Rebecca usiadła na mocnej i grubej gałęzi. Dla niej, wnuczki Marsa, nie był
to jakiś nadzwyczajny wyczyn. Dobrze pamiętała swoje wyczyny z dzieciństwa, gdy
konkurowała ze swoim starszym bratem, Ralphem.
Dziewczyna nie wybrała drzewa przypadkowo. Wiedziała, że wspinając się
na nie, znajdzie się nad naradzającymi się – choć bardziej pasującym
określeniem byłoby „kłócącymi się” – centurionami i usłyszy każde ich słowo.
Ciemne oczy dziewczyny wpatrywały się w dół. Dokładnie pod nią był
najbardziej nielubiany przez nią człowiek – Octavian. Jeszcze miała w pamięci
to, jak zabierał jej ukochane pluszaki.
– Musimy zaatakować – powiedział blondyn. – Grecy muszą ponieść karę za
zniszczenia Nowego Rzymu!
– Octavian, uspokój się – przemówiła Sia, centurion trzeciej kohorty. –
Przecież Reyna zakazała nam atakowania Obozu.
– Reyna zakazała, Reyna zakazała – augur zaczął przedrzeźniać swoją
koleżankę. – Reyny tu teraz nie ma. A Grecy muszą ponieść karę.
Rebecca westchnęła cicho. Tylko trzy osoby umiały powstrzymać Octaviana.
Cztery, jeśli liczyć tę grecką córkę Wenus.
Gdyby Cal tu była, pomyślała o wnuczce Hekate,
która dostała od Reyny i Jasona specjalną funkcję ich zastępcy.
Na dole Sia i Octavian kłócili się o to, czy powinni zaatakować.
– Dajcie spokój! – przerwał im Brian, ciemnoskóry syn Wulkana. – Cała
armia was słyszy.
– Może zróbmy głosowanie, czy atakujemy – zaproponowała Liza. – Kto za?
Rękę podnieśli wszyscy oprócz Sii i Briana.
Rebecca wytrzeszczyła oczy. Jak centurioni mogli zignorować rozkaz
Reyny?
Cal, jesteś naszą ostatnią
nadzieją,
pomyślała. Ale jak mogła powiadomić dziewczynę o tej decyzji?
Spojrzała w górę. Na czubku drzewa siedziały rzymskie orły, jakie zabrali
ze sobą.
To szalone, pomyślała Rebecca o swoim pomyśle.
Ale to jedyny sposób.
Ceira
Otworzyłam oczy. Stałam przed
zawaloną jaskinią.
Kamień spadł mi z serca, gdy dotarło
do mnie, że już jestem w Obozie; że ten cały koszmar związany z Drogą Wilka się
skończył.
Ciekawe,
ile czasu mnie nie było, pomyślałam. Na Drodze Wilka czas jest nieregularny
– czasem płynie szybciej, czasem wolniej w porównaniu z rzeczywistym.
Miałam nadzieję, że nie spędziłam
tam iluś miesięcy i Obóz jeszcze żyje.
Ruszyłam w stronę Sosny Thalii.
Prawdę mówiąc, nie wiedziałam, w jakim miejscu Obozu jestem, ale jak na razie
uschnięte drzewo stało się moim drogowskazem. Stamtąd znałam już drogę do
Wielkiego Domu.
Nagle usłyszałam, że ktoś rozmawia
niedaleko mnie. Schowałam się za pobliskim, szerokim dębem, by mnie nikt nie
zobaczył.
– Zabiję ich wszystkich – powiedział
jakiś chłopak. – Tacy ludzie jak oni nie powinni istnieć na świecie.
– Grecy powinni ponieść karę za
zniszczenie naszego miasta – odparła dziewczyna. – Nie rozumiem, dlaczego Sia
była przeciw atakowi.
– Jak to? – zdziwił się jej
towarzysz. – Sia to marionetka Reyny, wykona jej każdy rozkaz.
– Jak myślisz, co by na to wszystko
powiedziała Cal?
– A skąd to mogę wiedzieć, Eve?
Dobrze wiesz, że Cal była nieprzewidywalna. Szanowała Reynę i Jasona, ale
czasem się im przeciwstawiała, a nawet stawała po stronie Octaviana.
– Szkoda, że jej z nami nie ma.
– I to cholernie. Nigdy nie chybiła.
Taka nasza wersja Tella, no nie?
– Ja – odparła mu po niemiecku Eve. – Z nią mogliśmy sami pokonać
Kronosa. Ona, Jason i Reyna pokonaliby Gaję.
Oczywiście,
że tak, odparłam sarkastycznie w myślach. Tylko zginęliby, zanim się zdążyli zbliżyć.
Co jak co, ale te dzieciaki (na
pewno nimi byli psychicznie) za bardzo idealizowali swoich bohaterów. A jako
Rzymianie nie wiedzieli, że się znajdują tak blisko granicy Obozu.
Chciałam zobaczyć ich twarze, ale
próbując wejść na drzewo, zdradziłabym się. Postanowiłam spróbować cienia.
