niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział V - Księżniczka Śniegu



Lara

Fajerwerki nadal leciały w niebo, ale fala zachwytu minęła. Bynajmniej już wśród herosów. Ariadna nadal wpatrywała się w górę.
Ale dziewczyna, która jej towarzyszyła, obserwowała wszystkich dookoła. Robiła to dość dyskretnie, jakby była szpiegiem. Szmaragdowe oczy zauważyły każdy, nawet najmniejszy ruch.
Wszystkie przygotowane na dziś dzieła dzieci Hefajstosa zostały już dzisiaj wykorzystane. Na plaży pojawił się ogromny stół, zastawiony wszelkimi daniami świata.
Pan D. i jego żona zajęli swoje miejsca na jednym z końców stołu. Obok Ariadny usiadła jej towarzyszka.
            Zasiadłam obok Clarisse. Moja siostra miała dosyć ponury wyraz twarzy. Ostatni raz tak wyglądała, gdy dwa tygodnie temu pokłóciła się z Chrisem.
            – Co się stało? – zapytałam szeptem. Clary nawet się na mnie nie spojrzała, tylko ukryła twarz w dłoniach. W niczym nie przypominała tej siebie, którą znałam i ja, i cały Obóz – pewnej siebie, walecznej i pyskatej Clarisse.
            – Nieważne – odpowiedziała. Czyli kolejna kłótnia. I, patrząc na jej stan, dosyć poważna.
            – Ciekawe, czy to coś umie mówić po naszemu – Drew rzuciła kąśliwą uwagę, patrząc szyderczo na kompankę królewny Krety. – Pewnie nie, bo po co się uczyć cywilizowanych języków, jak angielski, prawda?
            Nadzieje wszystkich, że ten dzień obędzie się bez uwag córki Afrodyty, rozwiały się wraz z tą wypowiedzią. A miało być tak pięknie…
            Pod  adresem zielonookiej nieznajomej leciały kolejne drwiny. Dziewczyna słyszała je, patrząc się na swoje ręce.
            Po raz pierwszy pomodliłam się do swojego taty, prosząc go o wsparcie.
            Masz moje błogosławieństwo, odpowiedział ku mojemu zdziwieniu. Spłynęła na mnie dziwna siła.
            Spokojnie podeszłam do Drew, gdy ta niemal wykrzykiwała swoje uwagi, i postukałam w ramię.
            – Co? – powiedziała wściekła. – Czego chcesz, marionetko Clarisse?
            Na jej ustach wystąpił szyderczy uśmieszek. Tego już było za wiele, ale się powstrzymałam, by nie walnąć jej przy wszystkich.
            – Mogę z tobą porozmawiać na osobności? – zapytałam, wyszczerzając zęby.
            – O czym miałybyśmy rozmawiać? – odparła pytaniem córka Afrodyty. – Przecież nawet nie masz własnego rozumu.
            Walnij ją, rzekł w moich myślach tata. Błagam cię, walnij ją w moim imieniu.
            Zdziwiłam się, że Ares pomyślał tak samo jak ja. Całe moje rodzeństwo popatrzyło się na mnie błagająco, chcąc, abym „ukarała” Tanakę.
            Chwyciłam Drew za rękaw i próbowałam ją odciągnąć od reszty. Świerzbiły mnie ręce, ale nie chciałam, by wszyscy zobaczyli, jak się znęcam nad Azjatką.
            Ostaw jeje – usłyszałam za swoimi plecami. Ktoś chwycił mnie za ramię. – Ostaw – powtórzył głos.
            Wbrew mojej woli, moja ręka puściła Drew. Obróciłam się. Za ramię trzymała mnie towarzyszka Ariadny. Jej szmaragdowe oczy patrzyły na mnie błagalnie.
            Zawiała morska bryza, ale jej rudozłote włosy z cienkim pasemkiem w kolorze platyny nawet się nie poruszyły.
            – Nie wierzę – powiedział głośno pan D. – Jednak ją tu przyprowadziłaś.
            – Dioni, przecież ci mówiłam, że to Jelena, córka Afrodyty z Rosji – próbowała się bronić Ariadna, ale w jej głosie wyczułam fałsz.
            Rosjanka puściła mnie i spojrzała na swoje włosy. Potem się odwróciła i pobiegła, muskając powierzchnię morza. Jej stopy nawet nie zanurzyły się w wodzie.
            – Przecież to nie jest moja siostra – zaprotestowała Drew. – My nie umiemy chodzić po wodzie.
            Tata w mojej głowie zniknął. By nie walnąć Tanaki, szybko wróciłam na swoje miejsce.
            – Powinnaś ją walnąć – szepnęła Clarisse. – Należało się jej.


