
Zbliżała się noc. Kolejny raz
wymigałem się od siedzenia przy ognisku.
Na zewnątrz trwał nieustanny,
chóralny śpiew obozowiczów. Gdyby nie on, już dawno bym zasnął.
Chciałem spać, by odwrócić swoją
uwagę od ostatnich wydarzeń. Tyle się wydarzyło…
– Brat, śpisz? – usłyszałem nagle
dziewczęcy, wysoki głos. Szybko zerwałem się z łóżka i rozejrzałem się wokół.
Nikogo jednak nie zauważyłem.
– Chyba trochę rzadko korzystasz z komórki
Irydy – stwierdziła tajemnicza rozmówczyni. Teraz dopiero rozpoznałem, że to
głos Elsy. – Szukaj, bracie, szukaj!
Spojrzałem za siebie. Na ścianie
zobaczyłem obraz, przedstawiający moją siostrę.
– Nie można było szybciej? – spytała
sarkastycznie. – Co tam w Obozie?
– Rzymianie chcą nas chyba
zaatakować – odparłem. – Kiedy wracasz?
Dziewczyna spuściła głowę.
– Już nigdy – odpowiedziała cicho.
Nie wierzyłem własnym uszom. Elsa
musiała wrócić do Obozu i to bez żadnego „ale”.
Moja siostra podniosła głowę.
Uśmiechała się smutno, a oczy miała pełne łez.
– Malcolm, musicie uważać –
powiedziała. – Po tym, jak skradziono Runo, założyłam barierę ochronną, ale ona
nie wytrzyma zbyt długo. Jeśli Rzymianie naprawdę chcą was zaatakować, stanie
się to jeszcze przed końcem tego miesiąca. Tak naprawdę, może się to stać w
każdej chwili. Nawet teraz.
– Jesteś tego pewna? – zapytałem.
– Tak – odrzekła. – Bariery to nie
moja działka, szczególnie te magiczne. W dodatku nie przepuszcza ona tylko
potworów i herosów, ale jeśli taki gigant będzie chciał wejść… no cóż… bariera
może się rozwalić w co najwyżej dziesięć minut.
Zamurowało mnie. To wszystko
brzmiało, jak żart.
– Mogę mieć do ciebie prośbę,
braciszku? – spytała. Kiwnąłem twierdząco głową. – Pilnuj Nightshade. Nie
obchodzi mnie, jeśli mama kazała ci inaczej. Pilnuj Łowczyni. Dla niej to
trudniejsze, niż ci się wydaje.
– O co ci chodzi? – zapytałem. Nie
rozumiałem, co chciała przez to powiedzieć.
Elsa westchnęła.
– Jeśli dowiesz się o niej coś, o
czym ona ci nie powiedziała – zaczęła – czego nikt nie wie… coś, co może
całkowicie zmienić waszą opinię o niej… spróbuj ją zrozumieć, błagam. Hera
rozkazała jej milczeć i… ona to ukrywała, bo… dobra, nie wiem, dlaczego. Ale
może się bała albo chciała was przed czymś obronić… sama nie wiem…
– Jak to Hera rozkazała jej milczeć?
– zdziwiłem się. Moja siostra już chciała mi odpowiedzieć, kiedy nagle
połączenie zerwało.
Na zewnątrz zapadł mrok. Znów się
położyłem i myśląc nad słowami Elsy, zasnąłem.
– Malcolm, budź się! – Katelyn
potrząsnęła mną porządnie. – Chejron wzywa nas wszystkich na arenę.
Otworzyłem oczy. Pierwsze spojrzałem
na zegarek. Wskazówki wskazywały za dziesięć siódmą.
Zostałem sam w kabinie. Szybko się ubrałem
w obozowe rzeczy i pobiegłem na arenę. Tam dołączyłem do mojego rodzeństwa.
Kątem oka zauważyłem Ceirę stojącą na samej górze.
– Herosi! – zabrzmiał potężny głos
centaura, a echo jeszcze bardziej pogłośniło jego słowa. – Rzymianie zaatakują
nas, jak najszybciej będą mogli! W związku z przygotowaniem się do obrony Obozu
został zmieniony plan dnia. Lekcje mitologii i greki zostały tymczasowo
zawieszone. Od dziś zaczynając, skupiacie się jedynie na trenowaniu swych
zdolności obronnych. Przerwy robicie jedynie na posiłki. Każdego dnia, po
kolacji organizowany jest turniej w trzech kategoriach – walce mieczem, walce
sztyletem i łucznictwie. Każdy z was ma wziąć udział w jednym z nich. Po
zakończeniu tych turniejów dopiero możecie odejść. Zrozumiano?!
– Tak jest! – odpowiedzieliśmy
wszyscy chórem.
Rozejrzałem się wokół. Każdy
zdradzał swoją postawą czy wyrazem twarzy oznaki niepokoju.
Spojrzałem się do tyłu, żeby zobaczyć
reakcję Ceiry.
Jedyne, co u niej zauważyłem, to smutek
i świeży ślad łez.