Usłyszałam czyjejś kroki. Mimo
największych chęci, nijak nie mogłam się przemieścić.
Nagle usłyszałam dźwięk, jakby kogoś
odrzuciła do tyłu.
– Co do… - zaczęła po łacinie
dziewczyna, wcześniej nazwana Eve.
Wyjrzałam lekko za drzewa. Ilekroć
Rzymianka i jej kolega chcieli zrobić krok do przodu, pojawiała się poświata
jakby bariery w kolorze śniegu.
Od razu wiedziałam, że to sprawka
Elisabet. Tak samo jak to, że zrobiła to, by nas obronić przed wszelkimi
atakami.
– Jak myślisz, co tu jest? – zapytał
chłopak.
– Magia – odpowiedziała dziewczyna.
– Czuję magię. Silniejszą niż kiedykolwiek wcześniej.
– Grecy – oczy Rzymianina zabłysły.
– Pewnie chowają się tu.
– Tchórze – dodała Eve. – Nawet
walczyć nie chcą.
Przewróciłam oczami. Najchętniej
zareagowałabym, ale i tak to nic by nie dało.
Liz wiedziała o zdradzie niektórych półbogów i dlatego zastosowała taką,
a nie inną barierę. Wątpiłam, by wiedziała o decyzji Rzymian, chociaż z nią
wszystko było możliwe.
Dzieciaki – na oko oboje nie
wyglądali na starszych niż dwanaście lat – jeszcze parę razy próbowały przebić
barierę, ale nieudanie. Po chwili odeszli, rozmawiając o tej swoistej
przeszkodzie.
Żeby nikt mnie nie zobaczył, szybko
pobiegłam w stronę Sosny Thalii, przy okazji rozglądając się dookoła. Nikogo
jednak nie zauważyłam. Stamtąd skręciłam w kierunku budynków Obozu.
– Nareszcie się znalazłaś, jak widzę
– usłyszałam głos Rachel, gdy przebiegałam obok Wielkiego Domu. Zatrzymałam
się.
– Ile mnie nie było? – spytałam.
– Zniknęłaś przedwczoraj – odparła
rudowłosa, podchodząc do mnie. – Co się stało?
– Lepiej, żebyś nie wiedziała –
odpowiedziałam. – Na szczęście to jest za mną. I mamy większe problemy.
– Jakie?
– Rzymianie na granicy.
– Na granicy? – ton głosu wyroczni
był pełen paniki. – Jesteś pewna, że jej nie przekroczyli?
– Nie – uspokoiłam ją. – Nie mogą.
Liz stworzyła barierę.
– Ale ja i Grover przeszliśmy.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Trochę to dziwnie wyglądało.
– Rozmawialiście z Reyną? –
zapytałam nagle.
– Tak – odrzekła. – Powiedziała, że
nas nie zaatakuje.
– Co nie oznacza, że poszczególne
jednostki tego nie zrobią – dodałam. – Wiesz, mogą się trochę na nas złościć za
Nowy Rzym… Nie wyśmiewaliście się z jej inicjałów, prawda?
– Ja nie – Rachel była zmieszana. –
Ale Grover…
Przewróciłam oczami. Reyna
nienawidziła, gdy ktoś się śmiał właśnie z tego, dlatego mało kto znał jej
pełne nazwisko.
– Ceira, mam pytanko – oznajmiła
rudowłosa po długiej chwili ciszy. – Skąd ty znasz Reynę i resztę?
– Walczyłam z Reyną i Jasonem –
odparłam szybko. – W czasie walki nie patrzysz, czy twój towarzysz jest
Grekiem, czy Rzymianinem, byleby cię nie zdradził.
– A walczyłaś z nimi, gdy obalali
Kriosa? – spytała.
Zamarłam. Nie mogłam wymówić ani
jednego słowa.
Przecież nikomu nie mówiłam o tym. Skąd więc Rachel się o to zapytała?
Dzieli
cię tylko mały krok od tego, by wszyscy zaczęli cię uważać za zdrajczynię,
przypomniałam sobie słowa Ariadny. Miałam nadzieję, że się nie spełnią, a jednak.
– Dlaczego tak myślisz? – zapytałam,
gdy już odzyskałam głos.
– Wizja – odpowiedziała. – Gaja
powiedziała w niej, że bez ciebie Jason nie pokonałby Kriosa. I mówiła coś
jeszcze o planie Hery.
Westchnęłam cicho. Ta dziewczyna
zdecydowanie za dużo się dowiedziała o mnie z tej wizji. Na szczęście, nie
dowiedziała się najważniejszego.
Nie dowiedziała się, kim naprawdę
jestem.
Malcolm
Wracałem z zajęć z mitologii i – w
razie czego – przeszedłem obok Wielkiego Domu. Miałem nadzieję, że Ceira już
się odnalazła. Tiny była bezpieczna na Olimpie – Elsa mi to powiedziała we
śnie.