Ceira

            Według rozkazów pana D., do kabiny Afrodyty wprowadziła się Jelena, która towarzyszyła wczoraj Ariadnie. Królewna Krety również pozostała w Obozie.

            Wszystkie zajęcia trwały według zwykłego planu dnia. Po śniadaniu trening. Malcolm przydzielił mnie do nauki łucznictwa innych. W duchu cieszyłam się z tego. Chociaż nie musiałam walczyć mieczem.
            Tiny robiła małe postępy w strzelaniu.
            – Gdy dorosnę, dołączę do Łowczyń Artemidy – mówiła wszystkim. Jej plany motywowały ją do ciągłego trenowania.
            Patrząc na nią, zrozumiałam, jak bardzo mnie przypomina. Od małego chciałam być Łowczynią. Chciałam być jak Zoe.
            Na arenie zobaczyłam Rosjankę. Jej obecność zdziwiła mnie, bo już wcześniej miała trening. Dziewczyna patrzyła tylko, jak ćwiczymy, nie odzywając się ani słowem. Jej twarz wydała mi się znajoma.
            Rachel podeszła do niej.
            – Może próbujesz postrzelać z łuku? – zapytała ją. – Mamy świetną instruktorkę.
            Ja znaju – odparła Jelena. – Eto Nocznaja Ochotnica.
            Nie zrozumiałam ani słowa z tego, co powiedziała. Nie byłam wyjątkiem. Nikt nie znał rosyjskiego w Obozie.
            Wyrocznia podała jej łuk i strzały. Rosjanka stanęła obok mnie. Wszyscy przerwali swoje ćwiczenia i chcieli zobaczyć, czy towarzyszka Ariadny umie strzelać.
            Dziewczyna naciągnęła lekko cięciwę. Stałą tak przez moment, po czym wystrzeliła. Strzała tylko o parę milimetrów minęła środek tarczy.
            Mimo braku chmur, zagrzmiało. Jelena popatrzyła się przerażona w niebo, po czym uciekła.


* * *
            Razem z Rachel szłam na lekcje greki. Mimo braku dysleksji, łatwo czytałam te wszelkie znaczki, to znaczy, litery.
            Nagle zauważyłam, że na ziemi, tuż obok rudowłosej, leży jakiś papier. Szybko podniosłam go i przeczytałam:

            Patrick Joseph Nightshade

            Moją uwagę przykuła pieczątka z napisem Własność Archiwum Herosów w prawym, górnym rogu kartki.
            Wtedy zrozumiałam, co trzymam w ręku. Akta mojego brata.
            Dopiero wtedy Rachel zauważyła tą sytuację. Spojrzała się na mnie przerażona.
            – Ja… ja chciałam… – zaczęła, jąkając się. Nie chciałam jej nawet słuchać.
            Ángeles, gdzie jest Chejron?  – zapytałam w myślach.
            Tam, gdzie zawsze, brzmiała odpowiedź. Zamiast na lekcję, ruszyłam w stronę Wielkiego Domu. W międzyczasie złożyłam jednostronicową kartotekę mojego brata na cztery i włożyłam do kieszeni spodni.

            Centaur stał na werandzie.
            – Czy naprawdę istnieje coś takiego, jak Archiwum Herosów? – spytałam, zanim mityczny stwór zdążył otworzyć usta.
            – Tak – odparł po chwili, zdziwiony moją wiedzę. – Ale skąd…
            – Gdzie ono jest? – przerwałam mu pytaniem. Chejron jednak nie odpowiedział.
            – Chodź, zaprowadzę cię tam – usłyszałam Jelenę. Tylko ona mogła mówić z aż tak mocnym rosyjskim akcentem.
            Rosjanka stała w drzwiach, gdy się na nią spojrzałam, odwróciła się i skręciła w lewo.
            Poszłam za nią. Trudno było nie zauważyć jej rudozłotych loków, błyszczących w świetle słonecznym jak miedź i złoto.