_________________________________________________
Zgodnie z obietnicą, rozdział ukazuje się we wrześniu. Kolejny będzie za tydzień w sobotę/niedzielę, w zależności od ilości mojego wolnego czasu, którego ilość nieubłaganie się zmniejsza.
Czy ma ktoś pomysł, jak zatytułować ten rozdział? Bo ja patrzyłam i mam zero idei.
Odnośnie pomysłów – jakbyście nazwali paring Ceira x Malcolm? Ciekawią mnie Wasze pomysły.
Do wszystkich fanów ww. pary – trochę się podzieje w przyszłym rozdziale (mam plan, jupi jej!) właśnie w związku z nimi i mam nadzieję, że to Was ucieszy.
Jak na razie zajęta jeszcze jestem (prócz szkoły i pisania) wymyślaniem nowego szablonu i jeśli się uda – szykujcie się na małe zmiany w nazwach rozdziałów et cetera, et cetera... Ale jeśli się uda.
Dziś to chyba tyle
Pozdrowienia z Berk
Nike
PS:
Gdy to czytacie w dniach 1-4 października, autorka jest obecnie w Czechach ze swoją cudowną klasą (przez którą zresztą zabrakło czeskich koron w lubelskich kantorach), poznając plany nt. scenariuszy (umowa z kolegą, należącego do grupy teatralnej) i coś tam skrobiąc w dawnym zeszycie od pp.
W związku z tym autorka przeprasza, że nie pojawiają się jej komentarze na Waszych blogach, i obiecuje, że gdy wróci, te komentarze się pojawią.
Adsum!
OdpowiedzUsuńDługo mnie nie było, wiem… no ale co zrobić, jak się uczyć trzeba. No i zbiory zadań wytwarzają silniejsze pole grawitacyjne niż wcześniej, ale ten temat już omówiłam z Giermanem…
w srebrną, lekką sukienkę — napisałabym raczej lekką srebrną, no i oczywiście bez przecinka.
Powoli z wiru wyłoniła się — słowo powoli wskazuje na trwanie czynności, więc czasownik chyba powinien niedokonany…
Spojrzałam się na nią — wspominałam już chyba o tym i wspomnę tyle razy, ile będzie trzeba: czasownik spojrzeć nie jest zwrotny. O ile popatrzeć się jeszcze można, tak spojrzeć się już nie.
jedynie o Annabeth Chase słyszałam co nieco od Hery. — to chyba nic pozytywnego nie usłyszała, hehe.
Kopciuszek zwariował. I to do granic możliwości. — w sensie Octavian? Bo tak mi wyszło…
Byłam bliska płaczu. Jeszcze nigdy tak nie było. — ekspertem nie jestem, ale podchodzi mi to pod powtórzenie.
Dziwnym trafem, nawet ambrozja nie była w stanie go uśmierzyć. — w sensie że miała ją przy sobie i sprawdziła?
co sprawiła dla mnie trudność — sprawiło. I rekcja chyba nie do końca poprawna.
niż u innych lotce, ręcznie — bez przecinka.
mojego „prawdziwego” imienia — dlaczego prawdziwego jest w cudzysłowie?
Nie miałam ich na myśli. Mam znacznie potężniejszych „przyjaciół”. — uu, ostro. Ciekawe, o co chodzi. Znaczy się, o kogo.
A jak tam sprawy z Malcolmem? — oooo, wzruszyłam się. Nie no, żartuję, takie kwestia raczej wywołują u mnie mdłości, zwłaszcza że ostatnio usłyszałam kilka podobnych pytań… tylko padło inne imię, rzecz jasna.
– Ceira, nikt tu nie jest ślepy – odparła enigmatycznie Dare. – Coś między wami jest i nie zaprzeczysz temu. — nie widzę tu związku…
Szczególnie teraz, gdy planowałam po unormowaniu spraw z Rzymem znów starać się o wstąpienie do Łowczyń Artemidy. — powiedziałabym, że to dobra decyzja, ale nie lubię Artemidy… chociaż w sumie może i dobra, nie wiem.
Na sen też zbytnio nie mogłam tego zrzucić. — dlaczego nie? Chyba czegoś nie zrozumiałam…
A Rzymianie się na nas o zniszczenie Nowego Rzymu. — brakuje czasownika.
z ust Chejrona pasło pytanie — padło
robimy im drugie Termopile. — drugie Termopile? Może być ciekawie, choć muszę przyznać, że już dawno przestałam interesować się historią starożytną.
Teraz dopiero rozpoznałem, że to głos Elsy. — dobry Boże, ona jest wszędzie… nie mogłaby sobie raz darować?
jak skradziono Runo założyłam — przecineczek po runie.
tych turnieju — turniejów
Czy ma ktoś pomysł, jak zatytułować ten rozdział? Bo ja patrzyłam i mam zero idei. — jak na mój gust lepiej by było po prostu rozdziałów nie tytułować, ale to już indywidualna kwestia…
wymyślaniem nowego szablonu — chcesz go zrobić sama czy pobrać? Bo jeśli to drugie, polecam Zaczarowane, chociaż najpierw radzę sprawdzić, czy tekst nie wyłazi poza ramki usw.