Gdy zobaczyłem Nightshade
rozmawiającą z Rachel, przystanąłem. Nie wierzyłem własnym oczom. Dopiero po
chwili podszedłem do nich.
– Nareszcie wróciłaś! – powiedziałem
z radością. Chętnie bym przytulił wnuczkę Nyks, ale nie chciałem tez stawiać
jej w niewygodnej pozycji przed Rachel.
– Jakoś się mi udało przeżyć –
odparła dziewczyna, uśmiechając się.
– Mamy duże kłopoty, Malcolm –
oznajmiła nasza wyrocznia. – Ceira widziała dwóch Rzymian na granicy.
– Ale przecież sama mówiłaś, że mamy
od Reyny gwarancję nietykalności – zacząłem.
– To powiedziała Reyna – zauważyła
Łowczyni. – A teraz Reyny nie ma, wyruszyła do Europy. Teraz wszystko w rękach
centurionów. Jeżeli oni zdecydują się nas zaatakować, zrobią to.
Popatrzyłem na nią zdziwiony. Skąd
tyle wiedziała o rzymskiej armii?
– Czyli będzie walka? – zapytałem,
by się upewnić.
– Jak na razie nie wiemy – odparła
Ceira, poprawiając przeszkadzający jej kosmyk jasnobrązowych włosów. –
Widziałam tylko dwójkę, nic nie mówili o ostatecznej decyzji. W każdej większej
grupie znajdą się osoby, które pozwalają sobie na samowolkę.
– Lepiej, byście już wymyślali
strategię – dodała rudowłosa. – Zawsze się nam przyda.
– Gdyby mnie wtedy Chejron puścił,
wszystko byłoby inaczej – stwierdziła szatynka. – Nie ważyliby się nas
zaatakować.
Z każdym słowem moje zdziwienie
rosło. Dlaczego Rzymianie mieliby słuchać jej, wnuczki greckiej bogini?
Całe popołudnie spędziłem z Rachel,
Chejronem i Ceirą, która odpowiadała nam na wszelkie pytania odnośnie Drogi
Wilka. Okazało się, że tylko w jednym miejscu można skontaktować się i pomóc
osobie przechodzącej tę drogę i za każdym razem wygląda ona inaczej. Jest ona
też umieszczona pomiędzy światem na ziemi a podziemiem, a czas płynie tam
nieregularnie.
Z Wielkiego Domu wracałem razem z
Ceirą.
– Mogę się cię o coś spytać? –
zacząłem rozmowę.
– Właśnie to zrobiłeś – zauważyła
dziewczyna. – Ale masz jeszcze jedną szansę.
– Skąd znasz moją siostrę? –
zapytałem.
– A którą dokładnie?
– Elsę.
Nightshade westchnęła cicho.
– Poznałyśmy się kilka lat temu w
Londynie – odparła. – Tam żył mój dziadek. Wszystko dzięki Sadie.
– Dzięki komu? – spytałem.
– Dzięki Sadie Kane – powtórzyła. –
Od małego się znałyśmy, nasi dziadkowie mieszkali na tej samej ulicy. Nie wiem,
skąd znała Liz.
– Możesz powtórzyć ostatnie zdanie?
– Nie wiem, skąd znała Liz – w
głosie Łowczyni wyczułem niepewność.
Liz. Tak nazwał Dionizos moją „niby”
siostrę.
– Przecież my nie mówimy o żadnej
Liz – powiedziałem. – Tylko o Elsie.
Ceira parsknęła śmiechem.
– Oba imiona są skrótami od Elisabet
– odparła z uśmiechem na ustach. – Nie wiedziałeś o tym?
Wszystko zaczęło się układać w mojej
głowie. Elsa tu była jako Jelena.
Dlatego Marlene zapytała, czy
przybyła z Ariadną. Bo od początku wiedziała, że chodzi o Elsę.
– Ziemia do Malcolma! – Ceira
zaczęła machać mi przed oczami. – Nad czym tak myślisz?
Spojrzałem się na nią
zdezorientowany. Śmiała się.
Rozbawiłem ją moim powolnym tokiem myślowym. Świetnie.
Najchętniej bym udawał obrażonego,
ale na widok jej szerokiego uśmiechu sam też się uśmiechnąłem.
– Kontynuuj – zachęciłem ją do
dalszej opowieści.
– Nie mam już o czym – odrzekła. –
Opowieść skończona. Co, spodziewałeś się, że ci opiszę jakąś mega krwawą walkę,
w której walczyłyśmy razem i wtedy się zaprzyjaźniłyśmy?
– Oczekiwałem czegoś dłuższego i
ciekawszego – odpowiedziałem.
Z twarzy Nightshade nie schodził
uśmiech. Czy już mówiłem, że uwielbiałem, gdy była wesoła?
I ja się dziwię, że potem Emma i
Katelyn szykują mi ślub.
Przyznaję się bez bicia – coś do
Ceiry czuję. I to od momentu, kiedy ją poznałem.