            Archiwum znajdowało się w piwnicy Wielkiego Domu.
            – Kogo chcesz znaleźć? – zapytała towarzyszka Ariadny.
            – Moich rodziców – odparłam. Dziewczyna podeszła do mnie i położyła swoją dłoń na moim ramieniu.
            – Będziesz widziała to, co dla innych niewidoczne – wyrecytowała w grece.
            Poczułam przyjemne mrowienie. Wszystko przede mną zamgliło się i z każdą chwilą coraz bardziej się rozświetlało. Zamknęłam oczy.
            Gdy uchyliłam powieki, Jeleny już nie było. Zauważyłam za to dwie jasne drogi, jedną prowadzącą w prawo i drugą w przeciwnym kierunku. Wybrałam tą, która skręcała w lewo.
            Gdy doszłam do jej końca, okazało się, że gdybym podążyła drugą ścieżką, doszłabym w to samo miejsce.
            Na półce przede mną stało tylko jedno pudło. Wysunęłam je odrobinę i zaczęłam wertować kartoteki.
            – Sydney McWinter – czytałam cicho kolejne nazwiska. – Alexandra Mortens. Anetha Jackson. Peter Johnson. Darlene Smith. Lena Taboso. Adrianne Nightshade – dotarłam do akt mojej mamy. Wyjęłam się. Okazało się, że są przyczepione do dwóch innych kartotek – taty i… moich.
            Usłyszałam, jak Chejron powoli schodzi z góry.
            Wszystkie dokumenty były za duże, by niepostrzeżenie schować je w kieszeni. Wszędzie panował cień.
            No, właśnie. Cień!
            Włożyłam w ciemność akta i skupiłam się mocno. Po chwili poczułam, że mam puste ręce.
            Ceira! krzyknęła Ángeles rozpaczliwie. W domku pojawiły się jakieś rzeczy. Czekaj, coś tam pisze. Ar… Archi… Archiwum…
            Nie męcz się, odparłam. Ja je tam przysłałam.
            Czekaj, czekaj, zdziwiła się łasiczka. To ty umiesz panować nad cieniem?
            Nie odpowiedziałam, ufając, że było to pytanie retoryczne. Wiem, że nim nie było, ale to chyba było jasne.
            Szybko wsunęłam pudełko tak, jak było wcześniej i podeszłam do innych półek, udając, że szukam kartotek moich rodziców.
            – Kto ci pozwolił tu wejść? –zapytał gniewnym tonem Chejron. – Nie powinno cię tu być i nie wiem, dlaczego Jelena cię tu przyprowadziła.
            Milczałam, nadal „poszukując”.
            – Odejdź stąd, zanim cię zamknę w celi – rozkazał centaur. Zaprzestałam „szukania” i minęłam go.

            Po chwili znalazłam się w kabinie Artemidy. Nie było sensu iść teraz na lekcje greki.
            Papiery leżały na nocnym stoliku koło mojego łóżka.
            Nie ruszałam ich, od razu zapewniła Ángeles. Sięgnęłam po akta. Nie zdążyłam nic przeczytać, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
            Dokumenty włożyłam pod poduszkę. Sekundę później do środka wparowała dziewczyna, której nigdy bym się nie spodziewała tutaj.
            – Przepraszam za to „wejście smoka” – powiedziała od razu Lara. – Musisz coś zobaczyć.
            – Nie dzisiaj – odparłam. – Mam inne plany.
            Córka Aresa była zawiedziona.
            – Następna okazja będzie dopiero w grudniowy piątek, w Wigilię – rzekła sarkastycznie.
            – W dwa tysiące setnym roku? – zapytałam. – Chyba mam wtedy zajęty piątek.
            – Czyli albo teraz, albo nigdy – stwierdziła blondynka, chwytając mnie za rękę i ciągnąc niewiadomo gdzie. Mimo pomocy białej łasiczki, nie udało mi się wyrwać.