Btw. Wcięcia w tekście robisz ręcznie? Łatwiej byłoby je ustawić w HTML-u, wtedy wszystkie byłyby równe i dodawanie ich stałoby się dużo prostsze.
Generalnie rozdział pierwszorzędny nie jest, ale to podobnie jak ze moimi — rok szkolny się zaczął, czasu nie ma i tak dalej. Wiele błędów wynika z niedopatrzenia, myślę, że dałoby radę ich uniknąć, gdybyś jeszcze raz, a porządnie i uważnie przeczytała tekst przed publikacją. Reakcja Chejrona na wiadomość o możliwym (choć może i pewnym) ataku Rzymian raczej mnie nie zaskoczyła, ale za to ciekawi mnie, jak się to dalej potoczy… za rozwalenie CHB sto punktów dla Ciebie, no chyba że nie masz tego w planach… a mam nadzieję, że masz.
W sumie więcej już chyba nie wyprodukuję, zwłaszcza że piszę jutro kartkówkę, więc wypadałoby coś powtórzyć, a chciałam jeszcze zrobić parę zadanek i może nawet pomolestować Kordiana…
Weny i dużo czasu~
Amnezja
Rozdział pisałam szybko, ponieważ chciałam go dodać przed wyjazdem do Czech, więc stąd te błędy. Kolejne pójdą już do Ośmiorniczki, nie ma rady.
UsuńBłędy poprawię dopiero jutro, bo szkoła wzywa.
Hera powiedziała o Annabeth coś, przez co Ceira trochę się jej boi.
Ambrozję Ceira sprawdziła wcześniej i to kilka razy, ale ta nie działała.
Prawdziwe jest w cudzysłowie, ponieważ Nightshade i tak częściej używała imienia, które jest obecne w opowiadaniu, lub zwracano się do niej po nazwisku.
Potężni przyjaciele to garstka bogów, takich jak Hera, Hekate czy Nyks. Atena trochę z dystansem na nią patrzy (przecież walczyła z Rzymem).
Elsa będzie już tylko wspominana, odstawiam ją na bok aż do początku drugiej części, gdzie będzie jedną z głównych bohaterek. Tak samo postępuję z Peterem. Jedynie Emily mi gdzieś tam świta w myślach.
Rozwalenie CHB? Może troszeczkę. Na (prawie) kompletne musisz poczekać do końca drugiej części.
Jeśli chodzi o rozdział, wcięcia od razu są robione w Wordzie. Niestety, nie wiem, jak robić je w HTML-u.
Rozdział za najlepszy nie uważam, ale sprawdziany z całego poprzedniego roku szkolnego... Z kolejnym się bardziej postaram, ale następny też może być słabszy z powodu mniejszej ilości czasu.
Okay, idę się uczyć.
Weny i lekkiego roku szkolnego
Pozdrowienia z Berk
Nike
Trochę mnie zaskoczyłaś, bo w sumie Annabeth jest ostatnią osobą (albo przynajmniej jedną z ostatnich), której bym się bała, ale ok...
UsuńA propos tych akapitów: rozwiń sobie HTML, znajdź fragment ".post-body {" i między klamerki wklej "text-indent:25px;" (oczywiście jest to wartość przykładowa, możesz tam sobie wpisać dowolną liczbę). I wszystkie wcięcia wychodzą ładne, równe usw., tak więc polecam.
Amnezja
Ceira nie boi się Annabeth jako jej, ale jej reakcji, gdy ta się dowie, co Ceira zrobiła... Za kilka rozdziałów, gdy się pojawi cała Siódemka+Reyna+Nico, dowiesz się więcej.
UsuńWielkie dzięki z tymi akapitami. Już myślałam, że tego nie ma i wtedy rozwinęłam wszystko, by przekopiować do Worda do funkcji szukaj, ale się udało przypadkiem znaleźć.
Jeszcze raz bardzo dziękuję
Weny i powodzenia w szkole
Pozdrowienia z Berk
Nike
Po pierwsze przepraszam za tak długą nieobecność ;_;.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o rozdział - całkiem w porządku. Podobało mi się. :) Jak zawsze dobrze się czyta, a ty potrafisz zainteresować czytelnika. Szczególnie dobre są te momenty jak Ceira myśli czy powiedzieć komuś o swojej przeszłości czy nie. Mam ochotę wtedy pójść i Cię udusić, bo mnie ciekawość zżera i nie mogę się doczekać kiedy uchylisz rąbka tajemnicy.
Idę czytać dalej. :)
Dzięki za miły komentarz.
UsuńNieobecność rozumiem - szkoła wykańcza wszystkich, bez wyjątku.
Ceira się waha, bo z jednej strony połowa znajomych radzi, by się ujawniła, z drugiej ma zachować milczenie.
Weny, lekkiej szkoły, wspaniałego roku 2015 i dużo wolnego czasu
Pozdrowienia z Berk
Nike