– Pomogłabyś nam ze strategią? –
zapytałem. – Znasz Rzymian i…
– Nie – odmówiła i od razu
spochmurniała. – Będą wiedzieli, że to ja. Nie chcę, by uważali mnie za
zdrajczynię. Ani wy tym bardziej.
– Dlaczego mamy uważać cie za
zdrajczynię? – zdziwiłem się.
– Bo nikt nie zrozumie, dlaczego tu
jestem – odparła.
– Jak mamy cię zrozumieć, jak nawet
nam nie dajesz szansy?
– I nie dam. Zgodnie z rozkazem.
– Jakim znów rozkazem?
– Malcolm, przestań, proszę…
– A ja cię proszę, byś mi
odpowiedziała.
– Rozkaz to rozkaz. Ja mam go tylko
wykonywać.
Zamilkła i przyspieszyła.
Szybko pożałowałem, że poprosiłem ją
o pomoc w strategii. Nie chciałem się z nią pokłócić. Co mi przyszło do głowy?
Wściekły na siebie, doszedłem do
domku Ateny. W ósemce panowała ciemność. Z trudem powstrzymałem się, by tam nie
pójść i nie przeprosić Ceiry.
* * *
– Oho, ktoś się pokłócił z
dziewczyną – rzuciła Katelyn przy śniadaniu. Spojrzałem się na nią krzywo.
– Kate, przecież mała walka i znów
będzie dobrze – dodała Emma. Cały stolik wybuchł cichym śmiechem.
Mając dość mojego rodzeństwa (i tak są
najlepszym rodzeństwem świata), wstałem i prawie całe moje śniadanie wrzuciłem
w ognisko. Bez żadnej prośby.
Przypadkiem zauważyłem Ceirę,
podchodzącą do ognia. Gdy tylko mnie zobaczyła, odwróciła wzrok.
Bałem się do niej zagadać. I tak
czułem na sobie spojrzenia wszystkich, choć wcale tak nie było.
Mimo wszystko obiecałem sobie, że
porozmawiam z nią przed treningiem.
Ruszyłem na arenę.
– Singh! – usłyszałem wołanie
Clarisse la Rue, tuż przed areną. – Czekaj, no!
Zatrzymałem się i obróciłem w jej stronę.
W cieniu Clary podążała Lara.
Gestami przekazała mi, że jej starsza siostra nie chce mi dać lania.
– Widziałeś Nightshade?! – zapytała
Clarisse. Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć.
– Zaraz pewnie przyjdzie – odparłem.
– Ale ja nie jestem jej Aniołem Stróżem.
Ale
ja jestem, usłyszałem nagle znajomy, dziewczęcy głos. Po chwili
przypomniałem sobie, że należał do tego zwierzątka Ceiry, Angeli czy jak jej
tam. Zaraz przyjdziemy.
– Ángeles, ¿qué haces? – usłyszałem głos
wnuczki Nyks. – Świetnie.
– Nightshade, chodź tu! – rozkazała
jej Clarisse.
– A co jeśli nie? – postawiła się
jej Łowczyni.
– Ceira, proszę – odezwała się
młodsza córka Aresa. – Clarisse nie zrobi ci nic złego.
Szatynka podeszła dopiero po
dłuższej chwili.
– Chciałabym podziękować – zaczęła
Clary.
– Że co?! – ja, Lara i Ceira
zdziwiliśmy się. Clarisse i podziękowania? To chyba jakiś żart.
– A wy co, w zmowie? – ton głosu la
Rue wskazywał na to, że nie żartowała. – Na serio, chciałabym ci podziękować.
To dzięki tobie Lara nie dostała się w łapska gigantów i nie skończyła jak ja.
Nightshade otworzyła usta, ale
dopiero po dłuższej chwili wydukała:
– Nie ma za co.
Obie córki Aresa odeszły na inne
zajęcia.
Uznałem, że teraz był dobry moment, by pogadać z wnuczką Nyks.
– Ceira – zacząłem. Dziewczyna
spojrzała się na mnie, przegryzając wargę. – Chciałbym cię przeprosić za
wczoraj.
– Właściwie to moja wina –
powiedziała.
– Nie żartuj – zaprzeczyłem. – To ja
zacząłem tą całą kłótnię. Powinienem uszanować to, że nie mówisz nam pewnych
rzeczy.
– Zachowujesz się dokładnie tak samo
jak Jason – zauważyła. – On zawsze obarczał się winą, mimo że ktoś inny
powinien to zrobić.
Nie wiedziałem, czy traktować to
jako komplement, czy nie. Mimo że chłopak spędził tu pół roku, praktycznie go
nie znałem.
– To co, idziemy na trening? –
zapytałem.
– Jasne – odparła.
Ceira
Po obiedzie poszłam na plażę. Była
pusta, mimo że słońce przypiekało.
Szum morza mnie uspokajał od
kołyski. Nawet miała specjalną maskotkę, która po naciśnięciu wydawała taki
dźwięk. Ale musiałam ją zostawić u Chrisa i Mae. Tak samo jak moje poprzednie
życie.