            Po chwili znalazłyśmy się w najbardziej odległym punkcie Obozu.
            – Ja wracam do kabiny – powiedziałam i chciałam ruszyć z powrotem, ale Lara zatrzymała mnie i pociągnęła w dół, powodując, że byłyśmy ukryte przed światem skałą.
            – Patrz – szepnęła, lekko wystając głową ponad kamień. Podążyłam jej śladem.
            Zobaczyłam lekką, niebieskawą poświatę bariery ochronnej. Przed nią stał białowłosy chłopak. Rozpoznałam w nim Leóna.
            Poczułam, jak robi się coraz zimniej. Po chwili zobaczyłam, jak trawę pokrywa cienka warstewka śniegu.
            – Po co ta cała maskarada? – zapytał nagle heros. Kątem oka zobaczyłam, jak zbliża się do niego Jelena.
            – Jaka znów maskarada? – zdziwiła się Rosjanka. – Po prostu nie chcę, by ktokolwiek zobaczył twoją moc.
            Zaintrygowały mnie jej słowa. O jakiej ona mocy mówi?
            – Skąd ty o tym wiesz?! – krzyczał pytania półbóg. – Przecież mnie nawet nie znasz!
            – Umiem rozpoznać kogoś podobnego do mnie – odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się tajemniczo. Zrobiła w powietrzu kółko swoim nadgarstek. Po chwili w jej dłoni pojawiła się sporej wielkości śnieżka.
            León popatrzył na ten magiczny wytwór zszokowany.
            – Teraz pokaż, co ty umiesz – powiedziała Jelena.
            Chłopak obrócił się lekko i wyprostował rękę. Na trawie pojawił się bałwan.
            – A teraz – zaczęła Rosjanka. – Powiedz mi, kogo jesteś dzieckiem?
            – Chyba jesteśmy rodzeństwem – odparł heros. – Tylko, że ty wcale nie przypominasz ani mnie, ani mamy.
            Dziewczyna zaśmiała się.
            – Nie jesteśmy – stwierdziła. – Ty swoją moc odziedziczyłeś. Ja ją dostałam.
            Pochłonęło ją nagłe tornado śniegu, które po chwili ustało.
            Na miejscu Jeleny stała dziewczyna o długich, platynowych włosach, zaplecionych w kłosa. Na sobie miała czarne dżinsy i tego samego koloru bluzkę z długimi rękawami. Do skórzanego paska miała przypięty miecz.
            Miałam dziwne wrażenie, że to Liz, która miała ten sam kolor włosów. Ale nigdy nie widziałam jej w takim stroju.
            – Bogowie nazywają mnie Bethą – powiedziała dziewczyna z normalnym akcentem. – I zostałam tu wysłana, aby schwytać zdrajcę Obozu.
            – Chyba zdrajczynię – poprawił ją León.
            – Mam schwytać chłopaka, a nie dziewczynę – odparła blondynka. – Łowczyni Nocy nie zdradzi Obozu. Jest zbyt idealna, aby to zrobić.
            Na serio? Dlaczego od razu pomyślała o mnie, gdy jest wspomniane o zdrajczyni.
            – Ona słyszała tą przepowiednię – wyszeptała Lara.
            – Jaką znowu przepowiednię? – zapytałam. Córka Aresa nie odpowiedziała.
            Tymczasem heros był zdziwiony tym, kim okazała się Jelena.
            – Z pewnością nie jestem zdrajcą – rzekł szybko. – Lepiej przypatrz się Malcolmowi.
            – Nie zwracaj mojej uwagi na fałszywe tropy – odparła Betha. – Zbyt długo znam Malcolma, by nie zobaczyć po nim tego, że nas zdradzi.
            – A jak długo znałaś Luke’a Castellana? – zapytał chłopak. Blondynka zastygła w ruchu.
            Nie wiedziałam, kim był wspomniany Luke. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z jego nazwiskiem.
            – Luke był zupełnie inny – odpowiedziała po chwili dziewczyna. – Ale się obronił swoim ostatnim czynem.
            – Oszczędził ci roboty? – pytał dalej León.
            – Tak samo, jak ty – odrzekła. – Mogę się założyć, że albo już jesteś, albo dopiero będziesz zdrajcą Obozu Herosów.
            – Jeśli mówię, że nie jestem, to nie jestem, jasne? – zdenerwował się półbóg. – Przecież nie mogę odpowiadać za czyny mojej matki.
            – Rzeczywiście, tu masz rację – zgodziła się z nim Betha. – Nasi boscy rodzice nie świadczą o tym, kim jesteśmy. Luke pokazał to w najlepszy sposób. Ale wiedz, że mam cię na oku.
            – Czyli będziesz mnie obserwować, tak?
            – Nie. Przecież cię nie zamykam w izolatce.
            Blondynka odeszła szybkim krokiem. León pochodził jeszcze parę razy w kółko, rozwalił swojego bałwana i dopiero wtedy zniknął nam z pola widzenia.
            Lara powoli wstała.
            – O, bogowie – powiedziała cicho. – Aż takiej rozrywki to się nie spodziewałam.
            – Skąd wiedziałaś, że León tu jest? – zapytałam, wstając.
            – Przypadkiem go zauważyłam – odparła. – Czekał tu na Jelenę chyba z godzinę.
            Ceira! zawołała Ángeles. Ta ruda, co cytuje Apolla, szuka ciebie i tej córeczki Aresa.
            – Musimy wracać – przekazałam Larze wiadomość od łasiczki. – Szukają nas.


            Rachel czekała zdenerwowana w kabinie Artemidy.
            – Co się dzieje? – zapytałam.
            – Och, nareszcie jesteście! – ucieszyła się lekko. – Gdzie wyście były?
            – Trenowałyśmy… szermierkę – skłamała Lara.
            – Musicie mi pomóc – powiedziała rudowłosa. – Ariadna jest rozhisteryzowana, więc pan D. poprosił mnie, abym… abym…
            – Abyś co zrobiła? – dopytała córka Aresa.
            – Jelena zniknęła godzinę temu – odparła dziewczyna. – A ja muszę ją znaleźć. Bez was sobie nie poradzę.
            W zielonych oczach Rachel było widać prośbę i przerażenie.
            – Przecież ta dziewczyna nie mogła ot tak zniknąć – próbowałam jej wytłumaczyć. – Obóz jest duży. Pewnie gdzieś tu się kręci.
            – Nie ma jej tu – odpowiedziała zielonooka. – Przeszukaliśmy już każdy fragmencik.
            – Sądzę, że ona sobie poradzi sama – zaczęła ją pocieszać Lara. – Przecież wczoraj też niby zniknęła, ale rano już z nami trenowała.
            – Ariadna się boi, że Gaja ją porwała – głos Wyroczni drżał – i że użyje krwi Jeleny do wejścia na Olimp.
            – O ile dobrze pamiętam, to Gaja potrzebuje krwi jeszcze jednego herosa – rzekła nieśmiało córka Aresa. – I to dosyć potężnego.
            – Nie – odrzekła rudowłosa. – Jelena jest na tyle potężna, że nawet sama jej krew wystarczy do pokonania Olimpu. Pan D. mówił, że to dlatego Ariadna nie powinna zabierać Jeleny stamtąd.
            – Jelena była na Olimpie? – zdziwiłam się. Rachel pokiwała twierdząco głową.
            O, bogowie! Jestem największą idiotką świata! Od razu powinnam się domyślić, dlaczego królewna Krety tu została. Od razu powinnam rozpoznać tą dziewczynę, która rozmawiała z Leonem.
            – Ceira, wszystko dobrze? – zmartwiła się Lara.
            – Nie, wszystko chyba stracone – odparłam. – Ja znam tą blondynkę.
            – Jak to „znasz ją”? – zdziwiła się córka Aresa.
            – To Liz – odpowiedziałam. – Córka Ateny, potomkini Zeusa. Inaczej znana jako… Księżniczka Śniegu.
________________________________________
    Wiem, że dzisiejszy rozdział jest dosyć krótki. Miało być zupełnie inaczej. Przede wszystkim Liz nie miała się ujawniać aż tak szybko. Ogólnie, Jelena miała się pojawić na dwa rozdziały, trochę namieszać, a potem powrócić jako Liz.
    Nie wiem, kiedy się ukaże kolejny rozdział. Przygotowuję się do kilku konkursów naraz, dodatkowo zaczęłam rozszerzenia z fizyki, chemii i biologii, więc nie jest łatwo. Plus pół soboty mam zajętą.