Obok mnie Ángeles położyła się plackiem na
piachu.
Bałam się.
Bałam się, że ktoś się dowie, kim
jestem. A właściwie, kim byłam jeszcze rok temu.
Jedynie Reyna wiedziała o tym. Sama
jej o tym powiedziałam. Nie wiem, dlaczego, ale jej szybko zaufałam. Tak samo,
jak teraz zaufałam Malcolmowi.
Nie zgodziłam się na plan Hery ot
tak. Królowa Olimpu obiecała mi coś w zamian.
Obiecała mi, że pomoże mi w
pomszczeniu mojej rodziny.
Całe życie zastanawiałam się,
dlaczego umarli. Kim była tamta kobieta, której głos powraca do mnie, gdy
wspominam tamte święta.
Według Hery byłam wyjątkowa ze
względu na swoje pochodzenie. Zoe wyjaśniła mi, kim jestem, gdy miałam pięć
lat. Spokojnie mogłam się zgodzić z boginią, ale jedno mi przeszkadzało.
Ktoś wyjątkowy zawsze musiał
uratować świat. A ja tego nie chciałam. Jedyne, czego pragnęłam, to mieć
normalne życie i przestać wszystkich oszukiwać.
Nawet Chris i Mae nie wiedzieli o mnie
wszystkiego. Znali jedynie moją matkę, nie znali ojca. Nie znali Zoe. Mimo że
wychowywali mnie przez trzynaście lat, nie znali mnie.
Nagle poczułam niepokój.
Wyrwałam się z zamyślenia i
rozejrzałam się. Nic podejrzanego nie zauważyłam, ale i tak czułam, że zaraz
stanie się coś złego.
Wstałam i otrzepałam się z piasku.
Mogę
się dalej opalać, czy muszę ruszyć z tobą? – zapytała Ángeles.
Możesz
leżeć, odparłam. Jeszcze wszystko
jest w porządku.
Spojrzałam się w kierunku Sosny
Thalii. Nic się nie działo.
Rozległ się krzyk, by spojrzeć w
górę. Zerknęłam więc w niebo i zaklęłam po łacinie.
Znad drzew wylatywały trzy potężne
ptaki, wyglądające na pierwszy rzut oka na orły.
Instynktownie uniosłam rękę i
zagwizdałam, by zwrócić na siebie ich uwagę. Zwierzęta natychmiast zaczęły
lecieć ku mnie.
Gdy były bliżej, zauważyłam na ich
piesiach złote medaliony z wygrawerowanymi literami SPQR. Rzymskie orły.
Wściekłam się na ten widok.
Jeden z ptaków wylądował na moim
nadgarstku, dwa kolejne na piasku.
Zauważyłam, że orzeł siedzący na
mojej ręce ma do nogi przywiązany rulonik. Zwierzę raz patrzyło na mnie, raz na
zwinięty kawałek papieru.
Odebrałam wiadomość i z trudem
rozwinęłam.
Meg,
Kopciuszek zwariował, tak samo reszta. Mimo sprzeciwu Prawych Rąk wszyscy
się go posłuchali i postanowili zignorować to, co powiedziała Belle.
Bez ciebie sobie nie poradzimy. Musisz jak najszybciej zadziałać.
Czuję, że jesteś tam.
Liczę na odpowiedź
Pocahontas
Myślałam, że za chwilę wybuchnę. Jak
oni się ważyli na coś takiego?
Obróciłam karteczkę. Jeden z
ptaszysk podał mi długopis, który trzymał w dziobie.
Pocahontas,
Spróbuj przedłużać, jak najdłużej. Pojawię się, jak najszybciej będę
umiała.
Możesz liczyć na pomoc Prawych Rąk, jestem pewna.
Powiedz, że popieram decyzję Belle.
W razie czego spotykamy się w ostatniej chwili
Meg
Pisak rzuciłam w piasek, a wiadomość
zwinęłam i przywiązałam do nogi orła. Nadal go trzymając na ręce, przykucnęłam.
– Nic nie mówcie – powiedziałam. –
Nic nie widzieliście. Dajcie jedynie wiadomość Pocahontas, jasne?
Gdy skończyłam, cała trójka wzbiła
się do lotu w stronę lasu.
Ruszyłam żwawym krokiem do kabiny
Artemidy, by zabrać łuk i strzały. A potem podróż cieniem.
A
ty gdzie? – spytała zdezorientowana Ángeles, ale zignorowałam ją.
Gdy przybyłam do domku, szybko
sięgnęłam po swoją broń.
Augustulus musiał zapłacić za
zignorowanie rozkazu. Tak samo jak wszyscy inni centurionowie, którzy nie
posłuchali Królowej.
Weszłam w cień, by ten przykrył mi
całą. Zamknęłam oczy i się skupiłam, myśląc o pojawieniu się tuż przed granicą
Obozu Herosów.
Mimo dokładnej koncentracji nic się
nie stało. Dopiero po dziesiątej próbie dotarło do mnie, co się dzieje.