    Tłumaczenia zamieszczę, gdy dostanę potwierdzenia, że na pewno są poprawne.

    Wiem, że może przesadzam, wariuję itd. aczkolwiek mam pewien (najbardziej szalony z szalonych) pomysł – co byście powiedzieli na stronę na fb. Tak, wiem, oszalałam (szkoła mi nie sprzyja), ale wtedy zamieszczałabym tam fragmenty nowych rozdziałów i coś więcej o bohaterach.

    Do następnego rozdziału
    Pozdrawiam

18 komentarzy:

  1. Mam jeden wieli mętlik w głowie ... Ale taki pozytywny ;]
    Tyle nowych wątków: Luke, Jelena to Liz, Leon jest (chyba) synem Choine, a Liz ma jej moce... Ceira i posługiwanie się cieniem NO NIEŹLE :D
    Jednym słowem coraz ciekawiej ;) Jak dla mnie to dobrze, że wprowadzasz tyle zagadkowych sytuacji, tajemnic i nowych wątków bez tego było by nudno ;]
    Właśnie za to lubię twój blog :3
    Ale muszę Ci powiedzieć, że wolała bym gdyby Lara przywaliła Drew I TO PORZĄDNIE !! ( Nie przejmuj się jakby co ja lubię przemoc ;-; ) no i nie lubiłam tej parszywej córki Afrodyty nawet w książce -.-
    A no i ten rosyjski... wiem, że uczysz się hiszpańskiego, więc rozumiem, że nie znasz tego języka, i że pewnie te wypowiedzi Jeleny były specjalnie tak napisane, żeby każdy zrozumiał ;] Ale tak właściwie to to nawet po rosyjsku nie było xD
    W tym rozdziale jest tyle nowych informacji, że moja inteligentna głowa jeszcze je przetwarza ... Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :3
    PS: Ja sama, już mam pomysł na kolejny post i w mojej głowie jest on ułożony, ale mam problem z przelaniem go do Worda :c Też tak czasem masz ?

    PPS: I co do tego, że można poznać charakter Ceiry ( w moim poprzednim komentarzu) to chodziło mi o to, że z każdego nowego rozdziału można się czegoś o niej dowiedzieć, że kształtujesz jej osobowość i to mi się podoba :D

    PPPS: Stronka na fb ----> LIKE :D Polubię ją moi osobistym kontem jeżeli ją założysz, więc poznasz mnie tak naprawdę :p

    PPPPS: Życzę weny,weny,weny,weny,weny i powodzenia w tych konkursach :*

    No i przepraszam za te wszystkie ppesy xD W następnym komentarzu postaram się ograniczyć ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i jeszcze jedno............... PIERWSZA !!!! Hahaha :D Wygrałam życie ;-;

      Usuń
    2. Luke i Liz byli kiedyś przyjaciółmi. Nawet mam wytłumaczenie, dlaczego Percy nigdy nie wspomniał o niej, gdy był w Obozie (bo Liz tam też jeździła).
      Też chciałam, aby Drew w końcu dostała nauczkę, ale nie chciałam, by Lara dostała karę. Niedługo spróbuję coś wykombinować, by wreszcie Tanaka dostała to, na co zasługuje.

      Hiszpańskiego zaczęłam się uczyć dopiero teraz, w liceum. Wcześniej, przez trzy lata gimnazjum, uczyłam się rosyjskiego (wolałam to niż niemiecki), ale niezbyt dużo teraz pamiętam.

      Kolejny rozdział zaczęłam pisać w moim nowiuteńkim notatniku. Nic na razie nie powiem, o tym co będzie.

      Dziękuję za komentarz i te życzenia.

      PS: Znalazłam ciekawy i szybszy sposób na pisanie - nastawiam sobie zegarek na 20 minut i przez ten czas piszę. Jeśli mam pomysł potem na to, co dalej - piszę.