Bariera Liz uniemożliwiła podróże
cieniem. Idealnie.
* * *
Emily siedziała smutna na balkonie,
wystawiając szczupłe nogi między barierkami. Była wściekła na samą siebie.
Miała taką szansę na wykończenie
przeszkadzającej Łowczyni. Ale nie, ta musiała w ostatniej chwili przejść na
platformę.
Córka Nike uderzyła kolejny raz w
metalową barierkę.
– Co ci ta barierka zrobiła, że ją
bijesz? – usłyszała rozbawiony głos Petera. Po chwili chłopak się do niej
dosiadł.
– Nie udało mi się – powiedziała z
zaszklonymi oczami. – Nie zdążyłam jej unicestwić.
Jej przyjaciel przytulił ją.
– Jeszcze będziemy mieli okazję – pocieszył
ją. – Ale mamy gorszy problem.
– Podejrzewa coś? – zapytała Emily, ocierając
zielone oczy.
– Prawdopodobnie tak – odparł Rzymianin.
– Nikt nie wie, co tam myśli.
– Po co my się w to wszystko wplątaliśmy?
– po policzku córki Nike popłynęła łza. – Chcieliśmy go tylko uratować, by była
szczęśliwa, a tymczasem pomagamy zniszczyć świat.
Rozpłakała się. Naprawdę nie chciała
wtedy służyć Kronosowi. Chciała tylko jakkolwiek odczarować Hansa, by Christia nie
musiała wykonać egzekucji.
– Powiedzmy jej o wszystkim, Peter –
zaproponowała. – Nie chcę jej dłużej okłamywać. Ja tak nie umiem.
– Oszalałaś?! – zareagował ostro chłopak.
– Gdybyśmy nie wzięli Runa, Liz nie założyłaby bariery i teraz w Obozie Herosów
powstała krwawa jatka. Jak się dowie, zdejmie barierę. Gaja nawet nie podejrzewa,
że to była działanie wymierzone przeciwko niej.
– Przecież nie wiemy, gdzie jest Złote
Runo – odpowiedziała dziewczyna. – Dopóki go nie znajdziemy, Liz nie zdejmie bariery.
– A Chione zamrozi nam serca, jak Hansowi
– mruknął Rzymianin. W jego ciemnych oczach Emily widziała jedynie wściekłość.
Wyrwała się z objęć kolegi i oparła głowę
o zimną barierkę. Przypomniała sobie tamten dzień, kiedy Chione zamroziła serce
ich zmarłemu już koledze. Potem Hans już nie był taki sam. To już nie był on, tylko
marionetka bogini śniegu.
Chciała skończyć ze służeniem Gai, ale
nie umiała zrobić tego sama. Bała się.
Z jednej strony, bała się Gai i Chione, tego, co jej zrobią, gdy odejdzie
z ich służby.
Z drugiej, obawiała się, że Elisabet będzie ją uważać za zdrajczynię i bogowie
ją ukarzą za zdradę.
Najbardziej nie chciała stracić przyjaźni z Norweżką. Przyjaźniły się już
od przeszło dziesięciu lat.
Zamknęła oczy, by powstrzymać się od płaczu. Następnie je otworzyła, wyjęła
nogi spomiędzy barierek i wstała.
– Ty rób, co chcesz – powiedziała do Petera – ale ja nie zamierzam czekać,
aż Elisabet dowie się o wszystkim sama. Nie chcę, by uważała mnie za zdrajczynię.
Powiem jej o wszystkim.
– Nie zrobisz tego! – rozkazał jej groźnym tonem chłopak, wstając.
– Zrobię i ty nie masz nic do tego – odparła zdecydowanie. – Nie powstrzymasz
mnie.
Rzymianin chwycił ją w pasie i wykorzystując swoją siłę, wyrzucił ją za barierkę.
Emily zamknęła oczy, by nie widzieć zbliżającej się z wielką prędkością ziemi.
Dopiero po dłuższej chwili, gdy zorientowała się, że nie leży na chodniku pod wieżowcem,
otworzyła je.
Zdziwiła się, gdy zobaczyła, że uratował ją Szczerbatek.
_______________________________________________
I się udało jakoś go napisać, mimo że dostałam zastoju w pierwszej części narracji Ceiry, gdy rozmawia z Rachel. Okazało się, że przy "Drunk Tonight" E. de Forest (nie ma nic wspólnego z treścią rozdziału) bardzo mi się dobrze pisze i resztę napisałam w dwa dni (wyszły dwa, bo pierwszego musiałam przerwać przy końcówce).
Powtórzę to jeszcze raz (mimo że robiłam to pod opublikowanym opowiadaniem na konkurs (-> "Starszy post") i to samo jest w bocznej kolumnie): dziękuję Wam bardzo za 9000 wyświetleń (pomijam, że tego samego dnia zrobione jeszcze 100 kolejnych, za co też dziękuję), które wyświetliły się w środę. Uwierzcie mi, każde wyświetlenie i komentarz daje mi poczucie, że ktokolwiek to czyta.
Okay, mam pytanie i proszę się przyznać: kto mi nabija wyświetlenia z Kenii? Po prostu chciałabym wiedzieć, bo jest ich dosyć sporo. Niemcy mogę zrozumieć (może łapie internet z Niemiec przy zachodniej granicy... taką mam teorię), Włochy także (bo to w większości mój kochany braciszek), jak i USA. Ale Kenia (i to od samego początku)?
(Wiem, wiem, rozpisałam się na najmniej ważny temat).
Mam pytanie: w jaki dzień tygodnia chcielibyście, by się ukazywały rozdziały? Wybierzcie, mi to tak naprawdę niezależne. Zobaczę, jaki dzień tygodnia cieszy się największym poparciem i przy następnym rozdziale powiem Wam, jaki to będzie dzień. Rozdziały będą publikowane co tydzień lub co dwa – wszystko zależy od moich nauczycieli.
Tak, jak kiedyś pisałam – chciałabym pierwszą część skończyć, zanim wyjdzie w Polsce "Krew Olimpu", czyli mam około dwa miesiące. Potem zobaczymy, jak się wszystko potoczy.
Mam do Was prośbę – zauważyliście gdzieś błąd? Piszcie gdzie, chętnie go poprawię. Mimo że próbuję ich nie popełniać, czasem mi jakiś umknie.
Miłego (tak, wiem, to kłamstwo, nie będzie to miłe) powrotu do szkoły i lekkiego roku szkolnego!
Pozdrowienia od wszystkich z Berk
Nike
Super rozdział. Cieszę się że wreszcie napisała. A co do dnia tygodnia to jest mi obojętne.
OdpowiedzUsuńObiecałam, że wpadnę przed wieczorem, to jestem. Jak widać, wpisywanie Ci komentarza jest ciekawsze niż pisanie o von Richthofenach, ale kij, i tak będę musiała to zrobić…
OdpowiedzUsuńwyczyn. Dobrze pamiętała swoje wyczyny — jak dla mnie podchodzi pod powtórzenie.
nielubiany przez nią człowiek – Octavian — nie wiem, dlaczego, ale Octavian kojarzy mi się z octanem. Taaa.
jeśli liczyć tę grecką córkę Wenus. — mowa tu o Piper? Tak pytam, bo czytanie OH skończyłam na pierwszym rozdziale Syna Neptuna i nie wiem…
rzymskie orły, jaki zabrali ze sobą. — zapewne chodziło o jakie, ale ja bym raczej napisała które.
uznała Rebecca o swoim pomyśle — tak trochę mi to nie brzmi, to jest, wydaje mi się, że rekcja jest zła… może pomyślała Rebecca o swoim planie? Znaczy zrobisz, jak będziesz uważała, ja tylko proponuję.
– Ja – odparła mu po niemiecku Eve. — rawr, niemiecki. Gefällt mir, że tak powiem.
zaczęła w łacinie dziewczyna — a nie po łacinie?
Nie wyśmiewaliście się z jej inicjałów, prawda? — kiedyś znajoma śmiała się z moich, to nie było fajne…
Na szczęście, nie dowiedziała — tu bym skasowała przecinek, ale pewna nie jestem.
Ceira widziała dwóch Rzymian na granicy. — od razu zobaczyłam ludzi w zbrojach, jak w Asterixie i Obelixie.
Z każdym słowem moje zdziwienie rosło. Dlaczego Rzymianie mieliby słuchać jej, wnuczki greckiej bogini? — to mimo wszystko też mnie zastanawia; nie wiem, czy niedokładnie czytam, czy jeszcze o tym nie było, ale… jakoś tak…
Dzięki Sadie Kane — to ta z Kronik rodu Kane czy tylko mi się tak wydaje?
Elsa tu była, jako Jelena. — bez przecinka.
Tak samo, jak moje poprzednie życie. — tu też nie dałabym przecinka.
Według Hery, byłam wyjątkowa — tu też bez przecinka, tak myślę.
Potem Hans już nie był taki sam. To już nie był on, tylko marionetka bogini śniegu. — ej, Chione, podziel się, też chcę tak umieć!
ukażą za zdradę. — ukarzą.
Zdziwiła się, gdy zobaczyła, że uratował ją Szczerbatek. — aż to sobie wyobraziłam.
Tak generalnie — nie no, podobało mi się. Aczkolwiek, spoglądając na to, co wypisałam wyżej, mogę powiedzieć, że niestety przyda Ci się beta, która (lub który, bo nigdy nic nie wiadomo) naprawdę się zna na interpunkcji (tak mówię, bo mam znajome, które się nawzajem prosiły o betowanie, a zasad rządzących interpunkcją i zapisem dialogów nie znała żadna; nie żebym Cię o coś podobnego posądzała, ale wiesz, tylko ostrzegam, że nie warto, o czym chyba wiesz).