      Usuń
  2. Boskie!!!
    Czemu ja tak nie umiem ;-;?
    Pisz dalej!!!!! Mogę trochę poczekać na cd. .
    A tak ma marginesie, to powodzenia w konkursach :)
    Świetne!!!!!!!!

    Ps. To imię ,Jelena, kojarzy mi się z Jeleniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej koleżance to imię skojarzyło się z naszą nauczycielką muzyki z podstawówki.

      Dziękuję za komentarz

      Usuń
    2. I jak zakładasz stronkę ? :D

      Usuń
    3. Jeszcze nie, po prostu jak na razie nie mam czasu

      Usuń
  3. I znowu napiszę to co zwykle: rozdział zaskakujący, zabawny, intrygujący, tajemniczy i napisany świetnym stylem. Jestem pod ogromnym wrażeniem!
    Jelena (ups, pardon Liz) zaskoczyła mnie. Niezbyt rozumiem, co się wydarzyło, ale domyślam się, że wszystko wyjaśni się w kolejnym rozdziale (na którego już czekam z wytęsknieniem, więc pisz szybko!!!). Wyłapałam wprawdzie w tym rozdziale jeden, czy dwa nielogiczne zwroty, ale to drobiazg! Wydaje mi się też, że Ceira zachowywała się troszkę tak, jakby ta cała sytuacja nie robiła na niej żadnego wrażenia. Mało emocji. A może po prostu jestem czepliwa?...

    O, pojawił się nawet nasz Luke! Ciekawa jestem, co dalej. Zainteresował mnie Leon. Może to syn Chione??? I czemu Liz została obdarzona darem panowania nad lodem ??? Wątpliwości w mojej głowie przybywa. Jeśli od nich pęknie moja głowa, to wiedz,że przez Ciebie!
    Pozdrawiam,
    P.
    PS: Chyba uzależniłam się od Twojego bloga...
    PS2: Lara chyba staje się moją ulubioną bohaterką (ale z Malcolmem raczej nie wygra).
    PS3: Chejron w Twoim opowiadaniu jest taki jakiś bardziej surowy. I on naprawdę ma CELĘ??? To nie jest krytyka, tylko spostrzeżenie i zdziwienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby coś, piszę ja-Pola tylko z konta Polskich Heosów;)
      Pozdro,
      P.

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz.

      Wszystko odnośnie Liz wyjaśni się w kolejnym rozdziale? Niestety, ale nie. Będzie parę nowych informacji na jej temat, ale nic poza tym. Jak na razie to postać epizodyczna, którą rozbuduję, gdy pojawi się po raz drugi (czyli zgodnie z planem).

      Ceira i mało emocji... Może wcześniej nie było tego widać, ale tak została wychowana, tak samo jak Liz. Ale Ceirze bardziej się udaje zachować pozory "Królowej Śniegu".

      O Leónie będę milczała. Jest zbyt ważną figurą na moim polu, by było to ujawnione.

      A propos mocy Liz - Mojry szepnęły słówko Atenie, a ta Hekate i Zeusowi...

      Chejron może i jest bardziej surowy, ale to przez wojnę. I od razu dodaję - on był przeciwko przyjęciu na 4. lipca.
      Cela to właśnie "izolatka", o której wspomina Liz.

      Kolejny rozdział jest już w przygotowaniu i obecnie ma już 5 stron A5 zapisanych długopisem. Jak będę miała więcej czasu (kiedy będzie ten weekend? - narzeka licealistka, która jutro ma 3 lekcje), przepiszę.
      Pod koniec szóstego rozdziału Liz odejdzie, a Ariadna i Dionizos będą musieli wracać na Olimp. Ciężkie życie bogów.

      Mam nadzieję, że odpisałam na wszystkie twoje pytania.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Tak, dziękuję. No cóż, poczekam na wyjaśnienia tych wszystkich tajemnic...
      Pozdrawiam,
      P.