Emily… w sumie myślałam, że przestanę ją lubić, ale o dziwo się tak nie stało. Malcolma lubię coraz mniej… ale mimo wszystko fajnie, że o nim piszesz (wspominałam już?), bo w Percy’m było o nim tylko kilka wzmianek… nazwisko sama wybrałaś? Bo jest niezłe (tak samo jak imię Mae).
A, i w ogóle, przez Twój rozdział się spóźniłam do kościoła, bo jak się o dziewiątej obudziłam to od razu musiałam go przeczytać.
Hm, ale Ceira zyskała sobie trochę w moich oczach od pierwszego rozdziału, więc tak trzymać. No i Eve mnie totalnie kupiła, będzie może jeszcze? Taa, ja tylko o jednym…
Te wiadomości są jak dla mnie zbyt enigmatyczne, ale Pocahontas to super pseudonim. Serio.
Jeśli coś jeszcze chciałam powiedzieć to już zdążyłam zapomnieć, najwyżej coś jeszcze dopiszę, jak mi wpadnie do głowy…
Weny i dużo wolnego czasu
Amnezja
Tak, chodziło mi o Piper i właśnie o tą Sadie Kane.
UsuńTe wiadomości musiały być enigmatyczne, żeby nikt inny niewtajemniczony ich nie przeczytał.
A skoro była już Ariel i Śpiąca Królewna, to musiałam dodać Pocahontas, Belle itd.
Tak, dokładnie czytałaś wszystko. Wszystkie te wątpliwości są moją winą. W dwunastym/trzynastym (nie wiem, jak mi wyjdzie) rozdziale wyjaśnię, o co w tym wszystkim chodzi. Mimo to bez Reyny się nie obędzie.
Jedyna dziewczyna, która by pi razę drzwi wiedziała coś o interpunkcji, ma bardzo słaby internet i nie chcę jej męczyć. Nikogo innego na moją betę nie widzę. No, może oprócz mojego kolegi z klasy, ale niezbyt go widzę przy sprawdzaniu fan-ficu PJ... A moja mama uważa to za głupoty i już po jednym zdaniu jest znudzona...
A co do interpunkcji - nigdy nie byłam w tym dobra, a teraz jeszcze doszło załamaniem planem.
Eve jest tylko postacią epizodyczną (sorry), ale coś tam wymyślę.
Nazwisko Malcolma sama wybrałam, bo "wujek" postanowił go zostawić bez.
Emily jest dla mnie trochę taką zagubioną dziewczyną, która tak naprawdę została we wszystko wkręcona. Prawdę mówiąc, boję się, jak zareaguje moja koleżanka, która jest pierwowzorem...
Błędy zaraz poprawię i wielkie dzięki za ich wytykanie. Zawsze się chociaż czegoś uczę.
Tobie też życzę weny, mnóstwa wolnego czasu, dobrego roku szkolnego
Pozdrowienia z Berk
Nike
Sleeping Beauty, moja ulubiona! Nie wiem, dlaczego, nie pytaj, pewnie dlatego, że się ładnie nazywa. Pocahontas też była super, jako mała dziewczynka biegałam w ubrankach z jej podobizną.
UsuńA, to dobrze, bo myślałam, że przypadkiem coś pominęłam… u mnie to by było bardzo możliwe.
Serio? Twoja mama powiedziała Ci, że to głupie? Trochę… chamsko. Ale pewnie moja powiedziałaby to samo, gdyby zobaczyła pb.
W sensie: mówisz o planie lekcji? Biedna. Ja jeszcze swojego nie mam i się nawet cieszę, przynajmniej się nie denerwuję…
Meh, to zrób coś, wierzę w Ciebie. Niby zwykły dzieciak, a ja już ją polubiłam…
No i takie postacie też są potrzebne, ale może nie każdy sobie życzy takiego alter ego… dlatego staram się unikać takich sytuacji, w sensie wzorowania postaci na osobach, które znam, ale kilka już mam w spadku i musiałam coś z nimi zrobić.
Na mnie możesz liczyć, Językowe Gestapo zawsze na posterunku!
Dzięki i jeszcze raz — weny, wolnego czasu i niezbyt wiele nauki, a przynajmniej nie ponad siły.
Amnezja
Btw. Napisałam do Ciebie… i tak, muszę o tym trąbić tutaj, wybacz, po prostu nie wiem, czy nie widziałaś, czy Ci się nie chciał odpisać (w sumie bym się nie zdziwiła).
Po pierwsze - przepraszam, że tak późno przeczytałam. Ostatnio nie mam na nic czasu.
UsuńJeśli chodzi o samą treść rozdziału - bardzo fajnie. Ciekawe jak to wszystko potoczy się dalej. Mam nadzieje, że dowiemy się co nieco o wielkiej tajemnicy przeszłości Ceiry. Ponadto ciekawy wątek z tym służeniem Gai Petera i Emily. Zastanawiam się jak na to zareaguje Elsa. Dobrze, że Szczerboek uratował tą dziewczynę :).
Ogółem fajnie i ciekawie.
Życzę weny i pozdrawiam,
Sheila