      Usuń
  4. Zostałaś nominowana na naszym blogu do Versatile Blogger Award!:-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, już się ogarnęłam (wreszcie).
    Zatem (bo nie zaczyna się od a więc) - jeśli chodzi o treść to podobało mi się, nie powiem. Ceira w dalszym ciągu jest Mary Sue (dobrze przynajmniej, że jest to celowy zabieg - nie ukrywam, że denerwują mnie autoreczki, które tworzą merysujki i się jeszcze dziwią, co to jest...), ale na przykład Larę już lubię. No i Clarisse i Rachel, ale je lubiłam już w Percy'm. Za to Malcolma nie lubię, chociaż nie wiem, dlaczego, i myślę, że to się raczej nie zmieni. Zmieniając temat, bo tym, kogo lubię, a kogo nie, raczej nikt nie jest zainteresowany, to jestem ciekawa, jak to dalej rozwiniesz. Bo zaczyna się naprawdę dobrze, a wiedz, że jestem strasznie wymagająca, jeśli chodzi o teksty, które czytam. No i ciekawe, co dalej z Jeleną (czy tam Liz, ja osobiście wolę Jelena... bo Liz to chyba nie jest jej pełne imię, nie?) i Leonem... oh, well, powtarzam się trochę. Generalnie podobało mi się i czekam na ciąg dalszy. Ale to nie koniec mojego komentarza.
    Od strony poprawności językowej wygląda to już nieco gorzej. Przede wszystkim bynajmniej i przynajmniej to nie synonimy - bynajmniej samo w sobie jest przeczeniem. To tak przede wszystkim. Pozostałe sobie wypisałam w wordzie, ale nie będę tutaj wstawiać - żeby nie było, że się czepiam.
    Pozdrawiam ciepło,
    Luiza

    Btw. zapraszam na nowy rozdział u mnie [wybacz, że tutaj, a nie w spamowniku, ale jak już piszę...]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.

      Planuję, aby Ceira była mniej "idealna", ale do tego daleka droga. Przecież jej przeszłość też nie jest kolorowa. I nie przypadkiem przybyła do Obozu.

      Jelena/Liz/Betha (wybierz sobie) ma - oczywiście - pełne imię, a nawet dwa, ale zna je tylko parę osób (reszta zapomniała/nie dowiedziała się).
      A León... cóż, jest jedną z ważniejszych postaci w tym opowiadaniu. I, przede wszystkim, możecie tylko się domyślać, kim jest. Przynajmniej na razie.

      Za wszelkie błędy bardzo przepraszam, ale moja beta ma więcej nauki niż ja, więc nawet nie chcę jej obciążać.
      A te błędy wyślij mi na pocztę - vika0997
      Jak najszybciej spróbuję je poprawić.

      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję

      PS: Jak będę miała czas, wpadnę.

      Usuń
    2. Co do Ceiry to mam nadzieję - może jak wreszcie zrobi coś źle, zacznę ją lubić...
      Prosiłabym jeszcze tylko, żebyś mi powiedziała, na jakim serwisie masz maila; obstawiam gmaila, ale nie jestem pewna, więc pytam i z góry dziękuję za odpowiedź.
      Pozdrawiam ciepło,
      Luiza/Amnezja

      Usuń
    3. Akurat podałam Ci adres na gmaila.

      W kolejnym rozdziale trochę ją zepsuję. Mam prawie gotowy plan, ale mam taką małą niespodziankę, która jest cholernie trudna do zrobienia.

      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Okay. Jak tylko mój komputer zacznie za mną nadążać, wszystko Ci wyślę.

      Oh, well, brzmi całkiem interesująco. Życzę zatem powodzenia.
      Pozdrawiam ciepło,
      Luiza/Amnezja (tak, jak prawdopodobnie się domyślasz, wymyśliłam sobie drugi, łatwiejszy do zapamiętania nick)

      Usuń
  6. Mimo że rozdział jest krótki to pełen niespodziewanych zwrotów akcji, które tylko zmuszają nas do poznania dalszej części historii! To naprawdę fenomenalne. Masz ciekawe pomysły, które zachwycają mnie jeszcze bardziej z każdym rozdziałem.
    Mam nadzieję, że dodasz niedługo nowy post, bo nie mogę się już doczekać!
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuuuuuuuuużo weny :3

    OdpowiedzUsuń